Natalia Romik – architektka, badaczka, autorka projektu i Aleksandra Janus – antropolożka i kuratorka działań kulturalnych oprowadzają po swej wystawie, która trwa w warszawskiej galerii Zachęta jeszcze do 17 lipca tego roku. Dokumentalną treść wystawy wzbogaca komentarz obu badaczek, a koncepcję części artystycznej autorka objaśnia nam dodatkowo.
Wystawa Natalii Romik już od pierwszej chwili uderza swoją dwoistością.
Po pierwsze – pokazuje efekty niezwykłych badań archiwalnych i terenowych, w poszukiwaniu kryjówek, w których Żydzi próbowali przetrwać wojnę.
Po drugie – prezentuje obiekty, które autorka nazywa rzeźbami i choć one też mają aspekt dokumentalny, to jednak reprezentują tu sferę sztuki.
Kryjówki znane są nam z wielu relacji ocalałych Żydów, lecz często też z opowieści, czy zeznań postronnych świadków, gdy wszyscy ukrywający się zostali wygarnięci ze swego ukrycia i zamordowani. W projekcie Natalii Romik chodziło jednak nie tylko o relacje pisemne lub ustne, z których oczywiście korzystała, lecz o znalezienie i udokumentowanie rzeczywistych kryjówek w ich materialnym kształcie, tak jak dotrwały do naszych czasów.
Minęło osiemdziesiąt lat od kiedy Żydzi, którzy zdołali ujść z życiem po deportacjach i likwidacji gett, podejmowali próby przetrwania w kopanych przez siebie bunkrach lub innych zamaskowanych pomieszczeniach. Osiemdziesiąt lat, podczas których tyle się zmieniało, budowało, burzyło, betonowało. Co mogło zostać?
Natalia Romik podjęła swój projekt z dużym rozmachem, stając na czele całego zespołu współpracowników, korzystając ze wsparcia szeregu organizacji, fundacji i urzędów oraz z pomocy dziesiątek osób z różnych krajów.
Skutkiem poszukiwań jest odnalezienie i udokumentowanie przy użyciu najnowszych środków technicznych dziewięciu kryjówek w Polsce i na terenie obecnej Ukrainy. Jest tam olbrzymi, pusty w środku stary dąb w Wiśniowej na Podkarpaciu, schron w klasztornej piwnicy w Jarosławiu, kryjówka zbudowana w jednym z grobów na cmentarzu żydowskim na Okopowej w Warszawie, znane z filmu Agnieszki Holland „W ciemności” kanały pod ulicami Lwowa, czy ukraińskie jaskinie Ozerna i Verteba. Na wystawie pokazane są zdjęcia, skany 3D, dokumenty, bogate opisy oraz zupełnie niezwykłe znaleziska – przedmioty używane przez ukrywających się w kanałach Lwowa i szafa pokryta wewnątrz ołówkowymi rysunkami i napisami. Jeśli tylko było to możliwe, odtworzono imiona i nazwiska ludzi z badanych kryjówek . Do niektórych z nich udało się jeszcze dotrzeć.
Przyjrzyjmy się jednak rzeźbom Natalii Romik, jest ich dziewięć. Są to naturalnych rozmiarów odlewy wybranych fragmentów poszczególnych kryjówek; muru, podłogi, drzwi szafy czy pnia dębu. Z jednej strony Natalia Romik stara się zachować rzetelność naukową – precyzyjnie nanosi kontur odlewu w odpowiednich miejscach na rysunkach lub zdjęciach każdej kryjówki. Z drugiej strony daje pełną swobodę swojej twórczej inwencji. Ciemne odlewy wykonane z masy ziemnożywicznej mogłyby robić wrażenie śladów tamtej strasznej rzeczywistości, bo miałyby w sobie jej dotyk.
Może nawet spełniałyby rolę swego rodzaju relikwii – gdyby tylko autorka na tym poprzestała.
Niestety nie poprzestała. I w swoim ostatecznym kształcie jej obiekty artystyczne są pokryte nieskazitelnie lśniącym srebrem, całkowicie zatracając charakter pierwowzoru. Zgodnie z koncepcją mają być dla widza lustrem, chociaż jest to metafora raczej nieczytelna.
I w tym momencie zaczynam odczuwać nadmiar. Jakby ktoś koniecznie chciał powiedzieć wszystko co wie, choć często dla dobra wypowiedzi artystycznej warto dokonać wyboru. Zbyt wiele tu warstw czasowych i znaczeń, stłoczonych razem i jeszcze to nieszczęsne niby lustro, które wcale lustrem nie jest. Jest natomiast surowe, obcesowe i dlaczego się tak bezczelnie świeci?
Jak się ma srebro do kryjówki, która miała być niewidoczna? I do strasznego losu ludzi, którzy osiemdziesiąt lat temu siedzieli w prawdziwych ukryciach, nieustannie doznając strachu, głodu, brudu, zimna albo upału i braku świeżego powietrza?
Mając do czynienia z tematem takim jak ten, nie można ani na chwilę zapomnieć o jego wadze. Dlatego nawet nasza wizja artystyczna, na pozór nośna i atrakcyjna, nie może przesłonić właściwych bohaterów tej wystawy, czyli kryjówek i ludzi, którzy próbowali w nich przeżyć.
W ekspozycji zaprezentowanej przez Natalię Romik i Aleksandrę Janus – oprócz jej niespójności – uderza nadmiar możliwości i środków, co stanowi jaskrawy kontrast z rzeczywistością kryjówek i całkowitym ogołoceniem ich mieszkańców. Kiedy się o tym pomyśli, może dobrze przypomnieć sobie takie słowa jak prostota i ubóstwo. I zachować właściwe proporcje.
Na zakończenie jeszcze jedna refleksja. Im bardziej oddalamy się w czasie od Zagłady, tym trudniej nam wyobrazić sobie tamtą codzienność, a doświadczenie wojny jest coraz bardziej odrealnione. Widać tu wyraźną różnicę w percepcji Zagłady między tzw. Drugim a Trzecim Pokoleniem. Trzecie Pokolenie, które teraz mierzy się z tym tematem, zbyt łatwo traktuje go jako materię do własnych twórczych poszukiwań, ponieważ nie jest już w stanie tamtego doświadczenia dostatecznie odczuć.
Wydaje mi się, że materiał zgromadzony na wystawie w Zachęcie prezentowałby się znacznie klarowniej, gdyby pokazano go w postaci dwóch oddzielnych ekspozycji, może w różnych miejscach. I taki podział obu częściom: i historyczno-dokumentacyjnej, i artystycznej wyszedłby tylko na dobre.
Niemniej, autorce projektu, jak i jej współpracownikom należy się podziw i uznanie za olbrzymie zaangażowanie w realizację tak szeroko zakrojonego przedsięwzięcia, za odkrywanie zakamarków żydowskiej historii i przechowywanie pamięci.
Sara Abrahamer
Wystawa Natalii Romik “Kryjówki. Architektura przetrwania” trwa w Galerii Zachęta w Warszawie od 31 marca do 17 lipca 2022.
