„Sprawiedliwi wśród Narodów Świata”, którzy spotkają się z papieżem

W piątek, 29 lipca, papież Franciszek spotka się ze Sprawiedliwymi wśród Narodów Świata, którzy w czasie wojny bezinteresownie pomagali prześladowanym przez Niemców Żydom.

Tuż za ścianą

Maria Augustyn z d. Jamro

„Gdy w lipcu 1942 roku Niemcy likwidowali getto w Bieczu koło Gorlic, Hana i Oskar Olinerowie w ostatniej chwili ukryli się w zaroślach koło domu, gdzie przetrwali do końca akcji. Stracili jednak wtedy dwuletniego synka, którego nie zdołali zabrać ze sobą. Kiedy wrócili do mieszkania już go tam nie było. Olinerowie przez jakiś czas błąkali się po okolicy, szukając ratunku u znajomych. Ci przyjmowali ich na kilka dni, ale wystraszeni stale przypominaną groźbą utraty życia za pomoc Żydom nie chcieli ryzykować dłuższej obecności żydowskiego małżeństwa. W końcu, brudni i głodni, Olinerowie trafili do obejścia Karola i Walerii Jamrów.

Jamrowie byli gospodarzami w podbeskidzkiej wsi Zagórzany. Mieli dwoje dzieci, Marię i Jana. Waleria znała Hanę z widzenia ze swojej rodzinnej wsi. Rodzice Hany mieli tam sklepik i dziewczyna często stała za ladą. Karola i Walerię bardzo poruszyła sytuacja Olinerów i postanowili im pomóc. Po krótkim ukrywaniu w domu Karol zrobił dla nich kryjówkę w budynku gospodarczym. Zbudował ją, wykorzystując pryzmę cegieł, i tak je układając, że trudno byłoby się domyślić ukrytego za nimi pomieszczenia.

Mimo wszelkich środków ostrożności ktoś musiał donieść Niemcom, że w obejściu Jamrów są Żydzi. Pewnej zimowej nocy wywlekli oni z domu całą rodzinę i przeszukiwali obejście, gotowi zastrzelić wszystkich, gdy tylko znajdą Żydów. Nie znaleźli. Hana i Oskar pozostali u Jamrów do czasu wkroczenia na te tereny Armii Czerwonej – do stycznia 1945 roku. Niedługo potem wyemigrowali do USA i kontakt urwał się na wiele lat. Nawiązała go ponownie córka Walerii i Karola – Maria, która w roku 1989 przyjechała do Stanów do swojego syna. Hana wystąpiła wtedy do Yad Vashem o uhonorowanie Jamrów tytułem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. [źródło: http://www.sprawiedliwi.org.pl/pl/family/62,rodzina-jamrow/]

Dziewczynka w granatowym palcie

Anna Bando z d. Stupnicka

Janina Stupnicka z d. Wójcik (ur. 28.02.1901 r.) była administratorką domów, dzięki czemu posiadała przepustkę do getta warszawskiego. Wykorzystywała ją do niesienia pomocy Żydom. Razem z córką Anną (ur. 23.02.1929 r.) przemycała dla nich chleb i marmoladę, które chowała do szkolnej torby. „Zimą 1941 r. mama powiedziała: wyprowadzimy z getta żydowską dziewczynkę. Czekały na nią do zmroku. Przyszła z ojcem. Liliana miała 11 lat, wielkie zielone oczy z długimi rzęsami i czarne kręcone włosy. Ojciec płakał. Pani Anna nigdy nie zapomni sceny ich pożegnania. Hilary Alter był działaczem Bundu, wiedział, że żegna się z córką na zawsze. Zamieniły się ubraniami. Lilka nałożyła jej granatowe palto z kołnierzem i beret z szarotką, obowiązujący w szkołach zakonnych. Mama powiedziała im: A teraz głowy do góry.” [http://www.sprawiedliwi.org.pl/pl/family/36,rodzina-stupnickich/].

Od tej pory dziewczynki zostały kuzynkami, a tożsamość małej Żydówki uległa natychmiastowej zmianie. Przy ul. Mickiewicza 25 w Warszawie przebywała już jako Krysia Wójcik. W wielkim strachu o każdy następny dzień ukrywano ją przez 4 lata, aż do wyzwolenia. U Stupnickich okresowo przebywał również Ryszard Grynberg, który ukrywał się również przy ul. Złotej. Często pojawiał się też dr Mikołaj Borenstein z Łodzi. Janina Stupniewska pomogła mu w uzyskaniu kenkarty i zapewniła pracę w budynku obok. Mężczyzna pracował jako palacz w kotłowni.

