Refleksje po kampanii wyborczej

Miniona kampania wyborcza obfitowała w wątki antyżydowskie. Podobnej nie było od początku lat 90. Wtedy jednak upatrywano przyczyn w „młodości” demokracji. Dziś jesteśmy na innym etapie.

Kilka lat temu w Polsce zainicjowano kampanię antyimigrancką. Publiczne media w porze najwyższej oglądalności straszyły widmem najazdu imigrantów – obcych kulturowo i przenoszących choroby. Nietrudno było przewidzieć, że ostrze propagandy zostanie kiedyś wymierzone przeciwko Żydom.

Kampania wyborcza w 2019 r. była urzeczywistnieniem tej wizji. Prawicowe partie wyciągnęły z rękawa długo skrywaną kartę – kwestię nieruchomości ofiar Zagłady. Zamiast rzetelnej dyskusji w mediach o istocie sprawy, Polacy zostali zasypani nieskonkretyzowanymi przekazami o rzekomych roszczeniach, które miałyby doprowadzić kraj do finansowej ruiny. Co ważne, nie było to udziałem tylko tych partii, które można traktować w kategoriach politycznego folkloru i ekstremy.

O roszczeniach, w charakterystyczny dla siebie, pozostawiający wiele do interpretacji sposób, mówił Jarosław Kaczyński: „Próbuje się z nas zrobić sojuszników Hitlera. I próbuje się jeszcze czegoś więcej. Próbuje się twierdzić, że Polska ma w związku z II wojną światową jakieś zobowiązania finansowe. Otóż tak, są zobowiązania finansowe – wobec Polski i wobec Polaków, a Polska żadnych zobowiązań nie ma. (…) My nie jesteśmy nikomu nic winni”.

Podobnie wyraził się premier Mateusz Morawiecki: „Pamiętamy o tragicznych losach polskiego narodu w trakcie II wojny światowej, dlatego nie będzie zgody na wypłatę odszkodowań z naszej strony”.

Mniej subtelny był poseł PiS Tadeusz Cymański: „Nie udawajmy Greka, nie strugajmy głupka. Powiedzmy sobie jasno: nie ma mowy o żadnym oddawaniu majątku Żydom”.

Rząd niewątpliwie przysporzył popularności PiS-owi, odwołując wizytę izraelskiej delegacji. Wyborcy otrzymali kolejny sygnał, kto jest ich „obrońcą”.

W najbardziej ruchliwych punktach Warszawy zbierano podpisy pod petycją przeciwko ustawie 447. Traktem Królewskim przeszła manifestacja Stowarzyszenia „Marsz Niepodległości” i innych ugrupowań nacjonalistycznych, zorganizowana pod hasłem „Stop 447”.

Sprawa zwrotu nieruchomości dotyczy tysięcy osób, które mieszkają w budynkach pozostałych po ludziach zamordowanych podczas Zagłady, a dziś często stanowiących mienie komunalne. Sprzeciw wobec uregulowaniu tej kwestii to skuteczny oręż populistycznych polityków.

Na poziomie ulicy słowo „Żyd” powróciło jako obelga przeciwko niechcianym kandydatom. W Warszawie wypisywano je na banerach Władysława Teofila Bartoszewskiego, w Będzinie – na transparentach Renaty Caban z .Nowoczesnej i Mirosławy Nykiel z Platformy Obywatelskiej. Na Mokotowie rozklejano amatorskie plakaty z hasłami „Żydzi won” i „Pogonimy Żydów 1939 – 2019”, sygnowane przez Konfederację Korwin, Braun, Liroy, Narodowcy. W innej stołecznej dzielnicy pojawiły się plakaty z napisem „Pejsate Żydy won z Polski”.

Jeszcze niedawno antysemickie akcenty w polskiej polityce były rzadkością. Kiedy w 2013 r. popularna aktorka użyła w telewizji słowa „pożydził”, wybuchł skandal, a stacja telewizyjna wyraziła ubolewanie. Ten standard to na razie przeszłość.

Ostatnie wydarzenia to bolesny czas dla Żydów mieszkających w Polsce. Znów rodzą się myśli o emigracji. Choć może jest i tak, że „dni pogodne kryje w sobie ciemny mrok i jeszcze przyjdzie dzień stęskniony naszych snów”.

X