“Dzisiaj w Polsce musimy być ostrożni”

Na rynku w Przemyślu w sobotę zorganizowano wydarzenie, które miało na celu dalsze rozwijanie dialogu polsko-ukraińskiego. Nie wszyscy byli z tego powodu zadowoleni – pojawiła się tam grupa mężczyzn z głośnikami, wykrzykująca antyukraińskie hasła i nazywająca uczestników „banderowcami”.

Policja była na miejscu, ale nie podjęła żadnych działań. Przynajmniej dopóki jeden z uczestników wydarzenia nie krzyknął: „Precz z polskim faszyzmem!”. Natychmiast został zakuty w kajdanki, wciągnięty na posterunek policji i oskarżony o “obrazę dobrego imienia narodu polskiego”. I to nie żart – zarzuty postawiono na podstawie art. 133 kodeksu karnego, który przewiduje karę do trzech lat więzienia dla osób uznanych za winne tego konkretnego przestępstwa.

Cóż, jako historyk wolę rozmawiać o historii niż o bieżących wydarzeniach. Dlatego chciałbym zacytować krótki fragment ostatniej książki Emanuela Ringelbluma, bohaterskiego historyka warszawskiego getta. Swoją książkę napisał zimą 1943/44, ukryty w bunkrze na obrzeżach Warszawy. Nie miał już żadnych złudzeń.

Napisał: „Faszyzm polski, sprzymierzony z antysemityzmem, opanował większość społeczeństwa polskiego. Tępota polskich antysemitów, którzy się niczego nie nauczyli, jest winna śmierci setek tysięcy Żydów, których można było – na przekór Niemcom – uratować”. Cytat z: Emanuel Ringelblum, “Stosunki polsko-żydowskie”, s. 177.

Bunkier Ringelbluma został wykryty przez specjalny oddział wysoko wykwalifikowanej polskiej policji kryminalnej (Polnische Kriminalpolizei) 7 marca 1944 r. Żydowski historyk, wraz z pozostałymi 37 Żydami mieszkającymi w kryjówce, został stracony tydzień później – za bycie Żydem, co wówczas uważano za zbrodnię. Teraz wyobraźmy sobie, że Ringelblum żyłby dzisiaj i chciał przeczytać fragment swoich prac na rynku w Przemyślu. Prawdopodobnie zostałby również zakuty w kajdanki, aresztowany i oskarżony przez polską policję – ale tym razem za „obrazę dobrego imienia narodu polskiego”.

Myślę, że dzisiaj w Polsce musimy być ostrożni, gdy coś czytamy lub wyrażamy głośno nasze myśli, aby nie zranić dumy narodowej jednego z czujnych policjantów lub członków społeczności przechodzącej własne nacjonalistyczne odrodzenie. To bardzo przygnębiające.

Jan Grabowski