My, czyli kto?

Polska polityka historyczna rozwija się coraz bardziej burzliwie i intensywnie. Dziś w Warszawie wręczono medale ludziom, którzy pomagali polskim obywatelom od 8 listopada 1917 r. do 31 lipca 1990 r. Idea honorowania dzielnych ludzi jest słuszna. Nie rozumiem jednak dlaczego za pomoc Polakom odznacza się… samych Polaków. Czyżby nie było rzeczą naturalną, że rodak rodakowi chce pomóc w potrzebie? Nowe medale to pomysł nawiązujący w prosty sposób do medali Sprawiedliwych. Mam wrażenie, że chęć konkurowania z Jad Waszem nie wyszła naszym władzom najlepiej.

“Ocalił nam życie” – to słowa, które na plakacie z Aleksandrem Ładosiem umieścił Instytut Pileckiego. Ładoś był polskim dyplomatą, który – wraz ze współpracownikami – zajmował się nielegalnym wystawianiem paszportów krajów latynoamerykańskich dla Żydów, którzy chcieli wydostać się z Polski. Życie ocalił więc – jak rozumiem – Żydom, którym udało mu się pomóc. Dlaczego zatem Instytut Pileckiego pisze “nam”? Plakat byłby zrozumiały, gdyby zamieściła go organizacja żydowska lub gdyby przy zdaniu “ocalił nam życie” zrobiono przypis informujący, że słowa te wypowiedział ktoś uratowany przez Ładosia. Nie pomagał on przecież Polakom, ale polskim Żydom, którzy ze społeczeństwa polskiego byli wykluczeni.

Przedwojenni Żydzi nie byli równymi obywatelami Rzeczpospolitej i przez wielu byli traktowani jak niechciani obcy. To ciekawe, że Instytut Pileckiego postanowił teraz przemówić w ich imieniu. Gdybyśmy poszli dalej tropem tej logiki, to można by po prostu nadać nowe medale wszystkim Sprawiedliwym, którzy w końcu też ratowali polskich obywateli, Żydów co prawda.

Wróćmy jednak do nagrodzonych dziś przez prezydenta. “Jak podkreślał Andrzej Duda, Medale Virtus et Fraternitas to ‘odznaczenia za niezwykły dar serca wobec członków wspólnoty polskiej, ale także symbol przyjęcia do tej wspólnoty’. – Nasza wspólnota poprzez te odznaczenia przyjmuje Państwa do siebie. Jesteście Państwo naszymi siostrami i braćmi – mówił Prezydent, dziękując odznaczonym oraz ich bliskim zgromadzonym na uroczystości w Teatrze Polskim w Warszawie”. To cytat ze strony prezydent.pl.

Czy to oznacza, że polscy dyplomaci – Aleksander Ładoś oraz współpracujący z nim Konstanty Rokicki i Stefan Ryniewicz – do wczoraj nie byli częścią “wspólnoty polskiej”? Czy dopiero dziś, dzięki medalowi od prezydenta, stali się Polakami? Kto i dlaczego miałby im wcześniej odbierać polskie obywatelstwo? Konsul Ładoś i jego współpracownicy po raz kolejny stają się zakładnikiami polskiej polityki historycznej. A szkoda.

“Medal Virtus et Fraternitas wręczany jest przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej jako symbol pamięci i wdzięczności osobom, które niosły pomoc obywatelom polskim. Odznaczenie zostało ustanowione także z myślą o tych, którzy poza granicami naszego kraju, spontanicznie i dobrowolnie, pielęgnują pamięć o naszych Rodakach, którym nie było dane przeżyć wojny lub przymusowych deportacji” – czytamy na stronie Instytutu Pileckiego.

Idea jest więc dobra, ale wykonanie zupełnie niezrozumiałe. Nowe polskie odznaczenie było zapewne w zamyśle inspirowane medalem Sprawiedliwych przyznawanym przez Instytut Jad Waszem. Jednak jednym z podstawowych kryteriów otrzymania izraelskiego wyróżnienia jest to, że osoba ratująca nie może sama być Żydem. Izraelczycy przyznają je wyłącznie przedstawicielom innych narodowości. Polacy – jak się okazuje – postanowili nagrodzić samych siebie.

Katarzyna Markusz

About the Author

Katarzyna Markusz
Dziennikarka zajmująca się historią i kulturą polskich Żydów. Redaktor naczelna Jewish.pl.