Były ksiądz Jacek M. z trzema aktami oskarżenia

Fot. Screen/YouTube

Prokuratura Rejonowa Wrocław-Stare Miasto skierowała do sądu trzy akty oskarżenia przeciwko byłemu księdzu Jackowi M. Zarzuty dotyczą nawoływania do nienawiści, negowania prawdy o Holokauście i znieważenia syna Tadeusza Mazowieckiego.

„Drodzy państwo, to, że synagogi mogą tutaj stać, na naszej polskiej ziemi we Wrocławiu, to, że Dutkiewicz i Żydzi mogą się w nich upajać talmudyczną nienawiścią, to jest tylko wynik naszej tolerancji” – mówił M. podczas wrocławskiego marszu narodowców 11 listopada 2017 r.

„Jeżeli będziemy silni w duchu, w Bogu (…) to tę wojnę zwyciężymy i żadna żydowska, marksistowska horda nie zdejmie naszej flagi i nie podepcze Chrystusowego krzyża” – dodał.

Słów M. słuchało ok. 3 tys. osób, które klaskały i skandowały hasła typu: „Nasze ulice, nasze kamienice”, „Wielka Polska Niepodległa”.

Te wystąpienie zostało przez prokuraturę zakwalifikowane, jako nawoływanie do nienawiści.

W sierpniu 2018 r. na wrocławskim rynku M. mówił: „Komu służy (…) przemysł nekrofilski, przemysł Holokaustu, czyli produkowanie fałszywych żydowskich holokaustowych legend?” Wspominał też o „jechaniu na przemyśle nekrofilii” i „pseudomartyrologii”. „Mówi się o dziesięciu milionach Słowian, a podwyższa się liczbę zamordowanych Żydów” – dodał. 11 listopada 2018 r. mówił też: „Naszą kochaną ojczyznę próbują zapchać międzynarodowymi Żydami, zdrajcami”; „powiedziałem o (…) kretynach i Żydach w jarmułkach, którzy próbują nam dyktować warunki i mówią, że to nie Polska tylko Polin”.

Te wypowiedzi prokuratura uznała za nawoływanie do nienawiści wobec osób narodowości żydowskiej.

13 grudnia 2018 r. we Wrocławiu M. publicznie podpalił portret byłego premiera Tadeusza Mazowieckiego, nazywając go “komunistycznym parchem”, który “nigdy nie krył się ze swoimi żydokomunistycznymi, bolszewickimi inklinacjami”. Doniesienie do prokuratury złożył syn Mazowieckiego.

„Użyte przez Jacka M. określenie ‘komunistyczny parch’ jest nacechowane negatywnie i ma na celu zarówno deprecjonowanie w opinii publicznej T. Mazowieckiego, jak i pośrednio choćby w zamiarze ewentualnym jego syna” – uznała prokuratura.

Jacek M. nie przyznał się do winy.

Jeżeli zostanie uznany winnym, grozi mu do 3 lat więzienia.