Nowa książka broni selfie z Auschwitz

“Pocztówki z Auschwitz: Turystyka zagładowa i znaczenie pamięci” Daniela P. Reynoldsa to nowa książka, która analizuje spojrzenie turystów na byłe obozy śmierci. Autor zwraca uwagę na to, że – poza robieniem selfie i kradzieżą elementów dawnych obozów – turyści patrzą na te miejsca jak na parki.

“Widziałem, jak turyści w byłych obozach robili zdjęcia tam, gdzie nie wolno tego robić, palili papierosy tam, gdzie jest to zabronione lub śmiali się tam, gdzie śmiech wydaje się całkowicie niewłaściwy” – pisze Reynolds.

Popularne jest również robienie selfie na terenie poobozowym. Autor książki nie krytykuje tych działań. Jego zdaniem to rodzaj “naprawionych” pocztówek z widokami muzeów bez ludzi. “Tak, jak naziści chcieli wymazać indywidualne osoby, tak robienie selfie w tym miejscu może dać poczucie odzyskania tożsamości” – uważa.

Na oficjalnych pocztówkach nie ma turystów, a selfie mają “odzyskać obecność” w miejscu pamięci.

Zdaniem Reynoldsa osoby odwiedzające dawne obozy “dążą do pogodzenia okropności Holokaustu z przyziemnym doświadczeniem ich codziennego życia”. To nie może się udać. Inaczej jest w Instytucie Jad Waszem w Jerozolimie, gdzie wystawa wywołuje “możliwość wyobrażenia sobie lepszej przyszłości”. To tam zasadzono drzewa na cześć Sprawiedliwych i zaprezentowano przykłady oporu wobec Niemców.

Autor ocenia również pomnik upamiętniający ofiary Zagłady w Berlinie. Konstrukcja, składająca się z betonowych bloków, jest jego zdaniem “konieczna, ale niewystarczająca”. “Holokaust dział się nie tylko w obozach, ale także w domach, biurowcach, na lokalnych stacjach kolejowych, na cichych ulicach, w autobusach i tramwajach” – zaznacza Reynolds.

Upamiętnienia żydowskich mieszkańców Warszawy autor odbiera bardziej krytycznie niż te w Berlinie. Uważa, że jest ich stosunkowo niewiele – biorąc pod uwagę liczbę Żydów mieszkających w stolicy Polski przed wojną i w jej trakcie.

“Napięcie między dążeniami Warszawy do lepszej przyszłości, a jej ciężką przeszłością, wynika z różnic w losach mieszkańców miasta” – pisze Reynolds. “Problem pamięci o Zagładzie w Warszawie tkwi w przekonaniu, że Holokaust dotyczy marginesów zbiorowej pamięci miasta, a nie jego centrum – ani geograficznie, ani metaforycznie”. Jego zdaniem ta pamieć – i upamiętnienie – powinna wyjść poza teren byłego getta.