Wydano pozwolenie na budowę upamiętnienia Archiwum Ringelbluma

Projekt upamiętnienia miejsca ukrycia Archiwum Ringelbluma, fot. @UpamietnienieArchiwumRingelbluma/Facebook

Miejsce, w którym w czasie wojny ukryto Archiwum Ringelbluma zostanie upamiętnione. Wydział Architektury i Budownictwa warszawskiej dzielnicy Wola wydał pozwolenie na budowę. Upamiętnienie ma stanąć na skwerze przy ul. Nowolipki.

O potrzebie uhonorowania miejsca, gdzie ukryto archiwum warszawskiego getta, mówiło się od kilku lat. Pomnik ma mieć formę zagłębienia w ziemi, nad którym znajdzie się przezroczysta skrzynia w kopią archiwalnego dokumentu. Koszt budowy to ok. 85 tys. zł.

Tworzenie Archiwum w czasie wojny zainicjował historyk dr Emanuel Ringelblum w listopadzie 1940 roku. Powołał on do życia tajną organizację o kryptonimie Oneg Szabat. Jej członkowie zbierali zarówno akta oficjalnych instytucji jak i prasę, dzienniki oraz pamiętniki mieszkańców getta, niemieckie obwieszczenia, afisze, ulotki, napływającą do getta korespondencję, kartki żywnościowe, a nawet papierki po cukierkach i bilety tramwajowe. W Archiwum znalazło się również kilkadziesiąt fotografii, a także ponad 300 rysunków i akwarel. Zgromadzone w nim materiały – liczące 30 tysięcy kart – nie mają odpowiedników w innych zespołach archiwalnych na świecie. Nierzadko są ostatnimi świadectwami o życiu, cierpieniu, śmierci pojedynczych osób, ale też całych społeczności z miast i miasteczek rozrzuconych po całej Polsce.

Pierwszą część Archiwum Ringelbluma ukryto w nocy z 2 na 3 sierpnia 1942 roku. W getcie od 12 dni trwała deportacja Żydów warszawskich do obozu zagłady w Treblince. W obliczu nieuchronnej śmierci postanowiono zabezpieczyć Archiwum, aby świadczyło o losach wymordowanego narodu. Na miejsce ukrycia wybrano piwnice żydowskiej szkoły im. Bera Borochowa przy ulicy Nowolipki 68. Jej dyrektor, członek Oneg Szabat i jeden z najbliższych i najbardziej zaufanych współpracowników Emanuela Ringelbluma Izrael Lichtensztajn wraz ze swymi uczniami – Dawidem Graberem i Nachumem Grzywaczem zapakowali do dziesięciu metalowych skrzynek, a następnie zakopali w piwnicy pierwszą część zebranych dokumentów.

W jednej ze skrzynek ukryli także własne testamenty. W ostatnich, pośpiesznie skreślonych zdaniach przez Nachuma Grzywacza czytamy: „Byłem jednym z tych grabarzy, którzy zakopali skarb. W czasie, kiedy zabijano dziesiątki ludzi za różne przewinienia, zakopaliśmy ten materiał, abyście się dowiedzieli o cierpieniach i mordach dokonywanych przez hitlerowską tyranię. (…) Nie znam losu moich rodziców. Nie znam mego losu. Nie wiem czy będę mógł wam opowiedzieć co się stało dalej. Pamiętajcie: ja nazywam się Nachum Grzywacz”.