Esperanto – szlachetne idee o zjednoczeniu

Fot. Centralna Biblioteka Judaistyczna/ŻIH

Rok 2017 to rok Ludwika Zamenhofa nie tylko w Polsce, lecz także na całym świecie (decyzją UNESCO). Ludwik Łazarz Zamenhof (Elizer Lewi Samenhof) urodził się w Białymstoku 15 grudnia 1869 roku. Już od wczesnej młodości frapował go problem wzajemnego zrozumienia ludzi należących do obcych sobie, jak się mogło zdawać, kultur. I już wtedy wierzył, że jeden wspólny język może stać się odpowiedzią na różnice uniemożliwiające ludziom porozumienie.

Zamenhof, po ukończeniu studiów i zdobyciu specjalizacji z optyki, wydał po długich staraniach (w 1887 roku) rozwijany od czasów gimnazjalnych podręcznik nowego, stworzonego przez siebie języka. Książka nosiła tytuł Język międzynarodowy. Przedmowa i podręcznik kompletny i wydana została pod pseudonimem – Doktor Esperanto (czyli ‘mający nadzieję‘). Od tego pseudonimu nazwę wzięły i język, i towarzyszący mu ruch. Siedem lat później ukazał się pierwszy słownik esperanto.

Fot. Centralna Biblioteka Judaistyczna/ŻIH

Jak się okazało, nadzieje Zamenhofa nie były płonne. Wokół nowopowstałego języka wyrosła prężnie działająca międzynarodowa społeczność, a jego miłośnicy otwierali kolejne kluby esperanckie. W 1905 roku odbył się pierwszy Światowy Kongres Esperanto. Wtedy też Zamenhof zadeklarował, że nie będzie więcej kierować rozwojem opracowanego przez siebie systemu i pozostawił to w rękach użytkowników. Odtąd decyzje dotyczące przyszłości języka podejmować mieli wspólnie wszyscy jego użytkownicy. I rzeczywiście, esperanto rozwijało się. Nie przerwał tego nawet wybuch I wojny światowej, będący wielkim ciosem dla Zamenhofa, wierzącego w przyjaźń i wspólnotę ludzi ponad podziałami. Zmarł on, nie dożywszy jej zakończenia, 14 kwietnia 1917 roku.

W latach dwudziestych XX wieku, już po śmierci swego twórcy, esperanto zdobywało kolejnych sympatyków, doceniających zarówno łatwość uczenia się, jak i prostotę posługiwania się tym językiem. Był to czas szczytowego zainteresowania samym esperanto, a także całą związaną z nim kulturą. Również w Polsce miłośnicy tego języka zrzeszali się, wydawali prasę i książki oraz, co oczywiste, słowniki. Jeden z takich słowników, wydany w 1929 roku, opracowany został przez Jana Zawadę, członka Polskiego Związku Esperantystów. Pełny podstawowy słownik języka międzynarodowego esperanto, wydany został nakładem Robotniczego Stowarzyszenia Esperantystów „Praca-Laboro” i znajdujący się obecnie w zbiorach Centralnej Biblioteki Judaistycznej.

Fot. Centralna Biblioteka Judaistyczna/ŻIH

Zawada, przygotowując swój słownik, nie zapomniał o przedstawieniu reguł gramatycznych, rządzących esperanto. W książce znalazło się też miejsce na część informacyjną, ciekawą nawet dla osób mniej zainteresowanych esperanto jako językiem. Pokazuje ona mnogość stowarzyszeń i grup, zajmujących się esperanto w Polsce lat dwudziestych (autor słownika wyliczył trzydzieści działających w Polsce stowarzyszeń i ich oddziałów, z czego dziewięć w samej Warszawie, w tym Warszawskie Koło Tramwajarzy – Esperantystów). Kwitła twórczość w tym języku, powstawały też liczne przekłady, a na szczególną uwagę zasługują podręczniki i czasopisma esperanckie.

Esperanto to język jednocześnie prosty i bardzo ciekawy. Ma wiele wspólnego zarówno z językami analitycznymi, jak i z językami aglutynacyjnymi. Czyli w pewien sposób jest podobne jednocześnie do chińskiego i fińskiego. Prościej można to opisać tak: w esperanto istnieją niepodlegające zmianom rdzenie, które możemy łączyć i do których możemy dodawać różne kocówki. Jego słownictwo opiera się na łacińskim i germańskim dziedzictwie. Charakterystyczne są końcówki: dla rzeczowników (M., l.poj.) -o, np. vespermanĝo – kolacja i przymiotniki (M., l.poj.) zakończone na –a, np. bongustega – smaczna. Aby stworzyć nazwę istoty żeńskiej, wykorzystuje się sufiks -in. W ten sposób patro to ojciec, a patrino – matka. Dobry ojciec to bona patro, dobra matka – bona patrino. A z okazji Pesach mogliśmy życzyć komuś Feliĉa Pasko.

Dziś, w setną rocznicę śmierci Zamenhofa można się zastanawiać, na ile ziściły się jego szlachetne idee o zjednoczeniu dzięki jednemu wspólnemu językowi. Czy stary słownik esperanto, który przetrwał zawieruchę II wojny światowej, jest świadkiem sukcesu czy klęski? Trudno ocenić, ale jedno jest pewne – chociaż esperanto nie podbiło świata, to jednak nie znikło. A ludzie wciąż próbują porozumieć się ponad podziałami. Przykładem próba stworzenia sieci neuronowych, które pozwolą przetłumaczyć teksty z każdego języka na dowolny inny. Jeszcze niedawno ich użycie było śmiałym projektem badawczym. Obecnie wykorzystuje je Google Translate, który pozwala też na tłumaczenie na i z esperanto!

Fot. Centralna Biblioteka Judaistyczna/ŻIH

Marta Wojas 
Centralna Biblioteka Judaistyczna