Leociak: Biedronka wpełźnie na gruzy Feminy

Po prostu nie mogę w to uwierzyć. Żeby postawić spożywczak, nowi barbarzyńcy burzą jedną z nielicznych zachowanych w tej części Warszawy przedwojennych kamienic – siedzibę „Feminy” (Leszno 35, dziś Al. Solidarności 115)! Niezwykle ważną dla historii getta warszawskiego.

Kamienicę wzniesiono niedługo przed wojną z pomieszczeniami specjalnie zaprojektowanymi dla teatru. Jednak właściciel nie zdołał uzyskać koncesji na rozpoczęcie działalności przed wybuchem wojny. Od czerwca 1941 znalazł tu swoją siedzibę teatr rewiowy „Femina”. Jego dyrektorami administracyjnymi byli Josef Hirszfeld, Symcha Ryba i Meir Winder, funkcję dyrektora artystycznego i literackiego pełnił Jerzy Jurandot, po wojnie wieloletni dyrektor teatru „Syrena”, orkiestrę prowadził Iwo Wesby. Reżyserowali najczęściej Edmund Minowicz lub Stanisław Stański, gwiazdą była Stefania Grodzieńska. Grano tu tylko po polsku.

Zdjęcie ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego

Zdjęcie ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego

W sali „Feminy” urządzano również imprezy kulturalne związane z akcjami Żydowskiej Samopomocy Społecznej, takich jak Miesiąc Dziecka. Koncertowała tu także Żydowska Orkiestra Symfoniczna. Do 22 lipca 1942, czyli do rozpoczęcia deportacji warszawskich Żydów do Treblinki, „Femina” zaprezentowała 14 premier, w tym cieszącą się szczególnym wzięciem rewię „Szafa gra”, uaktualnioną wersję operetki Kalmana „Księżniczka Czardaszka” czy bijącą rekordy popularności komedię pióra Jurandota „Miłość szuka mieszkania”. Po wojnie było tam kino „Femina” – miejsce moich filmowych inicjacji.

O „Feminie” mogę pisać dużo. Ale co ja będę pisał do barbarzyńców. Było wiele protestów, sam częściowo brałem w tym udział. Ale ich g…. to obchodzi. Nie wiem, czy to działa już dobra zmiana, czy urzędnicy pani prezydent HGW ulegli dyktatowi deweloperów. „Biedronka” wpełźnie na gruzy „Feminy” ze swoimi wielkimi czerwonymi kropkami. Czerwonymi jak krew…

Piszę to o 2.30 w nocy. Szlag mnie trafia. Już nie zasnę. Udostępniajcie ten tekst, proszę. Niech chociaż taki ślad zostanie po „Feminie”.

Jacek Leociak