Matka prawdopodobnie zamordowała cztery córki i popełniła samobójstwo

W niedzielę w Jerozolimie 36-letnia kobieta najprawdopodobniej odebrała sobie życie wcześniej zabijając cztery córki. Rodzina przyjechała do Izraela z Francji kilkanaście lat temu. Sąsiedzi i znajomi są w szoku, bo nic nie wskazywało na to, że może dojść do tragedii.

W niedzielne popołudnie straż pożarna została wezwana przez sąsiadów do mieszkania, z którego wydobywał się dym. Na balkonie znaleziono ciało kobiety, która prawdopodobnie popełniła samobójstwo. W pokoju, w którym doszło do pożaru, strażacy znaleźli ciała czterech dziewczynek. Ze wstępnych oględzin wynika, że dzieci zmarły w wyniku poparzeń i zatrucia dymem. Ich ciała wysłano do zakładu medycyny sądowej, by sprawdzić, czy przed podpaleniem pokoju zostały uduszone.

Mąż kobiety przybył na miejsce pół godziny po służbach ratowniczych. Został objęty opieką psychologów.

W izraelskich mediach pojawiają się sprzeczne informacje dotyczące wieku dziewczynek. Ynet podaje, że miały 11, 10, 4 lata i najmłodsza 11 miesięcy. Inne media mówią, że dwie dziewczynki miały 12 lat, a pozostałe 7 i 2 lata.

Służby nie podają imion ani nazwiska rodziny. Wiadomo tylko, że para przyjechała do Izraela z Francji 13 lat temu.

Jeden z sąsiadów powiedział, że kobieta “zawsze wydawała się być silna i stanowcza”. Inny widział ją z dziećmi dzień wcześniej w pobliskim parku i nic nie wzbudziło jego podejrzeń. Nauczycielka jednej z dziewczynek podkreśla, że dzieci uczyły się dobrze, były szczęśliwe i chętnie nawiązywały kontakty z rówieśnikami. “Ta sytuacja pokazuje, że musimy być bardziej czujni” – mówi.

Niektóre media podały, że w przeszłości kobieta leczyła się psychiatrycznie, jednak nie ma oficjalnego potwierdzenia tej informacji. Wiadomo, że trzy miesiące temu zadzwoniła do opieki społecznej, prosząc o informacje na temat pomocy w opiece nad dziećmi. Poinformowano ją, że takich usług nie ma w ofercie, ale poproszono o kontakt osobisty w celu znalezienia odpowiedniej pomocy dla rodziny. Kobieta nigdy nie pojawiła się w ośrodku.

“To była najtrudniejsza rzecz, jaką widziałem podczas wszystkich lat pracy w straży pożarnej” – powiedział mediom strażak Arik Abuluf.