Janina Stupnicka z d. Wójcik i jej córka Anna Bando z d. Stupnicka zostały odznaczone tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Tytuł przyznano im 19 września 1984 r.

Krewna ze Wschodu

Mirosława Gruszczyńska z d. Przebindowska

Kowalczykowie ustalili z ciocią Bronisławą, Heleną Przebindowską, że u niej będzie bezpieczniej. Helena po konsultacji ze swoimi córkami Mirosławą i Urszulą zgodziła się przyjąć dziewczynkę do siebie. Był to lipiec 1943 roku. Anna Allerhand miała zostać w ich domu tylko przez kilka dni, dopóki nie znajdzie się dla niej inne schronienie. Jednak wkrótce się rozchorowała. Helena starała się leczyć ją sama, gdyż wezwanie lekarza było zbyt ryzykowne. Cała rodzina http://www.sprawiedliwi.org.pl/pl/family/127,rodzina-przebindowskich/ – dict_1szybko przywiązała się do dziewczynki i została ona z Przebindowskimi. Sytuacja skomplikowała się, gdy do ich mieszkania dokwaterowana została inna polska rodzina. Zdobycie dokumentów dla Anny stało się wówczas kwestią nadrzędną. Znajomy ksiądz Faustyn Żelski wystawił dziewczynce świadectwo chrztu na nazwisko Marysia Malinowska, załatwiono inne potrzebne formalności i od tej pory Anna przedstawiana była jako krewna ze wschodniej Polski. Została u Przebindowskich do końca wojny.

Olek [Aleksander Allerhand, brat Anny] tymczasem był przenoszony z obozu do obozu. Znalazł się na liście Schindlera i wojnę przeżył w obozie Brunnlitz. Po wojnie ojciec [Leopold] powrócił z Oflagu, gdzie przebywał nie zdając sobie sprawy co naprawdę działo się na terenie Polski, udało mu się połączyć z dziećmi. Jego żona [Gusta] nie przeżyła wojny. Dziewczynki [Anna i Róża] wkrótce wyjechały do Izraela. Olek skończył studia w Polsce i wraz z ojcem w latach pięćdziesiątych wyemigrował do Izraela. [źródło: http://www.sprawiedliwi.org.pl/pl/family/127,rodzina-przebindowskich/]

Przez druty getta

Łucja Jurczak

„Rodzina Łucji Nestorowicz znała się z rodziną Szteinów jeszcze z czasów przedwojennych. Siepsiel Sztein, zamożny kupiec, który handlował futrami, wraz z żoną i córką Belą kilkakrotnie spędzali wczasy w ich gospodarstwie, które było oddalone o 5 km od Międzyrzecza w województwie podlaskim. Łucja zaprzyjaźniła się z Belą. Po wybuchu wojny kontakt się urwał. Wiosną 1942 piętnastoletnia Łucja, mijając druty getta w Międzyrzeczu, dostrzegła za nimi Belę. Mogły chwilę porozmawiać, bo obok stał jedynie znajomy policjant żydowski. Łucja postanowiła wyciągnąć swoją dawną przyjaciółkę z getta. Przekonała domowników, by przyjęli Belę.

Ucieczka z getta odbyła się w niedzielę, aby – jak wspomina Łucja – dziewczyny mogły wmieszać się w tłum ludzi wychodzących z kościoła. Udało się. Przez pierwsze dwa tygodnie dziewczyny mieszkały razem w pokoju. Później Bela miała kryjówkę w stodole. (…) Nestorowiczowie ukrywali Belę od maja do października 1942. Jesienią, razem z bratem Łucji, Stanisławem, zaopatrzona w fałszywą kenkartę, wyjechała do Niemiec na roboty. Do końca wojny pracowała tam na wsi jako opiekunka do dzieci. Dwa dni po wyjeździe Beli, w gospodarstwie Nestorowiczów pojawili się jej rodzice. Nestorowiczowie powiedzieli im o bunkrach w lesie, które należą do jednego z sąsiadów. Szteinowie dołączyli do szóstki już ukrywających się tam Żydów. Nestorowiczowie wspomagali ich jedzeniem, czasem też przeprali bieliznę. Po wojnie, spośród ośmiu Żydów z bunkra prawie wszyscy wyjechali z Polski. Bela mieszka w Australii. Z Łucją utrzymują kontakt od 1990 r.” [źródło: http://www.sprawiedliwi.org.pl/pl/family/200,rodzina-nestorowiczow/]

