Polscy Żydzi w Kostaryce

„Jacobo należał do pokolenia wychowanego w ciszy po Zagładzie” – pisze Anna Pamuła o jednym z bohaterów swojej nowej książki. Cisza ta dotyczyła polskich Żydów, którzy w latach 20. i 30. wyemigrowali do Ameryki – niezależnie od tego, do jakiego kraju ostatecznie trafili. Udało im się uciec przed wojną, ale często nie udało im się sprowadzić rodzin. Nie zarobili dostatecznie dużo w odpowiednim czasie. Polska pozostała cmentarzem, o którym nie chcieli rozmawiać.

Dwudziestolecie międzywojenne nie było czasem przychylnym dla Żydów mieszkających w Polsce. Tu był ich dom, tu prowadzili swoje sklepy, tu ich dzieci chodziły do szkoły. Ze sztetlami związali swoje życie i nie chcieli tego zmieniać. Sytuacja ekonomiczna, a często również społeczna, doprowadziła do tego, że musieli szukać dla siebie innego miejsca na ziemi. Chcieli płynąć do Ameryki, która kojarzyła się z łatwo zdobywanym bogactwem. Nie wszystkim się udało. Pół tysiąca polskich Żydów wylądowało w Kostaryce, gdzie ich dzieci i wnuki żyją do dzisiaj.

Czy chcieli wrócić? Chociaż na chwilę? Niektórzy wracali – zarówno przed wojną, jak i długo po niej. W Polsce nie mają już niczego, co by ich trzymało. Tylko wspomnienia po dawno zapomnianych twarzach, wpisy w księgach metrykalnych i obraz miejsca, które ich nie chciało. Polska to cmentarz.

Jacobo prowadził swego czasu warsztaty dla kostarykańskich Indian, mieszkających w rezerwatach. „By wzmocnić ich poczucie pewności jako grupy mniejszościowej, opowiadał historię migracji polskich Żydów do Kostaryki” – pisze Anna Pamuła. „Po prelekcji wódz Indian podszedł do Jacobo. Powiedział, że jest mu przykro z powodu nieszczęść, które spotkały jego klan. Gdyby tylko wiedzieli, jakie Żydzi mieli wtedy kłopoty w Europie, to Indianie przyjęliby ich do siebie”. Zrobiliby to, czego nikt inny zrobić nie chciał.

Anna Pamuła napisała ciekawą książkę o poszukiwaniu niewielkiej społeczności, nie tylko w archiwach, ale też na miejscu – w Kostaryce, do której udała się, by osobiście porozmawiać z bohaterami swoich badań. Przy okazji zaprzyjaźniła się z nimi, pomagając im przywrócić rodzinną historię na karty własnej pamięci. Te poszukiwania nie dobiegły końca. Wciąż jeszcze wiele jest do odkrycia. „Chajka…” przede wszystkim wzrusza, ale może i zachęca do rozejrzenia się wokół. Czy kogoś nam nie brakuje?

KM

Anna Pamuła „Polacos. Chajka płynie do Kostaryki”, wyd. Czarne