Problemy stają się mniejsze, gdy potrafimy się z nich śmiać

W Izraelu nie brakuje seriali komediowych i programów satyrycznych, które poruszają nawet trudne tematy społeczne. O izraelskim humorze rozmawiamy ze znawczynią tematu, Anną Piątek.

Z czego śmieją się Izraelczycy?

Śmieją się z samych siebie. Nie jest to chyba specjalnie wyjątkowe, bo każda kultura śmieje się sama z siebie, by oswoić różne lęki, strachy i traumy, jakie dzieją się w tej społeczności albo dookoła. Śmieją się z mentalności izraelskiej, z tego jak mówią, z tego jak myślą. Śmieją się też z wojen, z wojska, z pieniędzy.

W jaki sposób mogą śmiać się z wojny?

Bardziej nie tyle z samej wojny, ale z tego jak Holokaust jest wykorzystywany przez polityków oraz jak manipuluje się obrazem współczesnego żołnierza.

Jak wyglądają programy satyryczne w Izraelu?

Jeśli zapytamy Izraelczyków, jaki program satyryczny oglądają, większość poda „Erec Neder”, którego główną częścią jest parodia programu informacyjnego. Prezenter mówi o sfingowanych wydarzeniach, które nawiązują do tego, co rzeczywiście miało miejsce w kraju. Pojawiają się też skecze dotyczące religii, sposobu mówienia, zawierające cytaty z Talmudu, pokazujące życie przeciętnej rodziny lub nowych imigrantów.
Są też tradycyjne programy kabaretowe. Konwencje są bardzo różne.

A seriale komediowe?

Tak, jest ich stosunkowo dużo. Są klasyczne sitcomy, dwa z nich kupili producenci w Stanach Zjednoczonych.

Popularny izraelski sitcom to „Ramzor”, opowiadający o losach trójki przyjaciół, których status życiowy stopniowo się zmienia. Pojawia się też wątek polskiego paszportu, który jest popularnym tematem. Każdy w Izraelu zna kogoś, kto starał się, albo nawet dostał polski paszport.
Pojawia się też „ima polanija” – „matka Polka”, czy raczej jidisze mame. Matka, która jest zbyt troskliwa wobec swoich dzieci.

Wciąż pokutuje pewien stereotyp oziębłych Polek. Kiedy jeden z bohaterów serialu idzie do ambasady, zostaje zapytany o to, jak wyglądał jego dom rodzinny. „Ojciec nie kocha matki, matka nie lubi seksu” – odpowiada. „Typowy polski dom” – słyszy w odpowiedzi. Okazuje się to dobrą podstawą do wydania polskiego paszportu. Niestety, nasz bohater go nie dostaje, bo w domu znalazł też list zapisany po polsku. Zaniósł go do ambasady, sądząc, że będzie to ostateczny dowód na jego pochodzenie. W liście zaś napisano „nienawidzę Polski, nigdy tam nie wracaj synu”.

Arabowie izraelscy też potrafią śmiać się z samych siebie?

Tutaj świetnym przykładem jest serial „Awoda arawit”. Scenariusz napisał Sayed Kashua, aktorzy to Arabowie. Główny bohater to swego rodzaju everyman – mieszka we Wschodniej Jerozolimie, ale pracuje w redakcji żydowskiej gazety, obracając się wśród Izraelczyków. Żyje w wiecznym poczuciu rozdarcia, pokazując wciąż istniejącą dyskryminację wobec izraelskich Arabów. A serial jest komediowy!

Zdarzały się takie przypadki, że ktoś czuł się obrażony tymi serialami?

Tak. Zdarzały się burze medialne. Chyba nie było przypadku, kiedy coś zostało zdjęte z anteny. Był za to przypadek, że nie zostało wyemitowane. Tak było z izraelskim Monty Pythonem, czyli „HaJudim baim” – „Żydzi przychodzą”. To serial, który dosłownie jedzie po bandzie. Szefowie publicznej telewizji nie chcieli go kupić. Uważali, że nie ma u nich miejsca na taką produkcję. Był emitowany przez rok w jednym z izraelskich barów. Po tym czasie kupiła go telewizja, ale ocenzurowała niektóre fragmenty – z trzynastu odcinków zostało dwanaście.

Jak Izraelczycy zareagowaliby, gdyby ktoś inny nakręcił identyczne seriale, zrobił identyczne programy?

Myślę, że zostałoby to uznane za przejaw antysemityzmu. Byłoby bardzo krytykowane, tak jak zresztą oburzają się na te produkcje niektóre środowiska izraelskie. Wszyscy możemy się śmiać z tego, że ktoś przewraca się na skórce od banana, ale śmianie się z narodowych mitów, powoduje pewną dyskusję.

Czy te produkcje mogłyby się cieszyć popularnością w Polsce?

Część z nich byłaby niezrozumiała. Polskiemu widzowi mogłoby brakować kontekstu, by zrozumieć żart. Jeśli nie znamy tła, to jak w każdym żarcie, nie będzie on śmieszny. Czasami trzeba dość dobrze znać Biblię, by śmiać się z tych żartów. Żarty językowe też są nie do przejścia.

Izraelski serial „Hatufim” był podstawą do „Homeland”. Został oczywiście dostosowany do warunków lokalnych. W oryginale trójka żołnierzy została porwana przez Palestyńczyków i przetrzymywana przez 17 lat. W amerykańskiej wersji żołnierz wraca z niewoli irackiej i jest podejrzewany o to, że może być agentem obcych służb.

Jaki jest Twój ulubiony serial?

„Imperium Zagurich”, który dzieje się w Beer Szewie. Ma świetny język marokańskich Żydów. Kiedy oglądałam wywiady z aktorami, okazało się, że byli oni uczeni tych kwestii i sami nie bardzo wiedzieli co one oznaczają. A brzmią bardzo naturalnie! Jakby mówili tak na co dzień.

Czy Polacy potrafią też śmiać się sami z siebie?

Tak, myślę, że kultura kabaretowa jest całkiem bogata w Polsce. Wiele zawdzięczamy czasom komunizmu, gdzie można było sporo odreagować w kabarecie. Kiedy mamy jakieś problemy, one stają się mniejsze, gdy potrafimy się z nich śmiać.

Rozmawiała Katarzyna Markusz



About the Author

Katarzyna Markusz
Dziennikarka od 2001 roku, zajmująca się historią i kulturą polskich Żydów, prowadząca badania dotyczące społeczności żydowskiej w Sokołowie Podlaskim. Redaktor naczelna Jewish.pl.