Szukając ratunku

Witold Lisowski

„Przed wybuchem wojny rodzina Lisowskich mieszkała w podwarszawskim Henrykowie. Ojciec był oficerem Wojska Polskiego, piłsudczykiem. Matka prowadziła restaurację. Mieli trzech synów. W latach trzydziestych w ich sąsiedztwie zamieszkała żydowska rodzina kupców – Inwentarzów. (…) W 1941 r. Niemcy przesiedlili rodzinę Inwentarzów oraz innych henrykowskich Żydów do getta w Ludwisinie (dziś Legionowo). Brat Witolda, Jan pomagał im, dostarczając żywność oraz inne potrzebne do życia produkty. Podczas likwidacji getta w październiku 1942 r. Dudek zdołał uciec. [Inne źródła podają, że uciekł z transportu do Treblinki – przyp. red.] Całe lato i wczesną jesień 1943 r. spędził jako pomocnik w gospodarstwie na wsi, jednak, gdy zaczęto podejrzewać, że jest Żydem, uciekł i ukrywał się w okolicznych lasach. W listopadzie wyczerpany i wygłodzony wrócił do Henrykowa. Lisowscy zaopiekowali się chłopcem. Umieścili go w pokoiku na poddaszu ich domu. (…) W kwietniu 1944 r. w obawie przed dociekliwymi sąsiadami Dudek opuścił dom Lisowskich i do końca wojny ukrywał się w lasach. Podczas Powstania Warszawskiego spłonął dom Lisowskich, oni sami, cudem uniknąwszy śmierci z rąk nazistów, przedostali się do wsi Wiejce w Kampinosie, gdzie doczekali wyzwolenia. Zaraz po wojnie ocalały Józef wyemigrował do Palestyny. Pozostaje w stałym kontakcie z Witoldem.” [źródło: http://www.sprawiedliwi.org.pl/pl/family/270,rodzina-lisowskich/]

„Ujęła ją pod ramię”

Maria Nowak z d. Bożek

„Maria Bożek starała się w czasie okupacji utrzymywać kontakt z żydowskimi koleżankami z lat gimnazjalnych. Kiedy w 1941 r. utworzono w Krakowie getto, trafiła tam także rodzina jednej z przyjaciółek – państwo Goldsteinowie. Maria nie szczędziła trudu, by nieść pomoc znajomym Żydom. Wielokrotnie chodziła do getta z żywnością i lekarstwami. W październiku 1942 r., kiedy organizowano drugi już transport Żydów do obozów zagłady, na liście osób przeznaczonych do wywózki znalazła się m. in. matka Heleny Goldstein. Maria Bożek w porozumieniu z inną koleżanką, Zofią Wolmuth-Wyszyńską, zorganizowała ucieczkę Heleny. W umówionym miejscu przejęła od jej brata walizkę z rzeczami. Nazajutrz pani Maria pojawiła się przy Alei Kopernika, gdzie pracowała przyjaciółka. Ujęła ją pod ramię, ściągnęła opaskę z gwiazdą Dawida, a następnie zaprowadziła do tymczasowej kryjówki. Po kilku dniach pojawiła się w niej Zofia, która zabrała Helenę do Warszawy, gdzie przyjaciółki znalazły jej pracę na kolei. Dzięki aryjskim papierom, które jeszcze w Krakowie otrzymała od Marii, Helena Goldstein mogła wyjechać na roboty do Niemiec i w międzynarodowym obozie bezpiecznie przetrwać wojnę.” [źródło: http://www.sprawiedliwi.org.pl/pl/family/347,nowak-maria/]

Garnitur na pożegnanie

Irena Sanderska – Rzońca z d. Krzyształowska

Józef i Helena Krzyształowscy mieli 4 dzieci: Edwarda (ur. 1928), Irenę oraz bliźniaczki Grażynę i Eugenię (ur. 1934). Wszyscy mieszkali w Borysławiu w niedalekim sąsiedztwie lekarza Eliasa Bandera, jego żony Reginy i syna Myrona.

