“Porywanie pamięci” na konferencji w Berlinie

Avraham Burg, Omer Bartov, Omri Boehm podczas konferencji “Hijacking Memory-The Holocaust and the New Right”

Konferencje naukowe to temat, który zazwyczaj nie wzbudza specjalnych emocji. Bywają jednak wyjątki – a jednym z nich była właśnie zakończona konferencja “Porywanie pamięci – Holokaust i nowa prawica (“Hijacking Memory-The Holocaust and the New Right”) zorganizowana z inicjatywy znajomych profesorów z Freie Universität w Berlinie. Obrady toczyły się w ogromnym budynku Kulturhaus des Westens, położonym malowniczo nad Szprewą, w samym centrum miasta, pięć minut spacerem od Reichstagu.

Biorąc pod uwagę tytuł konferencji, można się było spodziewać ideologicznego “przechylenia” obrad na lewą stronę – ale to nikogo, kto zna dzisiejszy zachodni świat uniwersytecki, nie dziwi. Szczególnie ciekawie zapowiadał się panel poświęcony Izraelowi i Niemcom, gdzie mieli zabrać głos: Avraham Burg (lewicowy izraelski polityki, były rzecznik Knessetu), Omri Boehm (izraelski filozof) oraz Omer Bartov, izraelsko-amerykański historyk, jeden z wybitniejszych badaczy Zagłady. Do pierwszych fajerwerków doszło podczas przemówienia Burga, który porównał pamięć Zagłady do “zasobnego konta bankowego, które rząd Izraela używa dla osiągnięcia korzyści”. Izraelski polityk oświadczył też, że w Izraelu ścierały się ze sobą dwa projekty polityczne: pierwszy opierał się o idee narodu i rasy, a drugi – o pojęcie obywatelstwa. Według Burga wygrał ten pierwszy projekt, który mówca – nie kryjąc swojej niechęci – nazwał projektem “holokaustyczno-żydowskim” (“Holocaustic-Jewish project”). Na koniec usłyszeliśmy, że dość już mowy o przeszłości, o żydowskim cierpieniu, że warto skupić się na przyszłości. A gdyby ktoś już koniecznie chciał mówić o czasach minionych, to powinien zwrócić uwagę na Sprawiedliwych, na to jak to dobrzy ludzie nieśli Żydom pomoc w trudnych chwilach. Można było odnieść wrażenie, że Avraham Burg tę część swojej wypowiedzi zapożyczył z materiałów prasowych polskiego MSZ-u.

Izraelski filozof Omri Boehm mówił o Niemczech, o niemieckich problemach z pamięcią Zagłady. To temat-rzeka, ale izraelski filozof skupił się na koncepcji “wyjątkowości Zagłady” (“singularity of the Holocaust”), która w Niemczech przypomina knebel założony wszystkim , którzy chcą poddać krytyce politykę państwa Izrael. Boehm ubolewał nad tym, że niemieccy krytycy Izraela, na skutek “nacisku pamięci” o Zagładzie, z miejsca są kwalifikowani jako antysemici. Z równą troską – i z tych samych powodów – mówił o niemieckim Existenzrecht, czyli o deklaracji Bundestagu gwarantującej Izraelowi prawo do trwania w formie “państwa żydowskiego i demokratycznego”.

Na koniec przemówił Omer Bartov, który naświetlił historię antysemityzmu w Europie, tłumacząc dylematy europejskich Żydów zmuszonych do wyboru między asymilacją, emigracją i izolacją. Przechodząc do Zagłady, Bartov podkreślił fakt, że plan wymordowania Żydów, choć powzięty i zrealizowany przez Niemców – cieszył się szerokim poparciem we wszystkich krajach okupowanej Europy, że wspólne dziedzictwo antysemityzmu zbudowało wąską kładkę, na której Niemcy spotkali się z ludami Europy. Należy podkreślić, że wszyscy trzej mówcy czynili starania by powiązać – w sposób konstruktywny i w duchu porozumienia- swoje przemyślenia ze sprawą konfliktu palestyńsko-izraelskiego.

W zupełnie innym duchu przemówił p. Tareq Baconi, którego wystąpienie otworzyło kolejną sesję. P. Baconi jest palestyńskim działaczem mieszkającym na stałe w Wielkiej Brytanii oraz kierownikiem organizacji Al-Shabaka, która zajmuje się (zapewne) lobbowaniem na rzecz sprawy palestyńskiej. Baconi zaczął od rytualnego już na lewicy potępienia definicji antysemityzmu autorstwa IHRA (to zresztą temat godny oddzielnego omówienia), a następnie przeszedł do frontalnego ataku na państwo Izrael. Dowiedzieliśmy się o “izraelskich zabójcach palestyńskich dzieci”, o izraelskim apartheidzie i kolonializmie, oraz o niechlubnym sojuszu syjonistów z siłami skrajnej prawicy. W pewnej chwili rozpędzony Baconi zwrócił uwagę, że jest rzeczą karygodną, że na takiej konferencji, tak mało miejsca poświęca się tragedii ludu palestyńskiego, a poszczególni mówcy bawią się w “jakąś żydowską psycho-dramę”. W tym miejscu widownia (ogromny amfiteatr wypełniony ludźmi!) zaczęła bić brawo. Żywiołowo, głośno i długo; z entuzjazmem.

