Izrael chwali amerykański nalot na reżim Asada

"Cruise missiles launched at Syria from USS Ross" / YouTube/Judah Ari Gross

Izraelskie Siły Obronne były informowane przez Waszyngton o mającym nastąpić nalocie na terytorium znajdujące się na północ od Damaszku. Był to odwet za atak z użyciem broni chemicznej we wtorek w prowincji Idlib.

Izraelczycy poparli plany ataku, do którego doszło w piątek w nocy. Dziś izraelscy politycy chwalą takie posunięcie.

Dwa amerykańskie okręty wystrzeliły co najmniej 59 rakiet manewrujących Tomahawk. Trafiły one w bazę lotniczą Szajrat należącą do wojsk Asada. Syryjczycy podali, że zginęło czterech ich żołnierzy. Kilka dni wcześniej w prowincji Idlib użyto broni chemicznej. W tym ataku zginęło 86 osób, w tym 27 dzieci. Asad nie przyznaje się do dokonania tego ataku. Donald Trump poinformował, że nie ma wątpliwości, iż to reżim Asada użył broni chemicznej.

Amerykański prezydent wezwał inne kraje do przyłączenia się do koalicji przeciwko rozlewowi krwi w Syrii. Jego apel poparły Izrael i Arabia Saudyjska.

„Zarówno słowem, jak i czynem, prezydent Trump wysłał silny i jasny przekaz, że używanie broni chemicznej nie będzie tolerowane” – napisał premier Izraela, Benjamin Netanjahu, w oświadczeniu. „Izrael w pełni popiera decyzję prezydenta Trumpa, mając nadzieję, że ten przekaz, będzie rezonował nie tylko w Damaszku, ale też w Teheranie, Pjongjangu i innych miejscach”.

Prezydent Reuwen Riwlin powiedział, że decyzja USA była „właściwą odpowiedzią na niewyobrażalną brutalność i przykładem dla całego wolnego świata”.

Lider opozycji, Izaak Herzog również pochwalił atak, mówiąc, że doszło do niego „we właściwym czasie i miejscu”. „Jest to ważne przesłanie dla rzeźnika z Damaszku” – napisał Herzog na Twitterze.