Bałwanienie do kwadratu – o filmie “Ciotka Hitlera”

plakat filmu "Ciotka Hitlera"

Film “Ciotka Hitlera” to autorskie dzieło reżysera Michała Rogalskiego znanego dotąd przede wszystkim jako twórca serialu “Wojenne dziewczyny”. W obu przypadkach akcja dzieje się podczas wojny, z czego możemy wnioskować, że Rogalski czuje się szczególnie mocno osadzony w realiach okupacyjnych. Producentem i dystrybutorem “Ciotki Hitlera” jest TVP, instytucja od sześciu już lat stojąca w pierwszym szeregu walki o dobre imię Narodu Polskiego – co nie jest tu bez znaczenia. Film wszedł na ekrany 25 czerwca 2021 i – jak się wydaje – dość szybko z nich zszedł. A szkoda, bo jest to obraz ze wszech miar godny polecenia, choć niekoniecznie z powodów, które reżyser i producent byli w stanie przewidzieć.

Jak wspomniałem, wiatr historii (i decyzje niewyrobionej publiczności) zdmuchnęły przedwcześnie obraz reżysera Rogalskiego z ekranów. Aby ocalić “Ciotkę Hitlera” od zapomnienia pozwalam sobie podzielić się z Państwem kilkoma uwagami przejętego widza.

Akcja filmu rozgrywa się gdzieś późnym latem 1943 r – trwa polowanie na Żydów, a w Warszawie ukrywa się rodzina żydowska – mąż, żona wraz z małą córeczką. Mają aryjskie papiery, ale ojciec – warszawski adwokat – wygląda jak Czech (dla niewtajemniczonych – “wyglądać jak trzech Żydów”…), więc melinę nawiedzają szmalcownicy. Paskudne typy ale, jak wiemy, w każdej społeczności (nawet tak fajnej jak Polacy) znajdzie się parę zgniłych jabłek…. Przerażeni gospodarze (pani domu w zaawansowanej ciąży) mają dość, proszą Żydów żeby sobie poszli.

Ci tułają się po mieście, ale nigdzie nie mogą znaleźć schronienia. Koniec końców przychodzą na komisariat policji granatowej, prosząc policjantów, żeby ci wydali ich w ręce gestapo. No bo już stracili wolę życia, wszystko im jedno. Komendant, dobry Polak (jak to granatowy) wyprowadza Żydów przed komisariat, sam wsiada w rykszę, a im każe się ratować. Niech się Żydzi tak łatwo nie poddają! – zdaje się mówić polski policjant.

Akcja filmu jest wielowątkowa. W czasie gdy żydowska rodzina próbuje bezskutecznie złamać charakter komendanta posterunku grantowej policji i skierować go na śliską drogę kolaboracji z okupantem, do chłopskiej zagrody, gdzieś w lesie, przyjeżdżają Niemcy. W kryjówce pod podłogą znajdują kilkoro Żydów. Wszystkich rozstrzeliwują – Żydów i Polaków pospołu. Pomordowani Polacy i Żydzi leżą koło siebie złączeni braterstwem wspólnego losu nawet po śmierci. Jedni i drudzy -ofiary Holokaustu. Odkrywa ich flisak, mężczyzna w średnim wieku, przewożący tratwą (w towarzystwie dwóch dorastających synów) piasek przez Wisłę. Jedynie Marysia, dziecko kilkumiesięczne, zostaje oszczędzona z pogromu. Poza Marysią flisak ratuje też obraz Najświętszej Maryi Panny, który wsuwa do teczki i zabiera ze sobą. Marysi już w filmie “Ciotka Hitlera” co prawda więcej nie zobaczymy, ale możemy mieć nadzieję, że doczekała wyzwolenia. Trzymamy za nią kciuki. Może będzie sequel?

Tymczasem żydowska rodzina w Warszawie błąka się po mieście nie mogąc nigdzie znaleźć meliny. Problem jest z ojcem, warszawskim adwokatem, który nie może “chodzić”, bo kuleje na aryjskość. Żona i córeczka (dziecko blond), obie śliczne, mogą z powodzeniem udawać Polki. U kresu sił, pragnąc zapewnić żonie i córce świeży start, żydowski adwokat rzuca się z piątego piętra kamienicy na bruk. Żona widzi śmierć męża, a potem ucieka wraz z dzieckiem poza Warszawę, planując samobójstwo w bardziej wyrafinowany sposób. Wchodzi na most na Wiśle, najpierw zrzuca do rzeki córkę, potem skacze sama w ślad za nią. Traf chciał, że pod mostem przepływa akurat nasz flisak wraz z dwoma synami. Ratują dziecko i matkę (bo takie jest prawo rzeki, że nawet “ciotkę Hitlera” trzeba ratować – stąd tytuł obrazu), biorą je do domu i opiekują się nimi serdecznie, tak jak zrobiłby w końcu każdy prawdziwy Polak. Żydówki są gołe jak święty turecki, nie mają grosza – ale flisak wie, że “tonącego trzeba ratować” więc korzyści materialne są nieistotne.

