„Dorastaliśmy w kraju, gdzie wolne wyrażanie jakiejkolwiek opinii było bezwzględnie tłumione”

Upamiętnienie członków "Białej Róży" na Uniwersytecie w Monachium

Monachium, jako stolica Bawarii, to miejsce, gdzie narodził się narodowy socjalizm i gdzie utrzymywał się on najdłużej. Tu Hitler miał najwierniejszych zwolenników, ale i pierwszych wrogów – grupę studentów, którzy już w 1942 r., gdy niemiecka armia odnosiła spektakularne sukces, sprzeciwili się nazistom i domagali się ich obalenia.

Niemcy – w przeciwieństwie do przedstawicieli innych nardów – nie zaprzeczają temu, co robili w czasie II wojny światowej. Tak wygląda zresztą niemiecka polityka historyczna od wielu lat i nic się w tej kwestii nie zmienia.

W 1970 r. kanclerz RFN Willy Brandt uklęknął pod pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie. W grudniu 2019 r. kanclerz Angela Merkel mówiła w Muzeum Auschwitz: „Odczuwam głęboki wstyd biorąc pod uwagę barbarzyńskie zbrodnie, które zostały tu popełnione przez Niemców. Były to zbrodnie i przestępstwa, które wykraczały poza wszelkie granice tego, co można było sobie wyobrazić, szczególnie biorąc pod uwagę te straszliwe rzeczy, które wyrządzono kobietom, dzieciom i mężczyznom w tym miejscu”.

W centrum Monachium stoi niewielki pomnik, poświęcony tym, którzy sprzeciwili się narodowemu socjalizmowi wtedy, gdy owładnął on całe Niemcy i niósł zniszczenie Europie. Już z pierwszego zdania zamieszczonej na nim inskrypcji dowiadujemy się, że zdecydowana większość monachijczyków Hitlera popierała a upamiętnione tam osoby były nielicznymi wyjątkami. Szczerość godna pozazdroszczenia.

Monument poświęcono ludziom, którzy wywodzili się z różnych środowisk, a ich opór przeciwko narodowemu socjalizmowi przybierał różne formy – od krytycznych wypowiedzi, poprzez protesty, do pomocy osobom prześladowanym. Marie-Luise Schultze-Jahn wraz ze swoim partnerem życiowym Hansem Leipeltem odtworzyła i rozprowadziła szóstą ulotkę „Białej Róży” z dopiskiem „… a ich duch wciąż żyje!”. Oboje zostali wydani i aresztowani w październiku 1943 r. Leipelt został stracony w Monachium 29 stycznia 1945 r. Miał 24 lata. Schultze-Jahn skazano na 12 lat więzienia. Również w styczniu 1945 r. – gdy Niemcy zadawali sobie sprawę z tego, że wkrótce przegrają wojnę – stracony został 39-letni Hans Hutzelmann, który należał do Antynazistowskiego Niemieckiego Frontu Ludowego. Najmłodszą z upamiętnionych tu ofiar jest Walter Klingenbeck, który pisał ulotki wzywające do obalenia narodowego socjalizmu. Sąd Ludowy skazał go na śmierć. Wyrok wykonano w 1943 r. Klingenbeck miał 19 lat.

„Biała róża” to chyba najbardziej znana antyhitlerowska organizacja działająca w Niemczech. Jej wyjątkowość polega na tym, że sprzeciwiała się nazistom już wtedy, gdy odnosili oni ogromne sukcesy. Studenci monachijskiego uniwersytetu – Hans Scholl, Sophie Scholl, Christoph Probst, Alexander Schmorell i Willi Graf wraz z profesorem Kurtem Huberem – pisali antywojenne i antynazistowskie ulotki, które rozrzucali w miejscach publicznych. W lutym 1943 r. Sophie wraz ze swoim bratem Hansem i Christophem Probstem zostali przyłapani przez woźnego w trakcie rozprowadzania ulotek na monachijskim uniwersytecie. Cztery dni później zostali skazani na śmierć. Wyrok wykonano od razu. Sophie miała niecałe 22 lata.

Upamiętnienie działalności “Białej Róży” przed wejściem do budynku monachijskiego uniwersytetu

Jej ulotki zostały wtedy skonfiskowane, ale dziś w tym samym miejscu każdy może je przeczytać. Plac przed uczelnią nosi imię Rodzeństwa Scholl, a informacje o ich działalności wraz ze zdjęciami wmurowano w chodnik w formie metalowych ulotek. Nikt już ich stąd nie zabierze. Całej grupie poświęcono oddzielną salę w gmachu uniwersytetu, tworząc niewielkie muzeum. „Dorastaliśmy w kraju, gdzie wolne wyrażanie jakiejkolwiek opinii było bezwzględnie tłumione” – to cytat z szóstej, ostatniej, broszury wydrukowanej przez Białą Różę. Jej członkowie najbardziej pragnęli wolności. Gdy Sophie miała określić cel, jaki im przyświecał, zapisała tylko jedno słowo: „Freihait”.

Czytając kolejne plansze, można się zastanawiać, czy ograniczenia, jakie wówczas wprowadzali naziści siłą, dziś nie funkcjonują w inny sposób, w innej skali. Czy państwo rzeczywiście gwarantuje nam wolność? Czy osoby o poglądach innych niż największa partia nie są w żaden sposób represjonowane? A te, które partii przyklaskują odnoszą jakieś korzyści?

Wolność to nie tylko pewność, że za swoje poglądy nie pójdziemy do więzienia. Wolność to również pewność, że za te poglądy – oraz wyniki badań naukowych, śledztw dziennikarskich – nie spotkają nas inne represje. Czy mówienie czegoś, co jest niezgodne z linią narzuconą przez władze, jest dzisiaj bezpieczne?

About the Author

Katarzyna Markusz
Dziennikarka zajmująca się historią i kulturą polskich Żydów. Redaktor naczelna Jewish.pl.