„Saga, czyli filiżanka, której nie ma” Cezarego Harasimowicza

Czekałam na tę książkę z ciekawością i zainteresowaniem. Najbardziej ze względu na wątek Adama Królikiewicza, dziadka autora, który był fenomenalnym jeźdźcem, utytułowanym w wielu międzynarodowych konkursach, był też medalistą olimpijskim. Harasimowicz nie zawodzi – poświęca swemu niezwykłemu dziadkowi bardzo wiele miejsca w książce, w zasadzie jest on postacią wiodącą. Słusznie. Kawalerzysta, major, odznaczany i doceniany. Do wszystkich splendorów doszedł sam. Interesująca jest jego droga do sukcesu, bardzo trudna, niezwykła i mocno… filmowa.

Równie interesujący jej wątek mariażu Królikiewicza z Muszką Lilienstern, córką Stanisława i Tomisławy (Funi) Liliensternów. Ojciec panny młodej, inspektor w glinojeckiej cukrowni był niezwykłym człowiekiem wyprzedzającym swoje czasy. Autor wtłacza w historię rodziny szczegóły z życia pradziadka, nie zapominając o anegdotach (jak choćby ta z ciechanowskim dentystą Gliksonem, czy listonoszem Goldmanem).

Postaci skrzą się wyjątkowym blaskiem, są pełne swady, emocji, życia. Autor zagląda do pamiętników matki, dziadka, przytacza ich wspomnienia, szczegóły z ważnych dla nich chwil, jest więc barwna opowieść o kawalerii, dwudziestoleciu międzywojennym, high lifowych zawodach jeździeckich, czy późniejszych dramatycznych zdarzeniach z czasów wojny i okupacji. Są romanse, miłości, narodziny dzieci, zwykłe życie toczy się obok tego wielkiego, zmieniającego losy narodów.

Autor wprowadza też w fabułę kroniki aktualne do opisywanych zdarzeń, fragmenty dzienników, tytuły artykułów, ważniejsze zdarzenia. Celowy zabieg pokazujący w szerszym kadrze ówczesny świat, nie tylko z perspektywy rodzinnego detektywa szukającego wiadomości o przodkach, ale też zaangażowanego badacza chcącego wiedzieć więcej.

Harasimowicz idzie w swych zabiegach dalej i z książki wspomnieniowej robi pewne ćwiczenie stylistyczne, nie do końca trafione w mój gust, ale prawdopodobnie ciekawe dla czytelników w ogóle. Otóż odtwarza on rodzinne sytuacje, czy to rozmowy przy stole, wymianę myśli podczas podróży, przepychanki słowne między szwoleżerami itp. Komponuje, składa, produkuje dialogi, które jego zdaniem mogłyby paść. Jak dla mnie to słaby punkt, nadwątlający strukturę, której wcale nie były potrzebne tego typu zabiegi.

Fotografie, kroniki, elementy dzienników, a także rodzinne wspomnienia wystarczyłyby.

Z drugiej strony autor stwarza szczególne poczucie intymności, wprowadzenia do bardzo prywatnego świata, pozwala czytelnikowi na uczestniczenie w bardzo ważnym i trudnym procesie rozumienia i akceptowania wyborów własnych protoplastów. Potrzeba odwagi i dystansu, by tak dalece otworzyć się przed czytelnikiem. I mieć do niego zaufanie, rzecz nietypowa i niezwykła ostatnimi czasy. I choćby dlatego wymaga rzetelnego przeczytania „Sagi”.

Cezary Harasimowicz „Saga czyli filiżanka, której nie ma”, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2017

Katarzyna Batarowska