„W sierpniu 1942 r. po wywiezieniu do obozu zagłady w Bełżcu około 5000 borysławskich Żydów, utworzone zostały w mieście dwa getta, w dzielnicy Wolanka i Potok. Banderowie, którzy zarejestrowani byli przy ul. Łukasiewicza 28, znaleźli się w jednym z nich. Na prośbę ojca Irena wnosiła do getta paczki z lekarstwami dla Eliasa. (…) Krzyształowski zgodził się przyjąć Reginę i Myrona. Irena Senderska podkreśla, że rodzice zdawali sobie sprawę z zagrożenia, jakie niesie za sobą ta decyzja. (…). Troje ukrywanych trudno było wyżywić – Helena Krzyształowska jeździła po okolicznych wsiach wymieniając wszystko na jedzenie. W swoim oświadczeniu z 2000 r., Myron podkreślał, że Krzyształowscy dzielili się z jego rodzicami jedzeniem, choć im też go brakowało. Irena zanosiła na strych wodę i zupę, wynosiła nieczystości. Po wejściu wojsk radzieckich do Borysławia w sierpniu 1944 r. Banderowie opuścili kryjówkę. Krzyształowscy poprosili ich wówczas o dyskrecję, nie byli bowiem pewni reakcji własnych sąsiadów. Irena pamięta, że ojciec podczas pożegnania oddał Eliaszowi swój garnitur i koszulę, gdyż jego ubranie po wielu miesiącach ukrywania się było bardzo zniszczone. Elias Bander od razu zaczął organizować w Borysławiu szpital. Kiedy Helena Krzyształowska zachorowała na tyfus plamisty, Elias opiekował się nią z wielkim oddaniem. Kilka miesięcy później Banderowie opuścili Borysław i zamieszkali w Łodzi, a następnie wyjechali do Niemiec. W 1949 r. wyemigrowali do USA, gdzie Elias nostryfikował swój dyplom lekarski. Myron ukończył studia na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Columnia w Nowym Jorku. Ożenił się z Carol – profesorem germanistyki, sam został profesorem fizyki na Uniwersytecie Kalifornijskim w Irvine.” [źródło: http://www.sprawiedliwi.org.pl/pl/family/777,rodzina-krzysztalowskich/]

Helena Krzyształowska z d. Kryć, Józef Krzyształowski i Irena Senderska-Rzońca z d. Krzyształowska otrzymali tytuły Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Przyznano je w 2000 roku.

Za zamkniętymi drzwiami

Alicja Schnepf z d. Szczepaniak

Natalia Szczepaniak była wdową i samotnie wychowywała dwie córki – Alicję i Barbarę. Miało to miejsce w niewielkim mieszkaniu na warszawskiej Pradze. „W kamienicy wszyscy sąsiedzi znali się na tyle dobrze, że drzwi do mieszkania nigdy nie zamykano na klucz. Gdy Natalia zdecydowała się pomagać Żydom, ten zwyczaj trzeba było zmienić.” [źródło: http://www.sprawiedliwi.org.pl/pl/family/112,rodzina-szczepaniakow/]

Semickie rysy Anny Albert i jej ok. 4-letniej siostrzenicy – Janiny Sandel zmusiły Żydówki do ukrywania się. Ze Lwowa trafiły do mieszkania rodziny Szczepaniak, prawdopodobnie na przełomie 1943/44 r. Ich pobyt finansowały córki Anny, którym udało zatrudnić się w fabryce. Ich wygląd i dokumenty nie wskazywały na pochodzenie żydowskie. Po pewnym czasie kobiety zostały przewiezione do Niemiec. Mimo to, wdowa nie zaprzestała ukrywania. Przy wielkim wsparciu swojej córki – Alicji (ur. 20 sierpnia 1930) utrzymała sekret w tajemnicy, aż do wejścia wojsk radzieckich. W mieszkaniu rodziny Szczepaniak przebywało więcej osób pochodzenia żydowskiego. Tuż przed wybuchem Powstania Warszawskiego dołączyły trzy kolejne osoby: Wacław Nowicki bądź Nowacki z żoną Ewą i kuzynką Stasią. Również córki Anny Albert – Krystyna i Maria mogły liczyć na schronienie w drewnianej szafie, lub łóżku. Za humanitarną i pełną odwagi postawę Natalia Szczepaniak i jej córka Alicja Schnepf z d. Szczepaniak otrzymały tytuł Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, kolejno 1 stycznia 1981 r. i 13 listopada 1991 r.

