Leociak: Nie idźcie na ten film

Wróciłem z premiery „Syna Szawła”. Wyszedłem zgarbiony, jakbym dźwigał na sobie całe kino, ten cały Muranów, te gruzy, te trupy. Chciałem być jak najszybciej w domu. Chciałem, żeby czekał na mnie jakiś dom.

Nie idźcie na ten film. Nie idźcie, jeśli chcecie spokojnie zasnąć po męczącym dniu i obudzić się, by zacząć nowy dzień. Tak po prostu. Normalnie.

Nie idźcie na ten film, jeśli jesteście pogodzeni ze sobą i ze światem, z innymi ludźmi, z historią, z Bogiem.

Nie idźcie na ten film, jeśli nie chcecie przekraczać granic nieprzekraczalnych, których przekraczać nie można, nie wolno.

Co znaczy słowo „straszny”, powtarzane setki razy w setkach świadectw Zagłady? Nic nie znaczy, nic nie waży, jak popiół wrzucany przez członków Sonderkommando do Soły. Sonderkommando to inna galaktyka – powiedział przed projekcją jeden z polskich aktorów grających w tym filmie. Jeśli chcecie dotknąć tej innej galaktyki, jeśli chcecie, by ta galaktyka was dotknęła – koniecznie idźcie na ten film.

Przeczytałem chyba wszystkie relacje więźniów Sonderkomnando, którzy ocaleli i zdecydowali się mówić. Nic nie rozumiałem. Nic nie rozumiem. Zawsze myślałem, że ten ostateczny próg wyznacza to, co można zobaczyć na czterech konspiracyjnych zdjęciach wykonanych w krematorium V w Birkenau przez greckiego Żyda o imieniu Alex. Powierzchnia zdjęcia – nieprzekraczalny próg. Film László Nemesa wepchnął mnie – czy tego chciałem, czy nie – poza fotograficzny kadr. Do innej galaktyki. Tylko na dwie godziny. Aż na dwie godziny.

Jacek Leociak
14.01.2016