„Mr. GaGa”. Traktat o praktyce ruchu

Ten film jest znakomity. Koniec recenzji.

Cenny z wielu względów, ale najbardziej bodaj, dlatego że pokazuje Ohada Naharina po prostu, bez nakładania nań filtrów i znaczeń. Dzięki temu każdy widz może sam zdecydować, co sądzi o bohaterze i jego twórczości / wyborach / dziełach / sposobie pracy. Na pewno nie było to łatwe zadanie, bo Ohad to barwna postać pełna werwy i namiętności. Postać naznaczona pasją, temperamentem, a także wiarą w słuszność swojej drogi. Oto bowiem mamy przed sobą człowieka, który ma marzenie i nie waha się go spełnić. Jego droga prowadzi z izraelskiego kibucu Mizra (krainy dziecięcej szczęśliwości, która zawsze kojarzyła mu się z rajem na ziemi) poprzez szkoły taneczne Nowego Jorku, aż do powrotu do kraju; Ohad rzuca prominentne światowe propozycje, by objąć stanowiska dyrektora Batsheva Dance Company. Doprowadził zespół do wielkiej formy, wprowadził go na światowe sceny, spowodował, że Batsheva stała się dobrem narodowym.

Po latach praktyki (a był dość despotyczny) wykreował własny język ruchu – GaGa, który nie dość, że jest widowiskowy, to jeszcze dostępny dla mas. Na świecie co chwilę organizowane są warsztaty GaGa people pomagające w zdobyciu czy pogłębieniu świadomości własnego ciała.

Pozostaje mi zazdrościć autorom dokumentu tych siedmiu lat, jakie spędzili z kamerą na salach treningowych Batshevy, obserwując pracę Naharina, zaangażowanie i oddanie jego tancerzy, którzy odczytują nieczytelne wskazówki swego Mistrza, udoskonalają warsztat, uodparniają emocje, by dojść do GaGa perfekcji.

Ten film, poza miłością do tańca, oddaniem ideom, pokazuje też wielkie przywiązanie Naharina do Izraela. Nigdzie indziej nie mógłby on tak doskonale się rozwinąć, nigdzie indziej nie czułby się tak bezpiecznie i silnie. Będą w Nowym Jorku tęsknił i nie mógł znaleźć sobie miejsca. Sam otwarcie mówi, że to właśnie Izrael go identyfikuje, jest częścią jego natury. Bo reszta to szukanie w sobie dzikiego zwierzęcia i myśliwego, ogołacanie z pozorów i szat, które rządzą nami na co dzień.

Montaż, muzyka, balans między relacjami bohatera, jego przyjaciół czy współpracowników dają pewien komfort w odniesieniu się do opowieści. Z kolei jasność przekazu stanowi o sukcesie i wielkości braci Heymannów, którzy z setek godzin materiałów archiwalnych, tych realizowanych na bieżąco czy też wreszcie znakomitych fragmentów prób z sal tanecznych, potrafili wydobyć sedno GaGi. Dobra robota.

Wracam do kina.

„MR. GAGA”, reż. Tomer Heymann (2015 prod. Izrael, Holandia, Niemcy, Szwecja)

Katarzyna Batarowska