W nocy nasz flisak spogląda na obraz matki Boskiej z dzieciątkiem i mówi: “ot, jeszcze jedna Żydówka!”. Żona na to: “nie bluźnij!”. Ale flisak wie, że Żydem była nie tylko Matka Boska, ale – jak można sądzić – wręcz sam Pan Jezus…. Symbolika tej chwili jest wręcz namacalna, gęsta – obrazek matki Boskiej wiszący nad małżeńskim łożem flisaka, to przecież ten sam, który jeszcze dzień wcześniej należał do Polaków pomordowanych przez Niemców za ukrywanie Żydów!

Tymczasem na rzece, w pobliżu domu flisaka, młodziaki z SS robią sobie zawody wioślarskie. Dewizą młodych SS-manów jest świetnie nam znany ze świata polityki zwrot “Meine Ehre Heißt Treue!”, ale dla dzielnego flisaka to tyle co nic, czyli furda! Ze stoickim spokojem zaprasza obie Żydówki na stryszek, a sam, z iście angielską flegmą, dalej tresuje gołębie w gołębniku…. Następnego dnia, do stojącego na odludziu domku flisaka przychodzi patrol żandarmerii. Jak wszyscy świetnie wiemy, patrole żandarmerii wpadały do polskich gospodarstw tak często, że ukrywanie Żydów było wręcz niemożliwością. Sprawdzają dokumenty, przeszukują dom – jednak cudem nie zauważają pani adwokatowej wraz z córką… Niemcy w ogóle są dość nierozgarnięci i rodzima inteligencja naszego flisaka rysuje się w tej konfrontacji szczególnie wyraźnie. Jeden z żandarmów słyszy co prawda kichnięcie ukrywającej się na strychu dziewczynki, ale łatwo daje się przekonać, że to na pewno gruchanie gołębi!

Koniec końców adwokatowa przypomina sobie, że zostawiła walizkę z wartościowymi rzeczami u Polaków, u których wcześniej się ukrywali. Obie Żydówki wraz z flisakiem, ryzykując życiem, udają się więc do Warszawy. Docierają na miejsce, a tu okazuje się, że byli gospodarze całą walizkę już dawno rozkradli, mając niesłuszną nadzieję, że “Żydzi już nie wrócą”. Może to nie są Polacy, ale jacyś folksdojcze??! Tego reżyser do końca nam nie wyjaśnia, a szkoda. W drodze powrotnej na flisaka oraz na Żydówki napadają szmalcownicy, podli ludzie, których spotkaliśmy już wcześniej, na samym początku filmu. Całe szczęście że, jak wiemy z licznych oświadczeń IPN-u, szmalcownicy, to nie Polacy. W ogóle, pytamy się, jakim cudem jacyś szmalcownicy jeszcze się w Warszawie ostali, skoro polskie państwo podziemne tropiło ich tak zawzięcie??!

Ale na nic ich haniebne knowania – w odpowiedzi na rozpaczliwe gwizdy naszego flisaka z miejsca zbiega się pospolite ruszenie dobrych Polaków, którzy przeganiają podłych szmalcowników za góry i za lasy. Jednemu ze szmalcowników udaje się, co prawda, dźgnąć nożem naszego flisaka, ale odpowiednia dawka wódki stosowana tak wewnętrznie jak zewnętrznie okazuje się skutecznym panaceum. Koniec, klaps, finito, Żydówki ściskają się z flisakiem i innymi Polakami, słońce zachodzi, międzyrasowa miłość kwitnie, Polak z Żydem dwa bratanki, alleluja!

Konkludując: jeżeli Państwo mają ochotę się nieźle pośmiać, jeżeli Państwo lubią dobrą komedię, to bardzo polecam wyżej omówiony obraz. Rzecz jest lekka, napisana ze swadą, dialogi zabawne, humor sytuacyjny najwyższej jakości.

Reżyser Rogalski – powołuję się na portal filmowy – pracuje nad kolejnym obrazem pt. “Każdy wie lepiej”. Podobnie jak “Ciotka Hitlera”, ma to również być komedia: “w której dominują ciepłe relacje i duża bliskość z bohaterami. Opowiada o perypetiach pary, która próbuje złożyć jedna rodzinę z dwóch odmiennych światów. Cudze dzieci, byli małżonkowie, nachalni dziadkowie. Czy Ania i Grzesiek przeżyją najazd swoich rodzin, które usiłują zwalczyć związek swoich dorosłych dzieci?”. Możemy jedynie mieć nadzieję , że Ania i Grzesiek są parą mieszaną, polsko-żydowską, gdyż komediowe podejście do stosunków polsko-żydowskich jest terenem , na którym reżyser Rogalski realizuje się najlepiej.

Na koniec, bez widocznego związku z “Ciotką”, chciałbym zacytować passus z jednej z najwybitniejszych książek literatury światowej: “Tegoż samego dnia oberfeldkurat Ibl był już w Wiedniu i znowu innemu marszbatalionowi wykładał wzruszającą historię, o której mówił Szwejk, a która tak mu się podobała, że nazwał ją bałwanieniem do kwadratu”.

Jan Grabowski

Newsletter

Wpisz poniżej swój e-mail, a nie przegapisz najważniejszych artykułów!