Ponad strachem

Tadeusz Stankiewicz

„Miał 9 lat, kiedy wybuchła wojna. Jego ojciec, leśniczy, namówił Niemców, by pozwolili mu zatrudnić Żydów do prac leśnych. Dzięki temu wielu uciekło z getta w Opolu Lubelskim. Gdy w 1942r. Niemcy rozpoczęli wywózki do obozów zagłady, wokół leśniczówki Stankiewiczów ukrywało się ponad 200 osób. Stanisław Stankiewicz pomagał Żydom budować leśne bunkry, znaleźć kryjówki w stodołach, spichlerzach, oborach, gołębnikach, zdobyć jedzenie.

W lesie Tadeusz znalazł wycieńczonego Szlomę Szmulewicza (polskie imię: Jan), uciekiniera z obozu pracy w Józefowie nad Wisłą. Przyjaźń między chłopcami przetrwała do śmierci Szmulewicza w 2007 r.

Zadaniem Tadeusza i jego starszej siostry Barbary było zacieranie śladów ukrywających się Żydów, dbanie o bezpieczeństwo transportów z żywnością, sprawdzanie, czy nikt nie śledzi wysłanników z leśnych kryjówek. Te ostatnie zostały jednak zadenuncjowane, ukrywający się – zamordowani przez nazistów. Po wojnie ojciec Stanisław Stankiewicz trafił do aresztu za przynależność do AK. Przewieziony do Warszawy, brutalnie przesłuchiwany, zginął wypchnięty z okna aresztu. UB upozorowało samobójstwo. Rodzina nie dostała zgody na pochówek.” [źródło: http://www.sprawiedliwi.org.pl/pl/family/241,rodzina-stankiewiczow/]

Cisza w getcie

Stanisław Świerczewski

„Przed wojną w Płońsku żyło 5 tys. Żydów na 11 tys. mieszkańców. Sporo lekarzy, adwokatów. (…) Pod koniec 1942 r. zlikwidowano getto. Żydów wywieźli w nocy, po kryjomu.<<Że ich nie ma, zorientowaliśmy się chyba po dwóch dniach. Po ciszy. Trochę trzymało się ich w domu na strychu, na zmianę, trochę przewoziło na wieś do rodziny>>. Isaak był u nich najdłużej. <<Przemieniliśmy go – mówi – na Jana Trawińskiego. Na strychu nie było im dobrze. Siedzieli, nic nie mając do roboty. Po wojnie wszyscy trzej z Polski wyjechali. Dawno już nie żyją. (…) Większość moich obecnych przyjaciół i znajomych to Żydzi>>”. [źródło: http://www.sprawiedliwi.org.pl/pl/family/217,rodzina-swierczewskich/]

Stanisławowi i Władysławowi Świerczewskim za ukrywanie trzech Żydów: Dawida Kapeluśnika, Elie Nojmana i Jana Trawińskiego (Isaac Mosiek) tytuły Sprawiedliwych wśród Narodów Świata 5 lipca 2004 r. Mężczyźni pomagali również innym Żydom zamkniętym w płońskim getcie.

W imię przyjaźni

Józef Walaszczyk

Józef Walaszczyk (ur. 13 listopada 1919 r.) wielokrotnie pomagał uniknąć śmierci osobom pochodzenia żydowskiego, tym samym narażając samego siebie.

„Miałem wielu przyjaciół”– wyjaśnia. Wśród zakładników znajdowała się jego żydowska przyjaciółka, Irena Front. Została aresztowana, gdy poszła na spotkanie z innymi ukrywającymi się Żydami. Irenę uratował przed śmiercią co najmniej kilka razy. Ukrywał ją i jej znajome w swoim warszawskim mieszkaniu aż do końca wojny. Poza tym uratował grupę kilkunastu osób, które najpierw zatrudnił w podwarszawskiej fabryce swojego kuzyna, a potem, w trakcie „ostatecznego rozwiązania” pomógł im ukryć się po aryjskiej stronie. Irena oraz jej znajome przeżyły w mieszkaniu Józefa Powstanie Warszawskie. Samego Józefa, wysłanego wówczas przez AK poza Warszawę, nie było w mieście. Wyciągnął je już po powstaniu z obozu przejściowego w Pruszkowie. Irena po wojnie pozostała w Polsce.” [źródło: http://www.sprawiedliwi.org.pl/pl/family/360,walaszczyk-jozef/]

Oprócz Ireny Font, wśród osób, które ukrywały się dzięki pomocy Józefa Walaszczyka byli m.in.: Helena Torbeczko, Anna Starzewska, Marczewski syn i Tadeusz Leński.

