Piotr Paziński: “Ze strachem i przygnębieniem myślę o amerykańskiej ustawie 447”

Wyznam, że ze strachem i przygnębieniem myślę o podpisanej kilka dni temu przez Trumpa amerykańskiej ustawie 447.

Ze strachem – bo jej realizacja może oznaczać katastrofę w relacjach polsko-żydowskich, chyba już nie do odrobienia, zarówno w wymiarze politycznym, jak i moralnym, zwłaszcza w sferze pamięci po ofiarach Zagłady, a życie żydowskie w Polsce, życie owej resztówki po społeczności wymordowanej przez hitlerowców – uczynić niepożądanym i zbędnym.

Z przygnębieniem – bo dowodzi niedojrzałości niektórych amerykańskich polityków i działaczy żydowskich w radzeniu sobie z historycznymi, materialnymi i egzystencjalnymi skutkami ludobójstwa, jakie dotknęło przed 75 laty europejskich Żydów. W moim poczuciu nie da się – prócz stwierdzenia nagiego faktu, że Zagłada oznacza dla żydowskiej historii swoistą wyrwę w czasie i przestrzeni – oszacować strat, ponieważ są one nie do oszacowania. Nie do oszacowania ze względów moralnych oraz praktycznych. Moralnych – bo zawsze prowadzone będą w cieniu śmierci, gwałtownej, totalnej i pozbawionej jakiegokolwiek sensu. Praktycznych – bo nie da się po siedmiu dekadach określić nawet w przybliżeniu, kto i jak na zagładzie Żydów skorzystał, jaki majątek został zagrabiony i przez kogo: okupanta czy sąsiadów, ile był wart, jakie były jego późniejsze losy, status prawny, i komu przysługuje sprawiedliwe i proporcjonalne odszkodowanie. (Pomijam już kwestię zmiany granic; zniszczeń wojennych, które dotknęły zarówno żydowskie, jak i polskie majątki; hitlerowskie ludobójstwo na etnicznych Polakach; oraz powojenną zmianę ustroju i stosunków własności.)

Stało się. Za sprawą hitlerowskich Niemiec społeczność polskich Żydów przestała istnieć. Nie istnieją dzieci, wnuki i prawnuki większości zamordowanych; ocaleńcom, osmalonym Zagładą, czasem udało się odbudować życie, przeważnie poza Polską. Wolno przypuszczać, że z biegiem lat przestało istnieć, zwyczajną koleją rzeczy, pozostawione w Polsce żydowskie mienie: przedmioty codziennego użytku, pamiątki, a nawet domy. Jeżeli coś pozostało, resztki cmentarzy, nieliczne bożnice – wrosło na zawsze w polski krajobraz, na dobre i na złe. Prędzej czy później też ulegnie dekompozycji i zagładzie – tym razem ze strony przyrody, zgodnie z nieubłaganymi prawami czasu i zapomnienia. Żyjemy przecież, jako ludzkość, na ruinach dawnych cywilizacji, korzystamy z ruin pozostawionych przez przodków, własnych i cudzych, także przez ludzi, którzy nigdy nie stali się czyimiś przodkami. I przeważnie o tym nie pamiętamy. Nie ma powodu sądzić, by z mieniem ofiar Zagłady, z materialnymi śladami ich bytności, miałoby stać się coś innego.

Że ktoś się na owych resztkach “upasie”? Tak bywa. Że skorzysta państwo, w którym Żydów już prawie nie ma? Cóż, taka jest żydowska historia. Że niekiedy skorzystają ci, którzy Żydów nie lubią i cieszą się, że Hitler ich zamordował? Trudno, nie odmienimy ich serc ani tą, ani żadną inną ustawą, nie nakażemy współczucia. Ci, którym zależy na pamięci, mogą powtórzyć za mądrym Hiobem: „O ziemio, nie zakrywajże krwi mojej! Niechaj nie znajdzie spoczynku skarga moja!”. Kto zechce, usłyszy ich głos. To będzie jedyna rekompensata.

Piotr Paziński