„Skandal w Iwaniskach” – film o różnych odcieniach kolaboracji

"Skandal w Iwaniskach" (Blumenfeld Pictures)

Kiedy w ubiegłym roku ze znajomymi zaglądałam przez okno dawnego domu modlitwy w Sokołowie Podlaskim, wypatrując śladów babińca, podszedł do nas mężczyzna, będący pod delikatnym wpływem alkoholu. „To wszystko było Wasze” – powiedział, pokazując budynki stojące przy niegdyś centralnej ulicy miasta. Był przyjaźnie nastawiony, szczery i nie miał żadnych uprzedzeń. Takiego samego człowieka spotkali, kręcąc film o Iwaniskach, David Blumenfeld i Ami Drozd.

Ewidentnie nietrzeźwy mężczyzna siedział na ławce wraz z dwoma kolegami. Ten bohater filmu wzbudził moją największą sympatię. Otwarcie mówił o tym, że Polacy też mordowali Żydów w czasie wojny. Nie bał się własnej historii. Inni mieszkańcy Iwanisk byli bardziej powściągliwi. Wszystko dlatego że na pomniku ustawionym na cmentarzu żydowskim znalazło się słowo „collaborators”, przypominające o tym, że nie sami Niemcy czynili zło na tej ziemi w czasie wojny.

Napis na pomniku budził tak wielkie emocje, że usunięcie słowa „collaborators” zaproponowała nawet Monika Krawczyk, dyrektor generalna Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego w Polsce. Ale czy takie wymazanie jednego wyrazu zmieni w jakikolwiek sposób historię, która już się wydarzyła? Czy nie jest tak, że wręcz oddali nas od jej poznania, zrozumienia i pogodzenia się z nią?

Po obejrzeniu „Skandalu w Iwaniskach” pomyślałam, że przede wszystkim jest to film szczery. Nie ma tu jednoznacznie dobrej i złej strony. Nikt nie jest bez winy. Polacy pomagali Niemcom, zamieszkali w żydowskich domach, przejęli żydowską ziemię, a teraz nie wszyscy chcą zadbać o żydowski cmentarz. Ale twórcy filmu docierają do dokumentów w Instytucie Jad Waszem, które mówią i o żydowskiej kolaboracji. Niektórzy Żydzi donosili na innych Żydów, którzy łamali niemieckie zasady. Może uważali, że dzięki temu ratują społeczność?

Temat ten na ekranie komentuje naczelny rabin Polski, Michael Schudrich, który uważa, że jest jeszcze zbyt wcześnie, by o tym mówić i będzie to możliwe za 5, 10 może 15 lat. Nie mogę się z tym zgodzić. Skoro oczekujemy otwartej dyskusji o kolaboracji, to powinna ona odbywać się na równych dla wszystkich zasadach. Nie możemy rozmawiać o Jedwabnem, zapowiadając, że o Judenratach podyskutujemy w następnym pokoleniu. Te dwa elementy to ważne części składowe naszej wspólnej, często trudnej i bolesnej historii.

„Skandal…” ma w tytule nazwę jednej miejscowości, ale w rzeczywistości dotyczy tysięcy innych polskich miast i miasteczek, gdzie życie żydowskie przed wojną kwitło, a w jej trakcie zostało całkowicie unicestwione. Jego europejska premiera odbyła się 25 maja w warszawskim kinie Muranów, ale może powinien on trafić do kin w innych miejscowościach – szczególnie tych mniejszych. Byłby doskonałym punktem wyjścia do dyskusji o historii, z którą wciąż mamy ewidentny problem.

KM

„Skandal w Iwaniskach”, reż. David Blumenfeld, Ami Drozd, Izrael, Polska, 2016. Pokaz filmu w kinie Muranów odbył się w ramach 13. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Żydowskie Motywy