„Nie mieliśmy pojęcia dokąd zabrano nasze rodziny” – sesja edukacyjna

Fot. Paweł Sawicki

Początkom Zagłady Żydów w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz-Birkenau poświęcona była sesja edukacyjna „Nie mieliśmy pojęcia dokąd zabrano nasze rodziny”, którą 22 marca 2017 r. zorganizowało Międzynarodowe Centrum Edukacji o Auschwitz i Holokauście.

Sesja rozpoczęła się od wykładu prof. Ryszarda Kaczmarka z Uniwersytetu Śląskiego poświęconego ideologii i realizacji programu Zagłady Żydów europejskich przez Trzecią Rzeszę przed konferencją w Wannsee. Opisywał on m.in. etapy tworzenia struktury aparatu Zagłady: od prawnego zdefiniowania pojęcia „Żyd” w ustawodawstwie nazistowskich Niemiec, m.in. w Ustawach Norymberskich, poprzez stopniowe pozbawianie Żydów prawa własności, koncentrację w gettach, aż po proces podejmowania decyzji o całkowitej fizycznej eksterminacji europejskich Żydów, działania Einsatzgruppen i utworzenie ośrodków zagłady.

Kierownik Centrum Badań Muzeum dr Piotr Setkiewicz mówił o więźniach Żydach w obozie Auschwitz przez rozpoczęciem masowej zagłady, a także o pierwszych masowych transportach Żydów deportowanych do KL Auschwitz.

– Przez ponad półtora roku od chwili utworzenia obozu, w KL Auschwitz Niemcy systematycznie mordowali wszystkich przywiezionych do obozu Żydów. Ginęli oni przy wykorzystaniu najbardziej brutalnych metod i najprostszych narzędzi: pałek, kilofów i łopat. Przywożonych wówczas Żydów kierowano automatycznie do Karnej Kompanii, a średnia życia w obozie więźniów Żydów wynosiła kilkanaście dni. Pomiędzy czerwcem 1940 a marcem 1942 roku do KL Auschwitz przywieziono około 2000–2100 Żydów, z których niemal 90% straciło życie zaraz po przybyciu – mówił Piotr Setkiewicz.

– Kiedy jesienią 1941 r. w Auschwitz I utworzono pierwszą komorę gazową – co miało związek z masową likwidacją sowieckich jeńców wojennych – do obozu zaczęto kierować niewielkie grupy niezdolnych do pracy Żydów przywożonych z obozów pracy przymusowej utworzonych przez Niemców na Górnym Śląsku. Zabijano ich natychmiast za pomocą Cyklonu B. Kiedy liczba takich transportów zwiększała się, wiosną 1942 r. esesmani utworzyli dwie komory gazową w zaadaptowanych na ten cel domach z wysiedlonej wsi Brzezinka, przenosząc akcję zabijania z Auschwitz I. W tym samym okresie do obozu zaczęto kierować już pierwsze masowe transporty Żydów – najpierw ze Słowacji, a następnie z Francji, a także z terenów Śląska – dodał Setkiewicz.

– W maju 1942 r. Niemcy rozpoczęli w Auschwitz zagładę polskich Żydów z gett na Śląsku. Selekcje prowadzone były w gettach, a do obozu przywożono w większości ludzi niezdolnych do pracy i natychmiast mordowano ich w komorach gazowych. Analizując losy Żydów deportowanych w pierwszych masowych transportach do Auschwitz widzimy, że w tym okresie ginęli niemal wszyscy przywożeni – albo natychmiast w komorach gazowych, albo po krótkim okresie niewolniczej pracy w obozie – podkreślił Setkiewicz.

Gościem honorowym sesji był były więzień Auschwitz Marian Majerowicz, którego najbliższa rodzina została zamordowana w komorach gazowych.

Marian Majerowicz urodził się w 1926 r. w Myszkowie. Po likwidacji getta w Zawierciu w czerwcu 1943 r. – Niemcy deportowali do Auschwitz ojca, matkę oraz dwóch moich braci, starszego i młodszego. Ja zostałem jeszcze w grupie 120 osób w Zawierciu. Do obozu wywieziono mnie dwa miesiące później. Miałem wtedy 17 lat i otrzymałem w obozie numer 157715. Od ojca, którego spotkałem w obozie, dowiedziałem się, że na rampie matka nie chciała oddać mojego brata, który miał wówczas trzy lata i natychmiast po przyjeździe została skierowana z nim do komory gazowej. Mój ojciec był w strasznym stanie. Został wywieziony do komory gazowej po jednej z selekcji w obozie. Po zapisaniu jego numeru, zdążyłem się jeszcze z nim pożegnać. Pamiętam, jak znika za jednym z baraków – wspominał Marian Majerowicz.

Pod koniec stycznia 1944 r. Marian Majerowicz został skierowany do podobozu Güntergrube. – Warunki były tu lepsze niż w głównym obozie – traktowano nas trochę bardziej jak robotników. Dostawaliśmy więcej jedzenia, żebyśmy mogli pracować. Ja pracowałem przy rozbudowie obozu, stawialiśmy murowane baraki – wspominał.

W styczniu 1945 r. został ewakuowany w z Auschwitz w Marszu Śmierci. Został wyzwolony na terenie Czech 9 maja 1945 r. – 18 stycznia był niesamowity mróz. Podstawiono otwarte wagony. Dostaliśmy po bochenku chleba i zostaliśmy przewiezieni Szliśmy pieszo przez Gliwice, Opole, Jelenią Górę, Kłodzko. Z obozu wyszło 1200 więźniów, a 9 maja, kiedy wyzwoliła nas armia sowiecka 60 km od Pragi, przy życiu pozostało zaledwie 112 osób. Nie było jedzenia, ludzie byli w strasznym stanie. Natychmiast zajęli się nami wojskowi sanitariusze wojska – mówił. Wojnę przeżył także starszy brat Mariana Majerowicza.

Marian Majerowicz jest dziś wiceprezesem zarządu Stowarzyszenie Żydów Kombatantów i Poszkodowanych w II Wojnie Światowej.

Na zakończenie sesji, w budynku pralni obozowej, uczestnicy wzięli udział w otwarciu czasowej wystawy Przemysł i Holokaust: Topf & Synowie – konstruktorzy pieców krematoryjnych w Auschwitz. Wystawa przedstawia losy firmy „Topf und Söhne”, która zaprojektowała i wykonała w Auschwitz I i Auschwitz II-Birkenau piece krematoryjne. Wystawa pokazuje również postacie kluczowe związane z historią krematoriów: właścicieli firmy, inżynierów, wykonawców. Można ją oglądać do końca października.

Fragment wspomnień byłej więźniarki Elizy Temler:

[…] Na rampie wyładowują się świeżo przybywające transporty i od razu na przedzie pociągu przed lokomotywą odbywa się selekcja przybyłych. Komendant w stroju galowym, lekarz i przyboczna świta, kierują mniej więcej 10% ludzi na prawo i ci zostają wcieleni do obozu, gdyż nadają się do pracy; pozostali, a wśród nich starcy i matki z dziećmi – na lewo, gdzie drogą wysadzaną drzewami, niby to niewinną wiejską drogą, idą długim szeregiem ku swemu przeznaczeniu – do krematorium, nieświadomi swego losu.

Widzę, jak jakaś matka, której starszego syna, może dwunastoletniego, oderwano od niej i od młodszego brata i skierowano na prawo – kłóci się, aby ich nie rozłączać. Dobrze, uzyskała zgodę, wszyscy na lewo. Jeszcze nie wie, że wywalczyła śmierć dla swojego dziecka […]”