Paziński: „Magdalena Cielecka nie jest żydowskim dzieckiem”

W rozmowie na temat bieżącej sytuacji politycznej w Polsce Magdalena Cielecka powiedziała, opisując swój powrót tramwajem z manifestacji KOD: „poczułam się – przepraszam za porównanie – jak żydowskie dziecko w tramwaju w czasie okupacji. Dziecko, które jest wystraszone i wie, że nie powinno w tym tramwaju być”.

Okropnie mi przykro, że wybitna i z pewnością oczytana aktorka mówi takie bzdury. Z emocjami się nie dyskutuje, to prawda, sam im często ulegam, zdarza mi się patrzeć na ludzi z ‚tamtej strony’ jak na faktycznych albo potencjalnych wrogów, z wieloma ludźmi ‚stamtąd’ nie mam i nie chcę mieć nic wspólnego, z kilkoma ‚stamtąd’ od pewnego czasu nie mam nic wspólnego, chociaż zdaje mi się, że kiedyś miałem. Myślę, że podział polityczny w Polsce będzie się pogłębiał, a wraz z nim pękać będą rozmaite dotychczasowe więzi – towarzyskie i ludzkie.

Ale znajmy proporcje. Warszawa anno domini 2017 to NIE JEST Warszawa pod okupacją hitlerowską, Magdalena Cielecka nie jest żydowskim dzieckiem przeznaczonym przez Niemców na zagładę i ukrywającym się po stronie aryjskiej, pasażerowie tramwaju spozierający koso na osobę ze znaczkiem KOD nie są szmalcownikami, KOD nie jest gettem warszawskim, a świat poza KOD – Generalną Gubernią. W ogóle sytuacja polityczna, społeczna i moralna Polski w drugiej dekadzie XXI wieku nijak nie przypomina czasów okupacji hitlerowskiej. Nie ma w Polsce ani obcych wojsk siejących śmierć i zniszczenie, ani obozów koncentracyjnych, ani terroru, ani masowych prześladowań motywowanych morderczym rasizmem. Jest nieprzyjemnie. I tylko tyle.

Wielokrotnie o tym pisano (mnie również zdarzyło się kilkakrotnie), że porównania Polski Jarosława Kaczyńskiego do okupacji hitlerowskiej są niestosowne. Nie tylko dlatego, że współczesna Polska nijak okupacji nie przypomina, ale – co może ważniejsze – że są one obraźliwe dla pamięci ludzi, którzy mieli pecha żyć w czasach, gdy pewien austriacki bandzior i mitoman w imię swoich mokrych snów o potędze uczynił z Europy wielki stos trupów. Także dla tych żydowskich dzieci, którym udało się przeżyć – i dla tych liczniejszych, którym się nie udało, również tutaj, w Warszawie.

Dzisiaj powiem mocniej: NIE WOLNO! Nie wolno relatywizować zbrodni i szukać jej tam, gdzie jej nie ma. Nie wolno tworzyć na chybił trafił analogii do prawdziwych historycznych katastrof, żeby opisać własny dyskomfort. Nie wolno dopisywać się do cudzej martyrologii i cudzego nieszczęścia – nawet w dobrej wierze i nawet wówczas, gdy emocje dyktują co innego. Nie wolno przez szacunek dla tamtych zamordowanych dzieci, ale również ze względu na przyszłe dni, kiedy bieżąca polityka nie będzie się nikomu kojarzyła z hitleryzmem. Oby były lepsze i obyśmy ich w zdrowiu dożyli!

Piotr Paziński