Czy każdy prezydent odwiedzający Warszawę musi mówić o Jedwabnem?

Ivanka Trump złożyła wieniec pod pomnikiem Bohaterów Getta Warszawskiego 6 lipca 2017

Wspólna historia, wspólne obowiązki

Odkąd żyję w Izraelu, przychodzi mi odpowiadać na pytania osób totalnie zdezorientowanych tym, co się w Polsce dzieje. Ta dezorientacja wcale mnie nie dziwi – dziwi mnie natomiast, jak daleko idące można z niej czasami wyciągać wnioski.

6 lipca Donald Trump wygłosił w Warszawie historyczne przemówienie. Mówił o Polsce odważnej w obliczu okupacji i licznie nawiedzających kraj wojen. Przypominał o rozbiorach, nazistowskiej okupacji i reżimie komunistycznym; o tym, że Polska w 1939 roku została przez Niemców zaatakowana, a Polacy byli ich ofiarami. Przypomniał także o Zagładzie, o warszawskim getcie i jego powstaniu. Dodał, że szczególną ofiarą hitlerowskiej napaści byli polscy Żydzi. Skłamał? Nie. Zdaniem niektórych powiedział jednak za mało.

Warszawska gmina żydowska opublikowała oświadczenie, w którym wyraża ubolewanie, że Trump nie złożył hołdu pod pomnikiem Bojowników Getta, choć zrobili to wszyscy poprzedni amerykańscy prezydenci odwiedzający Polskę. 6 lipca kwiaty złożyła tam tylko jego córka, Ivanka. Haaretz poszedł z kolei o krok dalej, wypominając prezydentowi, że przemilczał sprawę najważniejszą: to, że również Polacy mordowali Żydów.

Po pierwszych podróżach zagranicznych Trumpa przyzwyczailiśmy się już chyba, że mówi on gospodarzom odwiedzanego kraju to, co aktualnie urzędujący rząd najbardziej chciałby usłyszeć. W Jerozolimie stanął pod Ścianą Płaczu, w Betlejem obiecał zapewnienie pokoju, w Rijadzie krytykował Iran, a w Warszawie – powiedział to, co idealnie wpisuje się w politykę rządzącego konserwatywnego PiSu.

Czy to oznacza, że świadomość historyczna w całej Polsce ogranicza się tylko do tej trumpowskiej? Czy rzeczywistość jest taka, jaką rysują ją politycy? Że w Polsce nie ma dyskusji o Jedwabnem, o Kielcach, innych zbrodniach Polaków przeciwko Żydom?

Jest – badaliśmy to i dyskutowaliśmy o tym od upadku komunizmu, przez ostatnie 25 lat, i nie dowiadujemy się o tym dopiero z łamów „Haaretz”. Najwięksi badacze tego tematu – w swoim kraju odpowiednio kochani lub znienawidzeni – pochodzą przecież z Polski, od lat publikuje się tu książki i artykuły, produkuje filmy, organizuje wystawy. Nie milczymy, zajmujemy się tematem z zaangażowaniem. W całym kraju działają setki osób, także bez korzeni żydowskich, które pielęgnują pamięć o Żydach w regionie i dbają o edukację młodzieży. Nie wiem, czy znam inny kraj, w którym emocje wobec Żydów doprowadzono do takich skrajności: od antysemityzmu do szalonego filosemityzmu. Nie wiem, czy znam drugi kraj, w którym temat pojawiałyby się przy okazji każdych wyborów, na kulturalnych mapach miast, czy choćby w serialach telewizyjnych. Tego dorobku nie zmieni polityka historyczna żadnej rządzącej partii. Zmieni natomiast niepamięć – bo czy Wy, Izraelczycy, o tym wszystkim wiecie?

PiS idzie o krok dalej: zdaniem partii dyskutowaliśmy nawet za bardzo, czego wreszcie można już zaprzestać i zająć się budowaniem nadszarpniętego poczucia własnej wartości. Zapomina, że to poczucie buduje się nie na wywyższeniu, lecz na prawdzie, uwzględniając fakt, że historia nie jest czarno-biała, i że w historii naszego kraju byli obywatele dobrzy i źli, i że z dobrych należy być dumnym, a za złych przepraszać. Rozwiązanie wydaje się leżeć po środku: mówiąc o polsko-żydowskiej historii mówmy o obu stronach medalu. Ale spokojnie, bez wylewania dziecka z kąpielą!

Bo czy zdaniem Haaretz już zawsze każdy amerykański prezydent, ba – każdy prezydent w ogóle, przemawiając publicznie w Warszawie, ma obowiązek przypomnienia zgromadzonym o pogromie w Jedwabnem? Co by to było, gdyby zasadę przyjąć we wszystkich tak przypadkach i we wszystkich krajach? Jak wyglądałyby listy wzajemnych win i relacje między krajami, nieustannie wytykającymi sobie wzajemne zło? Czy żylibyśmy jeszcze w normalnym świecie?

Jako Polka nie roszczę sobie prawa do tego, by odbierać prawo do emocji tych, którzy w moim kraju doświadczyli zła, antysemityzmu, stracili swoich bliskich. Żałuję i robię to, co w mojej skromnej mocy, by wiedza o tych dramatach już nigdy więcej do tego nie dopuściła. Ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w tej pełnej emocji dyskusji wszystkim nam zabrakło proporcji: i Trumpowi, i protestującym Żydom, i łasym na komplementy Polakom. Na ten żal nie ma innej recepty niż poznanie się i zrozumienie – inaczej po raz kolejny zapętlimy się we wzajemnej niechęci. I to nie jest tylko obowiązek Polaków, ale też Was, Żydów. To w końcu nasza wspólna historia.

Karolina Przewrocka-Aderet

Artykuł „Must Every Foreign President Visiting Warsaw Mention Jedwabne?” ukazał się w dzienniku Haaretz 10 lipca 2017 http://www.haaretz.com/opinion/.premium-1.800669 

Dziękujemy autorce za możliwość przedruku.