Częstochowianin w jidyszowym filmie o chasydach z Brooklynu

Menashe Lustig i Ruben Niborski w scenie z filmu "Menashe", fot. YouTube screen.

Na ekrany amerykańskich kin wszedł właśnie film „Menashe” Joshuy Weinsteina. Na początku sierpnia zostanie on pokazany w ramach festiwalu Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Jednym z aktorów występujących w filmie jest pochodzący z Częstochowy Yaakov Wasilewicz.

– Urodziłem się w Częstochowie. Moja mama Halina Wasilewicz BP przez 43 lata była przewodniczącą TSKŻ (Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów) w Częstochowie. Dorastałem więc w środowisku bardzo kulturowym, wśród aktorów, muzyków, pisarzy, którzy odwiedzali nasz klub TSKŻ – wspomina Yaakov.

W 2004 roku w wieku 15 lat wyjechał do USA. Studiował w jesziwach: Bobov Yeshiva na Boro Park, T.A. (Chofetz Chayim) w Baltimore, Shor Yoshuv w Lawrence, NY. – Studiowałem też psychologię i edukację w Touro College na Brooklynie i uczęszczałem do szkoły muzycznej Belz School of Jewish Music w Yeshiva University, gdzie jednym z moich nauczycieli był Kantor (Chazan) Joseph Malovany.

Yaakov jest muzykiem, gra na gitarze, komponuje i śpiewa swoje własne niguny i pieśni. Przyznaje, że zawsze lubił występować przed publicznością, czy to w szkolnych przedstawieniach, czy w teledyskach. Pierwszą propozycję pracy w filmie dostał w lipcu 2013 r. Skontaktował się z nim kantor Yaakov Lemmer z Nowego Yorku, mówiąc, że potrzebny będzie jako aktor śpiewający po polsku do filmu „The Openning Night”, ze słynnym Dudu Fisherem w roli głównej. – Spędzałem wtedy wakacje razem z moją mamą w Izraelu. Chcieli zapłacić za mój bilet, żebym przyleciał do NY na kręcenie filmu. Jednak ważniejsze było dla mnie spędzenie czasu z mamą, z którą cały rok się nie widziałem. Zrezygnowałem więc wtedy z jednej z ważnych ról. Natomiast wciąż byłem im potrzebny do pomocy w przetłumaczeniu słów piosenki z angielskiego na polski. Zrobiłem to z przyjemnością.

Menashe Lustig i Yaakov Wasilewicz podczas filmowej sceny w synagodze.

W ten sposób Yaakov rozpoczął swoją przygodę z filmem. Dwa lata temu zobaczył ogłoszenie o poszukiwaniu aktorów do filmu „Menashe”. Warunkiem była znajomość jidysz. – Mieszkając przez jakiś czas w Boro Park wśród chasydów, nauczyłem się trochę jidysz. Wcześniej ten język znałem jedynie z podsłuchiwania w domu, kiedy to mama rozmawiała z kimś przyjezdnym z zagranicy lub przez telefon. Od lat starałem się nauczyć od mamy takiego jidysz, jakiego ona nauczyła się od swoich rodziców – polskiego jidysz.

Yaakov napisał maila do twórców filmu, informując, że jego jidysz nie jest aż tak dobry, ale może jednak do czegoś się przyda. – Odpowiedzieli, że potrzebują aktorów, więc żebym przyjechał, bo na pewno coś się dla mnie znajdzie. I tak się stało.

Przyjechał ubrany tak, jak mu kazano: biała koszula, czarny garnitur i czarny kapelusz. – Tak, jak chodzę ubrany w każdy Szabat.

Pracował na planie przez cały dzień – od 10.30 do 17. – Potrzebny byłem do sceny minjanu, czyli 10 modlących się Żydów w Synagodze – wspomina. – Podczas tej sceny ojciec przychodzi razem ze swoim synem do synagogi, aby się pomodlić i zobaczyć z Rabinem. Mimo tego, iż wielokrotnie powtarzaliśmy tę samą scenę, to jednak za każdym razem było to nowe doświadczenie.

„Menashe” opowiada historię ponad 30-letniego wdowca, któremu wspólnota żydowska nie chce pozwolić na samotne wychowywanie 9-letniego syna dopóki powtórnie się nie ożeni. Menashe musi udowodnić – sobie i innym, że sam potrafi stworzyć odpowiedni dom dla chłopca. Scenariusz w 95 procentach oparto na prawdziwych wydarzeniach. Reżyserowi zależało na tym, by jego bohaterowie mówili w jidysz, chociaż sam tego języka nie zna.

– Bardzo się cieszę z pracy na planie pod kierownictwem Joshuy Weinstein’a – zapewnia Yaakov. – Jest on bardzo utalentowanym młodym reżyserem. To był pierwszy raz, kiedy zagrałem w jego filmie i mam nadzieję, że nie ostatni.

„Menashe” będzie można zobaczyć 9 i 10 sierpnia we Wrocławiu w ramach Festiwalu Nowe Horyzonty. Szczegółowy program https://www.nowehoryzonty.pl/menu.do?m=program