Prezydencka wizyta i żydowski protest

Ivanka Trump pod pomnikiem Bohaterów Powstania w Getcie Warszawskim, 6.07.2017

O ile dobrze pamiętam, uczestniczyłem w dwóch wizytach prezydentów USA i w jednej wiceprezydenta. Porządkując swoje papiery, natrafiłem ostatnio na bardzo miły list z Białego Domu z podziękowaniami za pomoc w organizacji jednej z nich i współpracę z tak zwanym advance team , czyli grupą, która z kilkutygodniowym wyprzedzeniem przyjeżdża na miejsce wizyty, oraz ją planuje.

Traf chciał, że wspólne oświadczenie gmin żydowskich oraz Naczelnego Rabina zacząłem od czytania w wersji angielskiej. W pierwszej chwili miałem wrażenie, że mam do czynienia z objawem niezadowolenia jednej z organizacji Żydów amerykańskich, ganiących swojego prezydenta za to, że podczas wizyty nie znalazł czasu na najkrótszą choćby ceremonię pod Pomnikiem Bohaterów Getta.

Potem zorientowałem się, że tylko jeden z sygnatariuszy jest obywatelem amerykańskim.

Można długo rozwodzić się nad tym, czy wypada używać określeń w rodzaju “akt lekceważenia”, oraz czy inwokacją o wierze w to, że naród amerykański nie podziela stosunku prezydenta do wizyty pod pomnikiem nie obraża się tego narodu jako całości. Rozumiałbym użycie słów takich jak “smutek” czy “rozczarowanie”. Przyznaję, żal, że nie udało się wykroić czasu na choćby najkrótszą ceremonię pod pomnikiem. Ale nic poza tym.

Zastanawiam się jedynie, jaki był cel stosunkowo nieuprzejmego oświadczenia.

Z cała pewnością nie miało ono służyć zmianie prezydenckiej decyzji – wydane na kilka godzin przed wizytą skutecznie uniemożliwiało jakiekolwiek zmiany. Jako że brałem udział w planowaniu cząstki jednej z takich wizyt, sądzę, że wiem, co mówię.

Tani PR-owy chwyt, mający zwrócić uwagę publiczności? Zważywszy, że dnia następnego jeden z sygnatariuszy oświadczenia w świetle (przysłowiowych) fleszy pod tym samym pomnikiem składał kwiaty z córką prezydenta Trumpa i oprowadzał ją po Muzeum Polin, dobitność przesłania nieco osłabła. Fakt – pozostali byli konsekwentni w swoim naburmuszeniu i pod pomnikiem się nie pojawili.

Opinia w Polsce? Środowiska prawicowe na osamotniony żydowski protest zareagowały, oględnie mówiąc, brakiem zachwytu. “Osamotniony”, gdyż 18-godzinna wizyta amerykańskiego prezydenta nie objęła również innych, żelaznych punktów takich wizyt. Nie zauważyłem, by środowiska kombatanckie zareagowały na brak złożenia tradycyjnej wiązanki przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Nie zauważyłem też szczególnych wyrazów poparcia – ani pozostałych organizacji żydowskich, ani innych.

Nie sądzę, by apel w jakikolwiek sposób zakłócił spokojny sen prezydenta Trumpa. Po wypadkach hamburskich Polska faktycznie jawi się oazą spokoju i proamerykańskości.

Żal jednak , że takie działanie umacnia opinię o Żydach – grupce wiecznie niezadowolonych kłótników.

Aby jednak spróbować za wszelką cenę znaleźć w tej sprawie aspekt pozytywny – sygnatariusze dosyć żenującego apelu podważyli swoim zachowaniem fundamentalny mit o wszechmocy żydostwa. I za to można im ewentualnie podziękować.

Piotr Kadlčík