Po co komu teatr żydowski?

Komu potrzebny jest teatr żydowski? Kto do niego chodzi i jakie sztuki powinien wystawiać? Na te pytania próbowali odpowiedzieć uczestnicy debaty, która odbyła się 3 września w patio budynku Cosmopolitan w Warszawie w ramach Festiwalu Warszawa Singera.

– Teatr jest zawsze potrzebny. Pytanie, skąd ta potrzeba płynie. Czy od społeczności żydowskiej, która jest w Polsce, czy od innych widzów – zauważa Dorota Buchwald, teatrolog, dyrektorka Instytutu Teatralnego im. Z. Raszewskiego w Warszawie. – Teatr nie może być narzucony. Musi wynikać z jakiejś potrzeby.

– Po żydowsku „teatr żydowski” to „jidiszer teater” – przypomina Bella Szwarcman-Czarnota, pisarka, tłumaczka, redaktorka „Midrasza”. – Czy mamy się tego trzymać, czy od tego odchodzić?

– Te pytania zadaje sobie publiczność i aktorzy w spektaklu „Aktorzy żydowscy”. Tak naprawdę powinniśmy zaprosić tu tych aktorów i zrobić czytanie tego tekstu – uważa Joanna Krakowska, pracownica naukowa Zakładu Historii i Teorii Teatru Instytutu Sztuki PAN.

DebataTeatr2

– W statucie Teatru Żydowskiego odnotowano fakt, że jest on spadkobiercą przedwojennego bagażu, pamięci, energii artystycznej. Podstawowym jego zadaniem jest jednocześnie pokazywanie innej, nieżydowskiej publiczności, tego, co żydowskie – mówi Dorota Buchwald.

– „Dybuki” mamy w innych teatrach, ale one co innego znaczą niż w Teatrze Żydowskim. Tutaj dojdzie do mierzenia się z dziedzictwem, jakie to za sobą niesie – podkreśla Joanna Krakowska. – Śmierć narodu żydowskiego to jest wielka rana, która się nigdy nie zabliźni. Będziemy się z tym mierzyć do końca świata.

– Pamięć jest bardzo ważna i do uzyskania tylko poprzez teatr – wyjaśnia Dorota Buchwald. – Teatr uruchamia coś więcej niż zdjęcie, czy afisz. To bardzo ważne, by ten teatr nie przestał grać w jidysz. Z drugiej strony nie może stać się muzeum.

– Owszem, naród żydowski zginął, o czym pamiętamy, ale my żyjemy – mówi Bella Szwarcman-Czarnota. – Jak my się mamy odnaleźć na tych zgliszczach po wojnie i po 1968 roku. Rozumiem problem braku otwartości teatru żydowskiego na sztukę izraelską, czy o Palestyńczykach. Bo taką sztukę może zagrać każdy teatr. Tymczasem jest mnóstwo nieznanych dramatów z klasyki żydowskiej, wciąż nieprzetłumaczonych. Jest co grać! I to może zagrać tylko teatr żydowski.

– Praca z klasyką żydowską nie musi polegać na wystawianiu klasyki – odpowiada Joanna Krakowska. – Może polegać na zamawianiu tekstów współczesnych, na przepisywaniu klasyki na język współczesny. Teatr Żydowski w Warszawie robi to w ramach cyklu „Przepisy domowe”.

Uczestnicy debaty odnieśli się również do obecnej sytuacji Teatru Żydowskiego, który został pozbawiony swojej siedziby przez właściciela budynku.

– Za tę sytuację odpowiedzialni są ludzie, których trzeba rozliczyć, być może prawnie, bo są umowy, których nie dotrzymano – uważa Dorota Buchwald. – Ale dopóki są ludzie, ten teatr będzie istniał.

– Artyści Teatru Żydowskiego zostali opuszczeni przez środowisko teatralne – jest zdania Łukasz Chodkowski, dramaturg i reżyser. – W czasie Festiwalu Singera tylko Teatr Kwadrat i Teatr Polski udzieliły Żydowskiemu gościny. Nie było ogólnopolskiego protestu. To dla mnie smutne.

– Nasze granie jest międzynarodowe. Ani polskie, ani żydowskie – mówi aktor Teatru Żydowskiego, Henryk Rajfer. – Wymagania naszego teatru są wysokie. Zagranicą gramy po żydowsku. W Polsce się nie da.

Przedstawiciel TSKŻ z Bytomia określił konflikt o budynek Teatru mianem „żydowskiego antysemityzmu”. – Zapomniał wół, jak cielęciem był – mówił Henryk Akselrad. – Joint wyraźnie powiedział, dla kogo jest ten budynek. Gołda z panem Szymonem wyhodowali sobie żmiję.

Debata „Teatr żydowski. Po co to komu?” odbyła się 3 września w ramach Festiwalu Warszawa Singera. Prowadził ją Mike Urbaniak, a udział wzięli: Dorota Buchwald, Joanna Krakowska, Bella Szwarcman-Czarnota, Łukasz Chotkowski.