Ofiara – po flamandzku „slachtoffer”

Lotnisko w Brukseli 22.03.2016; fot. z kamery przemysłowej

Co do jednej rzeczy możemy być zgodni – nauka języków obcych jest ważna.

Już wiemy, jak w wielu europejskich językach jest „eksplozja”, „zamach” czy „ofiary”.

Słowo „islam” jest najprostsze, bo międzynarodowe.

Daleki jestem od twierdzenia, że wszyscy wyznawcy islamu to terroryści, ale stwierdzenie że za przytłaczającą większością zamachów w Europie stoją wyznawcy islamu, wydaje się być całkowicie na miejscu. Nieważne – zasiedzieli czy przyjezdni.

Dziś uczymy się jak słowo „ofiary” i „wybuch” brzmią po flamandzku. Francuska wersja utrwala się nam od jakiegoś czasu.

To nieprawda, że zawiodła Europa, kamery, procedury bezpieczeństwa czy prześwietlanie walizek.

Zawodzi powszechna w niektórych środowiskach świadomość, że mamy do czynienia z wojną – dokładnie taką samą, jak ta, w której niemieckie bomby spadały na nasze głowy. Dziś wybuchają na lotniskach czy w klubach, ale bomba pozostaje bombą.

Mamy prawo się bronić, mamy prawo oczekiwać współpracy również tych, którzy twierdzą, że są tej wojnie przeciwni, że to jedynie garść ekstremistów, z którymi nie mają nic wspólnego.

Czynów nie słów.

Ofiara – po flamandzku slachtoffer.

Piotr Kadlčík

Trzynaście ofiar ataku terrorystycznego w Brukseli