Proces z Agorą i Muzeum Polin o prawa autorskie trwa

Kolejna odsłona procesu dotyczącego ewentualnego naruszenia praw autorskich przez Muzeum Polin i Agorę SA odbyła się w warszawskim Sądzie Okręgowym we wtorek. Sprawa dotyczy „Spacerownika po żydowskiej Warszawie” wydanego przez obie te instytucje. Anna Ciałowicz, jidyszystka i ekspertka od judaizmu pracująca w Gminie Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie, pozwała Polin i Agorę, ponieważ uważa, że w książce wykorzystano jej tłumaczenia bez należytego podania ich autorstwa.

– Napisałem chyba czterdzieści książek i nigdy nie miałem problemu z prawami autorskimi – zapewniał powołany na świadka Jerzy S. Majewski, współautor „Spacerownika…”. – Opisując dane miejsca w tekście podawałem często nazwisko tłumaczki, czyli robiłem coś, czego się nie praktykuje.

Okazuje się, że książka pierwotnie była znacznie obszerniejsza, a w ramach prac redakcyjnych usunięto część tekstu. – Książka była czytana przez redaktorów z Muzeum Polin i Agory – wyjaśniał Majewski. – Prosiłem ich, by zachowywać nazwisko tłumaczki. Często to nazwisko i adres strony varshe.org.pl są wytłuszczone. Nie ukrywam, że korzystałem z materiałów na tej stronie, bo wydawała mi się wartościowa. Dziś już tam nie zaglądam. To wielka zasługa pani Ciałowicz, że to przetłumaczyła. Te tłumaczenia są wartościowe, ciekawe, zabawne – w sensie pozytywnym.

Współautor „Spacerownika…” wspomniał, że nie wie, kto jest właścicielem strony varshe.org.pl. Sama książka miała na celu pokazanie czytelnikom Warszawy, której już nie ma. – Traktuję opisanie Warszawy, jako wielkie dzieło swojego życia. Chciałem pokazać, jak wyglądała Dzielnica Północna -przekonywał Majewski. Podkreślał jednocześnie, że od początku było jasne, iż tłumaczenia pochodzą ze strony varshe.org.pl i kto jest ich autorką.

Anna Ciałowicz wyjaśniła, że już kilka lat temu wysłała do Jerzego S. Majewskiego egzemplarz biuletynu Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie wraz z listem, w którym zwróciła uwagę, że jej zdaniem kilka swoich tekstów w cyklu „Warszawa nieodbudowana” oparł na jej artykułach. – Ja tych autorów odkryłam, przetłumaczyłam, dokonałam wyboru fragmentów – wyjaśnia Ciałowicz. – To element mojej pracy badawczej. To ja te teksty wprowadziłam w polski obszar kulturowy.

Chociaż Ciałowicz jest pracowniczką Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie, a strona varshe.org.pl należy do GWŻ, jak wynika z zeznań kolejnego świadka, Gmina nie chciała angażować się w spór z wydawcami „Spacerownika…”. – Wysłaliśmy biuletyn do Majewskiego. Zaprosiliśmy go do współpracy – wyjaśniała Joanna Korzeniewska, dawna pracownica GWŻ i kierowniczka Biura Komunikacji Społecznej. – Po publikacji „Spacerownika…” Anna Ciałowicz przestała zamieszczać nowe teksty na stronie varshe. Pojawiły się problemy w pracy. Była ignorowana przez zarząd, przestała być traktowana, jako ekspertka. Wpłynęło to na jej życie naukowe i badawcze.

Informacje, że sprawa „Spacerownika…” nie pozostała bez wpływu na sytuację pozwanej w miejscu pracy, potwierdził kolejny świadek, Martyna Majewska, prywatnie koleżanka Anny Ciałowicz, która podkreślała, że przed powzięciem kroków prawnych powódka konsultowała się z prawnikami specjalizującymi się w prawie autorskim, m.in. z kancelarią prof. Jana Błeszyńskiego. Spór prawny z MHŻP i spółką Agora SA spowodował, że Ciałowicz straciła wiele kontraktów, a także kontaktów zawodowych. Sytuacja długotrwałego stresu podkopała jej zdrowie.

Podczas rozprawy Anna Ciałowicz podkreśliła, że Gmina dba także o niematerialną spuściznę Żydów, czemu służy m.in. prowadzenie strony internetowej varshe.org.pl. Obawia się o przyszłość tego projektu, gdyż takie, a nie inne działanie pozwanych spowodowało, że posłużył on promowaniu innych podmiotów niż Gmina Wyznaniowa Żydowska, ponosząca wszystkie koszty prowadzenia strony varshe.org.pl.

Kolejna rozprawa odbędzie się 7 marca w Sądzie Okręgowym w Warszawie.