Żyjemy w świecie coraz bardziej nieznośnym

Piotr Cywiński, fot. KIK - Klub Inteligencji Katolickiej / Facebook

Żyjemy w świecie coraz bardziej nieznośnym. Jeśli jeszcze nie teraz, to – nie bardzo wierzę – byśmy w ciągu najbliższych dwóch dekad nie zaczęli się wzajemnie mordować.

Nie wiem skąd to się wzięło, być może za dawno nie było wojen, więc pokoju nie potrafimy szanować. Ale to nagromadzenie kłótliwości, mnożenia wrogów, szukania przeciwności, nienawiści – jakie się zaczęło siać w całej Europie od kilku lat, doprowadza mnie do apatii.

Ostatnią dekadę życia poświęciłem ukazywaniu do czego zmierza odczłowieczanie bliźniego – mam wrażenie, że ta ścieżka odczłowieczania właśnie ponownie staję się przyjęta za chwalebną normę. Byle stłamsić, zgnoić, splugawić, zniszczyć.

I do dziś nie wiem, czy za tym stoi jakaś frustracja, jakieś lęki podprogowe, jakaś niezdolność komunikacyjna, czy jest to naturalna ciągota homo sapiens w obliczu globalnej wioski jemu podobnych.

Stoję – niechcący – na tym dziwnym rozdrożu i wiem, że nie wybiorę żadnych z jawiących się dróg. Boję się, że tylko kolejne zniszczenia, kolejnej wojny, otrzeźwią nas wtórnie na kolejne kilkadziesiąt lat. I że nauczymy się tylko tyle, że co pewien czas krew się po prostu musi polać, inaczej nie będziemy potrafili docenić bardzo banalnego czasu pokoju.

Piotr Cywiński