Linki do zdjęć:

„Jakby niebo się otworzyło”

Ryszard Zieliński

„W 1943 miał 12 lat. „Któregoś dnia ojciec powiedział: ››Mam w getcie przyjaciół, trzeba im pomóc.‹‹ Zjawili się u nas Kazimierz Berek z żoną Pauliną. Dwaj bracia Kazimierza z rodzinami znaleźli sobie kryjówki w pobliżu Placu Narutowicza, gdzie mieszkaliśmy. Nosiłem im jedzenie. Berkowie mieli córkę Jasię, którą wcześniej ulokowali przy ul. Ogrodowej. Była w moim wieku. Polubiliśmy się. Ciocia Paulina, tak ją nazywałem, miała tzw. dobry wygląd, gorzej było z panem Kazikiem. Zbudowali schowek. Parapet wysuwał się na szynach i pomiędzy grubymi murami było miejsce dla jednej osoby. Przydał się. Któregoś dnia latem jestem z ciocią Pauliną i panem Kazikiem, i ona mówi: ››Słyszycie tupot na podwórku? Kazik, wskakuj.‹‹ Walenie do drzwi. Szukali ojca. Ale gdyby zastali Kazika, byłoby po nas”. Dnia 1 sierpnia 1944 ojciec Ryszarda został ciężko ranny. Kilka dni później do domu weszli Niemcy. Krzyczeli „Raus!”, ale między sobą mówili po rosyjsku. Z ojcem na noszach dotarliśmy do Dworca Zachodniego. Wywieźli nas do Pruszkowa i pogubiliśmy się. Krążę w tłumie zrozpaczony, patrzę: idzie ciocia Paulina. O rany Boskie, jakby się niebo otworzyło! Ktoś bliski, ktoś, kogo znam! Wdarłem się jak dzikie zwierzę między te szeregi. Złapałem się cioci Pauliny za rękę: ››Już nie puszczę!‹‹ I od tej chwili zaczyna się nowa opowieść. Dzięki temu, że ja byłem z nią, ona ocalała i dzięki temu, że ona była ze mną, ja też ocalałem”. Ocalał też ojciec i mama, odnalazł się pan Kazimierz i córka Jasia. Pozostali zginęli w Powstaniu.” [źródło: http://www.sprawiedliwi.org.pl/pl/family/153/]

Mimo szantażu

Tadeusz Burchacki

„Helena i Stefan Burchaccy w latach 30. mieszkali w podwarszawskim Radzyminie. Mieli tu rodzinę i wielu znajomych, także wśród Żydów. Potem przenieśli się na warszawską Pragę, na ul. Targową 62. Mimo trudnych warunków mieszkaniowych – wraz z dwoma synami mieszkali w jednym pokoju, drugi wynajmowali – i szantażu lokatora w czasie wojny Burchaccy pomogli wielu Żydom.

Ich pomoc przybierała różne formy. Fryzjerowi Jerzemu Klajnbardowi oraz Róży i Sarze Wajsztajn Stefan pomógł w ucieczce z radzymińskiego getta. Mężczyźnie wyrobił fałszywe dokumenty na nazwisko Jerzy Wójcik i dopomógł przy szukaniu pracy – Klajnbard zatrudnił się, a potem także zamieszkał, w zakładzie fryzjerskim Władysława Rossy. Siostry Wajnsztajn znalazły schronienie u swoich warszawskich znajomych.

Innym potrzebującym Helena i Stefan wyszukiwali stałe kryjówki, udzielali noclegu, kontaktowali z odpowiednimi ludźmi. Przechowywali u siebie żywność szmuglowaną przez Rachelę Jonisz i Izaka Goldmana. Leonowi Wajnsztajnowi pomagali w sprzedaży przedmiotów przynoszonych z getta, a za otrzymane pieniądze kupowali żywność i leki, które Leon dostarczał potrzebującym. Gdy w 1943 roku Wajnsztajn kanałami wydostał się z walczącego getta, Burchaccy ukryli go u rodziny Imiołków, swoich krewnych, gdzie pozostał do nadejścia Armii Czerwonej rok później. Z pomocy Heleny i Stefana korzystali także: Adam Kerler, Wanda Ester, Róża Szafran, Sura Goldman z dzieckiem, Szoszana Kosower (pseud. Emilia Rozencwajg).