Odczekawszy chwilę, Tareq Baconi podjął temat. Mówił o tym, jak to muzeum pamięci Zagłady Yad Vashem “zbudowane zostało na skrwawionych ruinach palestyńskiej wioski”. Głosem wykluczenia, “nam” (Palestyńczykom), przeciwstawiał “ich” – Żydów. Na koniec skarcił swoich izraelskich przedmówców i odrzucił ich nieśmiałe próby szukania kompromisu. To Palestyńczycy, a nie “kolonialni osadnicy i syjoniści” będą dyktować warunki pokoju, powiedział Baconi. Trudno jest powiedzieć, jaki był związek przemówienia palestyńskiego aktywisty z tematem konferencji, ale publiczności najwyraźniej przypadło ono bardzo do gustu. Niekończąca się burza braw jako zwieńczyła wystąpienie Baconiego wprawiła mnie wpierw w osłupienie, a zaraz potem – w przerażenie. Widok kilkuset Niemców entuzjastycznie oklaskujących słowa pełne nienawiści do Izraela był dla mnie czymś wstrząsającym. Prawda, nieraz czytałem o tym, jak to zachodnia prawica i lewica odnajdują wspólny język na gruncie nienawiści do Izraela. Ale czytać o tym – to jedno. Natomiast zobaczyć to na własne oczy, w sercu Berlina (!!), to coś zupełnie innego. Boję się, że ten widok pozostanie ze mną na długo. Nie bez związku przypomniał mi się fragment z dzienników Goebbelsa, który – po wygłoszeniu słynnego przemówienia w Sportpalast (“wollen sie totalen Krieg?!”) , w 1943 roku, odniósł się do entuzjazmu publiczności w swoim dzienniku (cytuję z pamięci) – “gdybym im kazał skoczyć z balkonów na dół, to by skoczyli!”.

To, że palestyński aktywista ma takie, a nie inne poglądy, nie jest niczym dziwnym. Ale reakcja niemieckiej publiczności, ludzi wykształconych, profesorów uniwersytetów, wykładowców, studentów, była dla mnie niezrozumiała i nie do przyjęcia. Przecież to jest niemiecka inteligencja u licha! To są ludzie, którzy znają historię, którzy powinni być świadomi tego komu i dlaczego klaszczą….Myślałem, że może organizatorzy, dyskutanci jakoś się do skandalicznego wystąpienia p. Baconiego odniosą. Nic takiego nie nastąpiło.

Przyjechałem do Berlina po to, żeby opowiedzieć o tym, jak to rządzący Polską nacjonaliści, fałszują historię Zagłady. W tym samym panelu wystąpić miał znany autor i dziennikarz Konstanty Gebert. Przed wygłoszeniem referatów, odczytaliśmy uczestnikom konferencji krótkie oświadczenie. Oto jego treść:

“Chcielibyśmy wyrazić nasz sprzeciw wobec słów, które padły podczas referatu p. Tarika Baconiego, szefa Palestinian Policy Network. Tym z Państwa, którzy nie byli obecni na sali, chcielibyśmy przypomnieć, że p. Baconi, który miał mówić o “Palestynie i o polityce pamięci Holokaustu”, przepuścił zamiast tego frontalny atak na Izrael jako na “twór (“entity”) apartheidu i kolonializmu, zajmujący się “mordowaniem palestyńskich dzieci”. Zaprotestował on również przeciwko temu, jak mało miejsca poświęcono na konferencji sprawom palestyńskim i poddał krytyce swoich przedmówców, którzy oddawali się – jak się wyraził – “jakiejś żydowskiej psycho-dramie”. Pan Baconi ma prawo, rzecz jasna, do swoich poglądów, które pasowałyby do zebrania poświęconego polityce palestyńskiej, na którym jednak nasze referaty byłyby nie na miejscu. Nie bardzo jednak wiemy w jaki sposób uwagi p. Baconiego mogłyby przyczynić się do lepszego zrozumienia tematyki obecnej konferencji. Jeżeli obecność p. Baconiego wiąże się z uwarunkowaniami natury politycznej, to warto by było, dla równowagi, zaprosić choćby przedstawiciela izraelskiej ambasady. W ten sposób zachowano by przynajmniej pozory bezstronności”. Podpisano: Konstanty Gebert & Jan Grabowski

Jan Grabowski

Newsletter

Wpisz poniżej swój e-mail, a nie przegapisz najważniejszych artykułów!