W stronę uwielokrotnienia. O “Golemie” Mai Kleczewskiej

Golem (fot. Magda Hueckel, mat. pras. Teatru Żydowskiego)

Wchodzisz w industrialną scenerię „Golema” i od razu zderzasz się z bardzo silnymi bodźcami i wiesz, że nie będzie łatwo.

Na początku nie wiesz jak to będzie wyglądało, przechadzasz się, próbujesz, podpatrujesz. Zerkniesz na ekran, na przemieszczających się aktorów. Próbujesz się odnaleźć. Próbuj, próbuj.

Spotykasz na swojej drodze golemy, żyjącymi tylko do pewnego momentu – do Shoah. Później jest już tylko bezkresne morze bolesnych wspomnień. Kleczewskie golemy to nie glina i woda ożywiona do bycia ludzką postacią. Jej golemy to żydowskie ofiary wojny, które po exodusie są już tylko powłoką zewnętrzną.

Wreszcie się zdecydujesz, będziesz podążać za poszczególnymi postaciami. Może zdecydujesz się na golema Henryka Rajfera – prześmiewczego, czasem wręcz agresywnego w swym humorze człowieka sprzed kamery, który mówi nie tylko o rzekomym żydowskim spisku (gdyby Żydzi znaleźli lek na raka trzeba by ich było nienawidzić za to, że raka zniszczyli…), tępym antysemityzmie, ubierając wszystko w gorzki, często absurdalny humor.

Możesz też pochylić się nad szpitalnym łóżkiem na którym spoczywa w pełnym garniturze i akuratnym kapeluszu golem Marka Węglarskiego, który swoje cierpienie szepcze, bo nie da się o nim mówić głośno.

Wiele uwagi zajmuje golem Małgorzaty Gorol, tworzony powoli, skrupulatnie, uczący się pod okiem opiekuna gdzie oczko, a gdzie nosek, gdzie własne zdanie. Masz własne zdanie? – użyj go, broń się! To rada na przyszłość, bo przeszłość jest mroczna, przegrana, tragiczna.

W jednym z monologów jest ona żydowskim dzieckiem „zaopiekowanym” przez gojów. Dzieckiem szykanowanym, poniżanym, wykorzystywanym. Dzieckiem będącym wyrzutem sumienia gospodarzy, u których się kryje, czy może bardziej przechowuje. Ciche, mówione jednym tempem, jedną emocją słowa dziecka po jakimś czasie nabierają ekspresji, przyspieszają, golem nie jest już golemem, zaczyna rozumieć o czym mówi…

Gorol jest świetna w swojej roli. Gra oszczędnie, czasem wręcz surowo, cały czas empatycznie, z rozmysłem. Jest ona naprawdę dobrą aktorką, obserwując jej rolę w wyreżyserowanej przez Ewelinę Marciniak „Śmierci i dziewczynie” czy „Procesie” Krystiana Lupy wciąż ma się chęć na więcej. Sama aktorka daje nadzieję na rozwój umiejętności, choć wydaje się, że na jej etapie samoświadomości to już chyba niemożliwe, że osiągnęła szczyt. Widać, że zna swoją wartość. I dobrze.

Zresztą, gdzie nie spojrzeć – indywidualności, z dobrze dobranymi rolami, jak choćby Kaya Kołodziejczyk ze swoją agresywną, magnetyzującą choreografią, która czepia się widza, pokazuje, że również on jest uczestnikiem, współtwórcą dzieła. A widz wodzi wzrokiem za elektryzującą postacią i jej działaniem, jeden z obawą, że zostanie elementem choreografii, drugi z nadzieją, że nim będzie.

Porusza Gołda Tencer, dyrektorka Teatru Żydowskiego, której jidyszowa pieśń brzmi niczym wyrzut sumienia, akt rozpaczy i akt nadziei. Równocześnie. Jej golem obłąkańczo szuka dzieci, wnuków, krąży po scenie. Multiplikują się doznania śpiewu a capella zestawionego z mechanicznymi dźwiękami elektrycznego pojazdu, którym jeździ jej golem. Widzowie stoją poruszeni. W milczeniu/zawieszeniu. Trwa to i trwa. Mocny efekt.

Milczenie i zaduma dominują, ale w tle dużo jest intensywności, soczystej i drapieżnej.

„Golem” Kleczewskiej jest mroczny, działający na całą gamę emocji, a może też na niektóre sumienia.

Sama koncepcja projektu odpowiada w pewnym stopniu sztuce syntetycznej, z której nie wydziela się części składowych, bo wszystko jest tu konglomeratem ruchów, gestów, przedmiotów, znaczeń. A kompozycja jest po trosze w Appiowskim duchu, gdzie przy minimum scenografii gromadzi się ludzi/widzów, by doświadczali sztuki we wspólnocie, by zauważali siebie-odbiorców, by nabrali świadomości, by byli widzami na których ma wpływ wiele czynników, nie tylko dramaturgia, ale też światło czy dźwięk.

„Golem” długo zostaje w głowie. Multiplikuje myśli, odczucia, wraca obrazami, scenami, znaczeniami, które każdego dnia jawią się w inaczej, pełniej. Jest ich więcej i więcej.

Duża sprawa.

GJC

„Golem”, reżyseria: Maja Kleczewska, Teatr Żydowski