Działalność Burchackich trwała do sierpnia roku 1944, do wybuchu Powstania Warszawskiego. Zaraz na początku Stefan został złapany i wywieziony na roboty do Niemiec. Wielu z tych, którym Burchaccy pomagali, przeżyło okupację. Po wojnie w większości wyemigrowali z Polski.” [źródło: http://www.sprawiedliwi.org.pl/pl/family/66/]

Za swoją odwagę i bohaterską postawę Stefan i Helena Burchaccy zostali odznaczeni tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Tytuł przyznano 20 marca 1980 r.

Matka żydowskich dzieci z getta warszawskiego

Siostra Matylda Getter

Siostra Janina Kierstan, Matka Generalna Franciszkanek Rodziny Maryi, reprezentuje zgromadzenie, które uratowało ok. 500 dzieci żydowskich. Wiele z nich zostało uratowane przez Siostrę Matyldę Getter.

Małgosia Mirska w 1942 r. przyszła z młodszą siostrą Irenką do domu sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w Warszawie przy ul. Hożej 53 i znalazła tu ocalenie. Wspomina – Przechodząc przez furtę miałam świadomość, że za nią rozstrzygnie się mój dramat: życie czy śmierć. Matka przełożona Matylda Getter spojrzała na nas i powiedziała:tak – przyjęła nas. Wydawało mi się, że się niebiosa otworzyły przede mną. To dramat i nadzieja tysięcy dzieci żydowskich w latach okupacji niemieckiej.

Akcja ratowania Żydów przez siostry była spontaniczna, ale też zorganizowana, kierowana we Lwowie przez przełożoną generalną Ludwikę Lisównę (1874-1944), w Warszawie przez przełożoną prowincjalną matkę Matyldę Getter (1870-1968), zwaną „Matusią”. Irena Sendlerowa relacjonuje, że matka Getter zapewniła, że przyjmie każde dziecko uratowane z getta.

Pod opiekę Matki Getter garnęły się także dorosłe dziewczęta, np. Mary trafiła na Hożą w 1943 r.: Co mi powiesz, dziecko? Zapytała mnie Matusia Getter. Odpowiedziałam jej, że policja jest na moich śladach, że nie mogę wrócić już do swego mieszkania, że jestem Żydówką, i nie wiem, gdzie pójść z tym życiem, co się tak rozpaczliwie kołacze w moim sercu. Tego dnia już zostałam na ulicy Hożej. Siostry znalazły mi pracę. Wiem, widziałam na własne oczy i poświadczyć mogę, że wiele osób pochodzenia żydowskiego przeszło przez klasztor, a jeszcze więcej małych dzieci (Paryż, 1993).

W ratowaniu Żydów m. Getter i siostry współpracowały z księżmi na parafiach, z zarządami miejskimi, z „Żegotą”, z polskim podziemiem, z innymi zgromadzeniami i z osobami świeckimi. Siostry ratując Żydów spełniły obowiązek sumienia, świadome, że życie ludzkie ma nieocenioną wartość; matka Getter mówiła: ratuję człowieka. Ocaliły życie ponad 500 dzieciom i młodzieży oraz ok. 250 osobom starszym; krótkotrwałej pomocy udzieliły ok. 400 osobom, a przez dłuższy czas pomagały ponad 100 osobom. Wiele z tych osób było pochodzenia żydowskiego. Nadal zgłaszają się do Zgromadzenia osoby uratowane w poszukiwaniu swoich korzeni.

Uratowane Żydówki postarały się dla Matki Getter o medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata (1985). W 2009 r. Narodowy Bank Polski uhonorował 3 osoby szczególnie zasłużone w akcji niesienia pomocy Żydom, wydając dwie monety z napisem: Polacy ratujący Żydów: Irena Sendlerowa, Zofia Kossak, siostra Matylda Getter.

To tylko mały wycinek z szerokiej działalności Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, które w latach okupacji niemieckiej, otworzyły swoje serca i drzwi klasztorów dla ratowania Żydów. Taką działalność prowadziły także inne zgromadzenia i zakony żeńskie w Polsce, podobnie księża, biskupi, zakonnicy; tak czynili ofiarni Polacy, całe rodziny polskie, mając świadomość, że za to grozi śmierć. To są niewątpliwie, choć bez medali, Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata. [źródło: Sister Antonietta Frącek]

Źródło: www.pope2016.com