PR na macewach

„Ziemio, nie kryj mojej krwi, iżby krzyk mój nie ustawał” – ten cytat z Księgi Hioba znajduje się w kilku miejscach związanych z cierpieniem i umieraniem milionów Żydów w czasie II wojny światowej. Jest to wołanie o pamięć, ale i upamiętnienie. Jest to wyraźna prośba ofiary o nie zakrywanie krwi ziemią, bo wtedy jej cierpienie zostanie zapomniane. Nie każdy jest w stanie tę prośbę usłyszeć. Nie każdy ma w sobie wystarczającą wrażliwość.

„Gdyby izraelskie media dowiedziały się, że minister kultury Polski traktuje szczątki Żydów jako zabytek, wybuchłby międzynarodowy skandal,” straszy Jonny Daniels z fundacji From the Depths w najnowszym numerze Wprost. Straszy w ten sposób już nie po raz pierwszy, ale niewiele z tego wynika. Czego chce Daniels? Planuje on zebrać małe fragmenty kości ofiar Sobiboru i urządzić im uroczysty pogrzeb w asyście wielu znamienitych gości oraz dziennikarzy. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego studzi zapał Danielsa. „W Sobiborze działy się niewyobrażalnie okrutne rzeczy i to nie jest miejsce na akcje PR-owe,” podkreśla cytowany przez Wprost wiceminister kultury Piotr Żuchowski.

Rzeczywiście Daniels na akcjach PR-owych zna się znakomicie. Często gości w telewizji śniadaniowej, a niedawno chwalił się nawiązaniem współpracy medialnej ze Sławomirem Jastrzębowskim, redaktorem naczelnym Super Expressu. Pierwsze efekty już są – o strongmenach, których Daniels ściągnął do przenoszenia żydowskich nagrobków pisano w polskich i zagranicznych mediach.

Podobnie spektakularną akcję Daniels przeprowadził w parku im. Szypowskiego „Leśnika” w Warszawie. Udało się tam rozebrać konstrukcje z macew i przenieść nagrobki na cmentarz żydowski na Bródnie. Problem w tym, że Daniels – wbrew temu co twierdzi – w tej akcji nie uczestniczył i nie miał z nią nic wspólnego. „Mnie jako pracownikowi ŻIH-u od 15 lat nie udało się doprowadzić do rozbiórki pergoli zbudowanej z żydowskich nagrobków w warszawskim parku im. Szypowskiego „Leśnika”. A Danielsowi udało się to w trzy miesiące. Wie, gdzie i jak naciskać,” mówi cytowany przez Wprost Jan Jagielski. Jagielski nie ma racji. Jedyne co zrobił Daniels w tej sprawie to własne fotografie z przenoszonymi macewami. Negocjacje z Urzędem Miasta prowadziła od lat Gmina Żydowska w Warszawie. Macewy powróciły na cmentarz dzięki współpracy GWŻ z Zarządem Dzielnicy Praga-Południe. „Dzielnica bezpośrednio nie współpracowała z Panem Jonnym Danielsem,” informuje mnie Jerzy Gierszewski, rzecznik Urzędu Dzielnicy Praga-Południe.

Co więc zrobił w tej sprawie Daniels? Nic, poza znakomitą akcją PR-ową, w której przypisał sobie zasługi innych instytucji.

Tego lata współpracujący z Danielsem studenci odnaleźli w miejscowości Filipów przedwojenny zwój Tory, który został ukryty przez Polaków na prośbę ich żydowskich sąsiadów. Co zrobił z tym znaleziskiem Daniels? Nie konsultując tego z nikim wywiózł Torę do Izraela, gdzie ma zostać przekazana Knesetowi.

Dlaczego akurat tam? Przecież instytucją zajmującą się upamiętnianiem ofiar Holokaustu i największym, najbardziej prestiżowym muzeum jest w Izraelu instytut Jad Waszem. Tylko że oni z Danielsem nie współpracują. „Jad Waszem nie utrzymuje żadnych stosunków z Jonny’m Danielsem i jego organizacją,” mówi mi Estee Yaari z Jad Waszem.

A może inne organizacje? Kiedy zapytałam o to Danielsa, odpowiedział, że wszystko robi sam, otrzymując fundusze od prywatnych darczyńców. Wśród osób, które go wspierają wymienia Avrama Granta (trenera piłkarskiego w Izraelu), Dalię Itzik (byłą członkinię izraelskiego parlamentu) oraz „kilkudziesięciu członków Knesetu i ministrów”, których nazwisk jednak nie podaje. Jedyną osobą, o której z sympatią wypowiada się szef fundacji From the Depths wydaje się być rabin Michael Schudrich, którego Daniels nazywa „dobrym partnerem”. „Gmina żydowska w Warszawie nie chce mieć z nami nic wspólnego,” wyjaśnia Daniels.
Niemcy mordując ofiary w obozach zagłady palili zwłoki, aby zatrzeć ślady po swoich okrutnych działaniach. Fragmenty kości, wielkości kilku milimetrów, można znaleźć w każdym byłym nazistowskim obozie zagłady – nie tylko w Sobiborze. Po deszczu bez trudu widać je na terenie Treblinki czy Auschwitz. Zabranie ich stamtąd jest nie tylko niemożliwe, ale sprawi również, że „krzyk ofiar ustanie.”

„Szoa pozostaje – zwłaszcza w Europie – czynnikiem definiującym wiele aspektów dzisiejszego świata. Mimo mijających dekad wzbudza na szczęście nadal wiele emocji i reakcji. Dla wielu ludzi to nadal niezabliźniona rana po najbliższych, po świecie, którego już nie ma. Dlatego poruszanie się w przestrzeni pamięci wymaga wrażliwości, wyczulenia, rozwagi. Wykorzystanie tragedii ofiar do medialnej czy też politycznej autopromocji na dłuższą metę jeszcze nigdy nie wyszło nikomu na dobre,” konstatuje Piotr M. A. Cywiński, dyrektor Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau.

„Nie wszystkim to się podoba,” komentuje Daniels swoją działalność we Wprost. „A zwłaszcza polskim organizacjom żydowskim, które niewiele robią i panicznie boją się stracić swoich darczyńców. Ich sponsorzy chcą dziś współpracować ze mną i ja nie widzę w tym nic dziwnego.” A więc chodzi o pozyskanie sponsorów? A może to sposób na karierę polityczną?

Katarzyna Markusz



About the Author

Katarzyna Markusz
Dziennikarka, zajmująca się historią i kulturą polskich Żydów, prowadząca badania dotyczące społeczności żydowskiej w Sokołowie Podlaskim. Redaktor naczelna Jewish.pl.