Prof. Śpiewak: „W 1968 r. władza posłużyła się językiem nazizmu”

Prof. Paweł Śpiewak przed siedzibą Żydowskiego Instytutu Historycznego, maj 2016

Marzec 1968 r. odebrał jako doświadczenie trudne. Dzisiejsza sytuacja nie przypomina, jego zdaniem, tamtej. Nadzieję widzi w ludziach odrzucających antysemityzm, otwartych, pozbawionych uprzedzeń. Chce im pomagać. Dlatego z Polski nigdzie się nie wybiera. Prof. Paweł Śpiewak, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego.

Czym dla Pana był Marzec’68?

Patrząc na to z perspektywy roku 1968, kiedy chodziłem jeszcze do szkoły, to był wtedy rodzaj straszliwego przeżycia, poniżenia, przemocy, odczuwanej, jako przemoc propagandy oraz poczucie swojej własnej bezsilności. I to bezsilności nie tylko wobec władzy, ale bezsilności wobec części znajomych, którzy tej propagandzie ulegali. To był trudny okres.

Mieliśmy taki podręcznik do wychowania obywatelskiego, który był napisany wspólnie przez Zygmunta Baumana i Jerzego Wiatra. Bauman został uznany za rewizjonistę, a Wiatr nie. Nauczycielka, która – nie wiem dlaczego – miała do mnie większe zaufanie, zapytała mnie, którą część napisał Bauman, żebyśmy jej nie przerabiali. Później pożyczyła ode mnie książki Baumana. Po paru tygodniach zapytała, co w nich jest rewizjonistycznego. Nikt nie rozumiał tego języka, jakim posługiwała się władza.

Artur Hofman, przewodniczący TSKŻ, powiedział w czasie konferencji prasowej, że Marzec „nie był aż tak tragicznym wydarzeniem”. Czy rzeczywiście?

Jeżeli by zestawiać z Holokaustem, to oczywiście, że nie. Nawet z okresem powojennym. Po wojnie zginęło wielu Żydów. Byli oni zabijani w pogromach, mordowani, gdy wracali po swoją własność. Ta nienawiść antysemicka była w społeczeństwie bardzo silna. W 1968 r. stało się coś takiego nieprawdopodobnego. Władza posłużyła się językiem nazizmu i powróciła do języka rasistowskiego, sformułowanego w ustawach norymberskich. To był jakby hitleryzm w Polsce. To było coś nieprawdopodobnego dla mnie.

My byliśmy wychowani w szacunku do socjalizmu, ale nigdy nie wiązał się on z poniżaniem ludzi, z ksenofobią. Okazało się, że ten komunizm ma zupełnie inną twarz. To było przerażające. Nie można powiedzieć, że „nie był aż tak tragiczny”. Takie sformułowania są głupie i niepotrzebne.

Prezydent Andrzej Duda, przemawiając na Uniwersytecie Warszawskim, powiedział, ze wprawdzie dzisiejsza Polska nie ponosi odpowiedzialności za to, co stało się 50 lat temu, ale przeprosił. To ważne przeprosiny?

To trudna sytuacja. Za co przepraszał? W imieniu kogo? Doceniam problem moralnego zadośćuczynienia tym, którzy zostali skrzywdzeni, wyrzuconym pracownikom uniwersytetu i studentom, emigrantom z pewnością się należy, ale mam poczucie, że nie do końca zrozumiałem przesłanie prezydenta. Rozumiem intencje, ale nie do końca odnajduję się we wszystkich jego sformułowaniach.

Jesienią w siedzibie ŻIH minister Piotr Gliński zapowiedział uruchomienie Muzeum Getta Warszawskiego. Czy Pan, jako dyrektor ŻIH, współpracuje z ministerstwem w pracach nad koncepcją tej placówki?

Nie. Przedstawiłem koncepcję tego muzeum w grudniu. Ten projekt nie był dyskutowany. Nie wiem, czy był brany przez kogokolwiek pod uwagę. Nie miałem okazji ani rozmawiać z ministrem, ani z panem Albertem Stankowskim nad pomysłem tego muzeum. Wszystko jest przed nami. Kompletnie nie wiem, jak on to będzie robił, a przede wszystkim nie wiem, z kim będzie to robił.

MKiDN zamieściło na swojej stronie informację, że kandydatura Alberta Stankowskiego była konsultowana z różnymi organizacjami żydowskimi. Z ŻIH-em też?

Nie.

A myśli Pan, że to będzie dobry dyrektor?

Nie znam go. Nic nie wiem na jego temat.

Dobrze się Pan czuje dziś w Polsce?

Bardzo dobrze.

Czy antysemityzm jest dziś problemem?

Jesteśmy właśnie na uroczystości otwarcia wystawy poświęconej synagodze w Żydowskim Instytucie Historycznym. Jest dużo ludzi, duże zainteresowanie. Wiem, że do księgarni, w której teraz siedzimy, przychodzi wiele nowych osób. Szukają odpowiedzi na swoje pytania. Nie mam poczucia, że powinienem spakować walizki. Wprost przeciwnie. Nawet momentami mam takie wrażenie, że jesteśmy – Żydowski Instytut Historyczny – potrzebni tutaj.

W ciągu ostatnich trzydziestu lat udało się stworzyć w różnych miejscowościach bardzo silną, nieźle wyedukowaną, wrażliwą grupę ludzi, która odrzuca całkowicie antysemityzm, odrzuca te przesądy. Ci ludzie przez swoją postawę, swoje organizacje próbują tę nową Polskę pokazać. I ona potrzebuje tych, którzy będą współpracowali, pomagali, wspierali tę silną Polską anty-antysemicką grupę.

Wszystkie te historie, które się teraz dzieją, budzą oczywiście wstyd, ale można znaleźć też powód do zadowolenia, że część polskiego społeczeństwa jest rzeczywiście inna, wyedukowana, oświecona w znacznej mierze. To zasługa ostatnich trzydziestu lat.

Rozmawiała Katarzyna Markusz



About the Author

Katarzyna Markusz
Dziennikarka, zajmująca się historią i kulturą polskich Żydów, prowadząca badania dotyczące społeczności żydowskiej w Sokołowie Podlaskim. Redaktor naczelna Jewish.pl.