Ostatni numer “Midrasza”

Drodzy Przyjaciele, Szanowni Czytelnicy,

Numer „Midrasza”, który zaraz otrzymacie, jest ostatnim numerem naszego pisma. Tak, to prawda. Nosiliśmy się z tą decyzją od pewnego czasu, a podjąwszy ją i podzieliwszy się wieścią z niektórymi przyjaciółmi, usłyszeliśmy głosy niedowierzania oraz pytania, jak to możliwe. Dlatego teraz, już oficjalnie, musimy ją potwierdzić: po 22 latach „Midrasz” przestanie się ukazywać. 22 lata to 22 litery hebrajskiego alfabetu, po jednej na każdy rok. Może to przypadek, może kryje się w tym jakieś tajemne znaczenie – w każdy razie niech starczy za symbol. Gdy na przełomie 1996 i 1997 roku zaczynaliśmy, pod wodzą Konstantego Geberta, planować przyszłą gazetę i instalować się w biurze przy ulicy Twardej 6, chyba nikt – redakcja, sponsorzy, czytelnicy – nie przypuszczał, że „Midrasz” przetrwa tak długo. Sami nie spodziewaliśmy się, że 22 lata miną tak prędko.

Przyczyny, dla których „Midrasz” przestanie się ukazywać, są złożone – od lokalnych po globalne. Aby uciąć wszelkie spekulacje, zdradzimy od razu, że czynnikiem zasadniczym były pogłębiające się z roku na rok problemy finansowe. Borykaliśmy się z nimi długo i mimo stałych, hojnych dotacji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, Instytutu Książki, oraz warszawskiej Gminy Żydowskiej, a także prywatnych filantropów, nie udało nam się ich rozwiązać systemowo. Naszym dobroczyńcom serdecznie dziękujemy, bez nich przygoda „Midrasza” nie trwałaby tak długo. Najpewniej w ogóle by się nie rozpoczęła. Teraz, gdy pieniędzy jest coraz mniej, a sytuacja na rynku mediów papierowych (dla małych i dla gigantów) robi się coraz gorsza, nasza przygoda dobiega końca.

Zamykamy pismo ze świadomością, że za nami cała epoka. Kiedy w kwietniu 1997 roku ukazał się pierwszy numer „Midrasza”, internet dopiero raczkował, media społecznościowe nie istniały, a druk magazynu ilustrowanego trwał przeszło tydzień. Na „żydowskiej ulicy” Fundacja Ronalda S. Laudera, nasz pierwszy sponsor, wtłaczała świeżą energię w niewielką społeczność polskich Żydów, dla których „Midrasz” był przeznaczony. Byliśmy widzami i uczestnikami tego procesu, i choć z czasem – także pod wpływem internetowych forów – zmieniliśmy profil z informacyjnego na społeczno-kulturalny, a wreszcie na kulturalno-literacki, staraliśmy się śledzić przemiany owej społeczności. Dzisiaj jest ona zupełnie inna niż 22 lata temu. Zmieniła się formuła, potrzeby, zmienili się ludzie. Wielu, najwierniejszych przyjaciół „Midrasza”, zabrakło. W ciągu dwóch dekad odeszło od nas (co konstatujemy z żalem, ale taka jest przecież kolej rzeczy) niemal całe pokolenie Czytelników, wśród nich Żydów z Polski i z emigracji, nawykłych do kupowania i prenumerowania czasopism. A także niejeden autor czy autorka „Midrasza”. Zastąpić ich czytelnikami nowymi nie bardzo nam się udało. Może to nasza wina, ale chyba i znak czasu, a zatem kolejny powód, dlaczego się z Państwem żegnamy.

Za nami 22 lata, 210 (podług numeracji ciągłej) edycji „Midrasza” i kilka tysięcy artykułów, tekstów publicystycznych, esejów, przekładów, komentarzy religijnych, notek, wywiadów i fragmentów literatury. Niemal 200 kolorowych okładek, setki ilustracji. A także kilkanaście inicjowanych przez redakcję dyskusji na tematy wszelkie, choć zawsze związane z główną misją „Midrasza” – przybliżaniem i objaśnianiem czytelnikom żydowskiej tradycji, kultury i tożsamości. Niektóre przedrukowujemy w pierwszej części niniejszego numeru. Powiedzą o nas więcej niż suche statystyki.

Przed nami praca archiwistów, których obowiązkiem wobec przyszłych czytelników, wobec badaczy prasy i dziejów Żydów polskich, jest zabezpieczyć własny dorobek, podsumować go, stworzyć ogólnodostępne archiwum internetowe, a wybrane teksty przedstawić w edycjach książkowych. Niemałe zadanie, ale, mówiąc nieskromnie, mamy już jakąś wprawę. Jednym słowem, nie żegnamy się całkiem. I choć nie wiadomo, co przyszłość przyniesie – i państwu, i światu, i kruchej społeczności żydowskiej, i nam samym, prosimy już teraz: zostańcie z nami.

A w ogóle to bardzo Wam, czytelnikom i współtwórcom „Midrasza”, dawnym i obecnym, dziękujemy!

Redakcja

A w numerze ponadto: Kazimierz Orzechowski o malarzu i grafiku Robercie Geninie; Jan Gondowicz – „Potworny narkotyk Schulzowskiego cynamonu”; rozmowa z Krzysztofem Gawronkiewiczem o „Zeligu”; Justyna Michniuk o Romaniotach (greckich Żydach); Dorota Liliental o Inie Eigerównej; Olga Medvedeva-Nathoo o losach jednego wychowanka sierocińca Korczaka; rozmowa z Kelly Copper i Pavlem Liską o filmie na podstawie prozy Elfriede Jelinek; poezja Mani Lejba (w przekładzie Belli Szwarcman-Czarnoty); proza: Jenty Masz (w przekładzie Belli Szwarcman-Czarnoty), Izraela Joszuy Singera (w przekładzie Anny Ciałowicz), Alexandra Askanasa i Pawła Heszena.

Okładkę, jak wiele poprzednich, zaprojektował niezawodny przyjaciel naszego pisma, Pawel Susid.

Piotr Paziński