Nie ma prostych ocen. O książce „Zły Żyd” Piotra Smolara

Ta książka może drażnić, zaskakiwać i niepokoić. Piotr Smolar pokazuje na przykładzie swojego dziadka, ojca, a najbardziej na swoim własnym, że odpowiedź na pytanie o własną tożsamość nie jest rzeczą prostą.

Z opisu wydawcy trudno domyślić się o czym ta książka dokładnie będzie. Wiemy, że to opowieść o trzech pokoleniach, o tym, co je łączy i co jest dla nich ważne. Spodziewałam się historycznych odkryć, grzebania w archiwach (rodzinnych i tych państwowych), tajemnic z przeszłości. Tymczasem historii jest tu chyba najmniej, a przynajmniej nie rzuca się tak w oczy.

Jednym z bohaterów książki jest Grzegorz Smolar, który w latach 1950–62 był przewodniczącym Zarządu Głównego TSKŻ. Jego publikacje w „Fołks Sztyme” na temat wojny sześciodniowej doprowadziły do usunięcia go z PZPR. Ministerialni urzędnicy zwracali Leopoldowi Dombowi, następnemu przewodniczącemu TSKŻ, uwagę na „proizraelską linię” prezentowaną przez „Fołks Sztyme”, która miała utrzymywać się nawet po wydaniu przez Zarząd Główny oświadczenia potępiającego Izrael, do czego TSKŻ został przez władze w tamtym czasie zmuszony. Domb przyznał, że linia pisma była i jest proizraelska. Stwierdził, że słabość Smolara polegała tylko na tym, iż „nie zrobił porządku w redakcji”, czyli nie wyrzucił z niej osób, mających inne poglądy niż oficjalne stanowisko partii. Mało tego – pragnących te poglądy wyrażać.

Grzegorz Smolar, tak jak wspomniany wyżej Leopold Domb, był komunistą. Przed wojną siedział za swoją działalność w więzieniu, w czasie wojny zaangażował się w czynną walkę z okupantem. Ale po wojnie żydowscy partyzanci musieli rozmyć się w radzieckiej masie. Smolar wytrzymał z nową władzą tyle ile mógł, ale wszystko miało swoje granice. W końcu i on zdecydował się wyjechać. Czy był „złym Żydem”? Dla jednych mógł być częścią mitycznej „żydokomuny”, dla innych „nieprawdziwym Polakiem”, który w końcu wybrał swoją właściwą ojczyznę, czyli Izrael. Mógł się czuć odrzucony, bo przecież w swoim życiu walczył o wolność – żydowską, ale i polską, po prostu ludzką.

W dzisiejszych czasach, gdy wszystko musi być albo czarne, albo białe, a ludzie dzielą się na bohaterów lub zdrajców, nie ma miejsca na żadne niuanse i odcienie szarości. Komunista walczący z Niemcami, żydowska partyzantka – to są pojęcia niewyobrażalne, a jeśli już to przedstawiane w złym świetle. Obraz naszego postrzegania historii został znacznie zawężony, uproszczony, naszpikowany schematami. Każdy, kto poza nie wychodzi, musi liczyć się z krytyką.

Piotr Smolar nie skupia się jednak na swoim dziadku. Tak jak pisałam, tej historii jest tu dla mnie za mało. Pisze dużo o sobie i swoim poszukiwaniu tożsamości. Poszukiwaniu, do którego we Francji – gdzie się urodził – wcale nie dochodziło. Bo tam można być i Francuzem i Żydem. To Polska wymaga deklaracji oddzielności.

Aleksander Smolar, syn Grzegorza i ojciec Piotra, jest łącznikiem między tymi dwoma pokoleniami. To kolejny „zły Żyd”, który nie kultywuje żydowskich tradycji, kultury ani tym bardziej religii. Jego syn, by odnaleźć grób dziadka na izraelskim cmentarzu musi posługiwać się telefoniczną aplikacją tłumaczącą z hebrajskiego, bo sam tych liter odczytać nie potrafi.

Autor dużo pisze w tej książce o sobie. Jego rola „złego Żyda” polega na krytycznym stosunku do Izraela. Pisał w ten sposób dla „Le Monde”, ale – jak sam przyznaje – francuskojęzyczną prasą nie specjalnie się przejmują w izraelskim MSZ. W książce natomiast zebrał wszystko to, co w izraelskiej polityce – szczególnie pod wodzą radykalizującej się prawicy – ocenia negatywnie. Uświadamia nam to, co możemy zaobserwować również w Polsce, że demokracja nie jest dana raz na zawsze i trzeba o nią dbać, a zaszkodzić jej mogą silne ego i ambicje pojedynczych polityków.

To wszystko prawda, jednak wydaje mi się, że Smolar zbyt surowo ocenia Izrael. Patrzę na to trochę przez pryzmat Polski. Tak, mamy fatalny rząd, który zasługuje na krytykę i potępienie. Ale jako osoba mieszkająca w tym kraju nie utożsamiam się z władzami i nie chcę być potępiana razem z nimi. Tak, jak w życiorysach poszczególnych ludzi, pewne sprawy nie nadają się do prostych ocen, nie są tylko czarne lub tylko białe.

Książka Smolara znajdzie z tego powodu zrozumienie w różnych środowiskach, ale raczej nie u polskich Żydów. To dlatego że oni często słyszą, że nie są u siebie, że ich prawdziwą ojczyzną jest Izrael, że jak im się coś nie podoba, to mają się tam wynosić. No i że są odpowiedzialni za „okupację Palestyny”. Polska nie pozwala Żydom być Polakami, wypycha ich na margines tolerowanej mniejszości. Wmawia im, że należą gdzieś indziej, ale na pewno nie tutaj. Każda polityczna krytyka ze strony Żyda spotyka się ze stwierdzeniem: „A przecież w Izraelu (w domyśle ‘w Twoim prawdziwym kraju’)…”. I jak z tym polemizować? Jak się do tego odnosić?

Piotr Smolar „Zły Żyd”, tłum. Agnieszka Grudzińska, wyd. Znak

Newsletter

Wpisz poniżej swój e-mail, a nie przegapisz najważniejszych artykułów!

About the Author

Katarzyna Markusz
Dziennikarka zajmująca się historią i kulturą polskich Żydów. Redaktor naczelna Jewish.pl.