Andrzej Celiński wspomina Zygmunta Baumana

Zygmunt Bauman, fot. Forumlitfest, CC BY-SA 3.0

Pierwszym moim wykładem na studiach (październik 1967) był wykład Zygmunta Baumana, wówczas docenta, w auli Stefana Czarnowskiego na Krakowskim Przedmieściu (róg Traugutta) – z wielkimi oknami wychodzącymi na Trakt, a że sala jest na parterze miało się wrażenie, że obiekt socjologicznych badań dosłownie przesuwa się pod nosem.

Granatowy garnitur, amarantowy krawat, piękny, dźwięczny głos. Zygmunt Bauman mówił, że społeczeństwo to hipostaza, a socjologia próbuje to coś, co właściwie w materialnej formie nie istnieje – badać.

Miał jakieś kartki, ale właściwie do nich nie zaglądał – leżały na katedrze, a on chodził w poprzek sali, katedrę mając za plecami. Słuchając Jego wykładu szczęśliwy byłem, że poszedłem na socjologię, że jest to trafny wybór i że mnie tam przyjęli.

Po roku ani on nie wykładał ani ja nie byłem studentem.

Andrzej Celiński