Film “Mank” to pięknie opowiedziana historia, której twórcy po drodze zgubili gdzieś treść. Forma filmu – czarno-białe zdjęcia, sposób kadrowania, udźwiękowienie – przenosi nas w magiczną epokę starego kina. I jest świetna! Ale kiedy skupimy się na zawartości filmu, zostanie nam dość płytka opowieść o kolejnym pijaku-artyście.
Herman Jacob Mankiewicz (1897-1945) był synem żydowskich imigrantów z Niemiec. Urodził się w Nowym Jorku, pracował jako korespondent, krytyk teatralny, a w końcu scenarzysta. W czasie II wojny światowej sfinansował ucieczkę z Niemiec do USA kilkuset Żydom.
Jego największym sukcesem filmowym pozostaje scenariusz do filmu “Obywatel Kane”. O pracy nad tym tekstem opowiada film “Mank”, który możemy obejrzeć na Netfliksie.
Wizualnie film ten jest znakomity, bo niemal idealnie skopiowano styl robienia filmów sprzed kilkudziesięciu lat. Nawet taśma “przycina się” tu w odpowiednim momencie. Jeżeli więc chcecie popatrzeć na atrakcyjny, pieczołowicie zrekonstruowany styl dawnego kina – warto zobaczyć “Manka”.
Goniąc za idealną formą, twórcy – niestety – zagubili treść. Jest to płytka opowieść o nie mogącym odessać się od butelki z alkoholem, utalentowanym artyście. Być może ktoś dostrzeże w tym romantyzm, jednak tego typu filmów było już wiele, a ich powtarzalność sprawia, że zdolnym artystom wybacza się najróżniejsze świństwa. Jednak uzależnienie od alkoholu nie jest ani dobre, ani wzniosłe. Nie ma najmniejszego powodu, by z takich ludzi robić bohaterów. Zwłaszcza, że w ich cieniu znajduje się cierpiąca z tego powodu rodzina.
Mankiewicz ma swoje humory, potrafi być grubiański i nieznośny. Ale przy okazji pisze też świetne scenariusze, dlatego na jego wady wszystkie postacie w tym filmie przymykają oczy. Uwypuklają jego zalety, podkreślają je, a alkoholizm traktują jako niegroźną pokusę, której wielki mistrz ulega. Tłumaczą i wybaczają, chociaż w prawdziwym życiu funkcjonowanie obok takiej osoby jest udręką. Szkoda, że Netflix nie skupił się bardziej na żonie głównego bohatera. Być może pokazanie historii z jej perspektywy byłoby czymś nowym.
Niepewność jutra, problemy finansowe, brak stabilności emocjonalnej, kryzysy w związku – wiemy, że to wszystko dzieje się w filmie, ale twórcy jedynie nam to sygnalizują, nie dając swoim bohaterom w pełni na te sytuacje zareagować, zmuszając ich do bierności. Wszelkie emocje pojawiają się tu na chwilę i są na tyle spłaszczone, że aż niewiarygodne.
Pomysł na film był znakomity, ale szkoda, że scenariusza nie napisał Mankiewicz. Może wtedy powstałoby znacznie lepsze dzieło.
“Mank”, reżyseria David Fincher, scenariusz Jack Fincher, Netflix 2020
