Wyznawcy kary. O książce Bożeny Keff “Strażnicy fatum”

Tytuł zbioru esejów autorstwa Bożeny Keff, badaczki literatury w Żydowskim Instytucie Historycznym – „Strażnicy fatum”, to określenie, które autorka ukuła szczególnie odnosząc się do powieści „Samson” Kazimierza Brandysa oraz opowiadania „Przy torze kolejowym” ze zbioru „Medaliony” Zofii Nałkowskiej, stawiając je tym samym za podwaliny do książki. To pojęcie wyrosłe z „fałszywej transcendencji” z polskiego teatru Zagłady Grzegorza Niziołka, służy jako metaforyczne określenie dla pewnego rodzaju zachowań ludzkich, wyrażających się w przekonaniu, że jest się tylko bezradnym świadkiem Zagłady, obezwładnionym strachem przed wszechobecnymi Niemcami.

Sama autorka przyznaje, że doświadczała również poczucia tego swoistego fatum, utwierdzając się w tym obrazami okupacji wyniesionymi ze szkoły. „Fałszywa transcendencja” to nic innego, jak złudzenie poznawcze, które poprzez odkrycie prawdziwego oblicza powszechnie dostępnych świadectw Keff rozwiewa przed pragnącym doświadczyć prawdy czytelnikiem. Podejmując próbę swoistej świeżej interpretacji wybranych tytułów, upatruje źródeł wielu błędnych przekonań rozpowszechnianych i powielanych przez edukację, antagonizm społeczny czy literaturę.

W pięciu rozdziałach książki Bożena Keff poddaje analizie teksty dwóch powojennych dekad, które w szczególny sposób charakteryzowały się twórczością spójną z rzeczywistością wojenną. Wśród omawianych źródeł znalazły się zarówno książki, prelekcje, jak i filmy. Czytamy więc w „Strażnikach fatum” o wspomnianych już „Samsonie” i „Medalionach”, a w tym kontekście o filmie Brzozowskiego nakręconym na podstawie opowiadania „Przy torze kolejowym”. Ponadto odnajdujemy próbę wyrażenia człowieczeństwa i przynależności w poezji Juliana Tuwima i Tadeusza Różewicza. Całość natomiast zamyka rozdział o symbolicznym odbiorze kulturowym i historycznym Żyda w Polsce.

Uważny czytelnik dostrzeże, że materiały, jakie służą autorce do złamania fatum nie wychodzą poza rok 1968. Stało się tak dlatego, jak pisze Keff, że o ile do roku starć na tle rasowym i politycznym literatura w Polsce przeżywała coś na kształt rozkwitu, o tyle po roku przymusowych deportacji, które spowodowały, że wyjechali z kraju także i pisarze, poziom literatury zaczął pozostawiać wiele do życzenia.

Na zbiór zatytułowany „Strażnicy fatum” składają się teksty publikowane wcześniej w Kwartalniku Historii Żydów w odświeżonej formie, jak i kilka nowych analiz.

Książkę otwiera rozdział „Zapomniane, wyparte” poświęcony literackim przedstawieniom Zagłady, w którym szczególnie zaznacza się obraz uciekającego przed, będącym bezpośrednim zagrożeniem, nienawidzącym go tłumem, Jakubem Goldem z dramatu „Samson” Kazimierza Brandysa i rannej kobiety, która prosi o śmierć z opowiadania „Przy torze kolejowym” Zofii Nałkowskiej. Te dwie twarze są jak znaki informujące o braku współczucia i świadomości, przez co same zmuszone są wydać siebie na śmierć, która zdaje im się lepszym rozwiązaniem, ale i swego rodzaju ukłonem w stronę bezwolnych wykonawców wyroków. To w umysłach przypadkowych oprawców nie dokonał się jeszcze ten poród, o którym pisze Keff – „Tej wiedzy obserwacje nie przebiły, błona nie została przerwana i poród prawdy o ludziach, którymi są także Żydzi, nie nastąpił”.

Autorka upatruje we wspomnianych tekstach źródła „zastygłego sposobu postrzegania stosunku Polaków do Żydów w okresie Zagłady”, budując tym samym model ofiara-świadek-kat, którym unaocznia lęk o fałszywych przekonaniach. To one stawiają ofiarę od razu na przegranej, a nawet pożądanej właśnie w takiej formie przez nią pozycji ofiary pragnącej „zanieść o własnych siłach swoje ciało Niemcom”.

Jednak nie tylko na wspomnianych dwóch postaciach i tytułach zatrzymuje się Keff. Zarówno w tym rozdziale, jak i w kolejnych, poza tytułami, które stały się przyczynkiem do głównej konstrukcji, pojawiają się jeszcze inne, mniej lub bardziej nawiązujące do pierwotnie przywołanych, ale zawsze pogłębiające analizę omawianego zagadnienia. To na przykład stróż Brzozowski, bohater „Mety” Ludwika Heringa, albo bierni obserwatorzy zagłady getta, w „Wielkim Tygodniu” Adolfa Rudnickiego, dla których wszystko tłumaczącym fatum była śmierć Chrystusa.

To, co w pierwszym rozdziale Keff omówiła na podstawie książek, w kolejnym – „Pomóż mi, zabij mnie” – rozszerza na przykładzie filmów. To jakby naturalnie nasuwające się przedłużenie, jakim jest etiuda filmowa „Przy torze kolejowym” Andrzeja Brzozowskiego nakręcona na podstawie opowiadania Zofii Nałkowskiej. Tym, którym podczas lektury książki nie udało się dostrzec strachu i zarazem obojętności mieszkańców wsi, gdzie z transportu wyskoczyła młoda kobieta, uwidocznił to wszystko Brzozowski. Może właśnie dlatego że tak bardzo w czarno-białych gestach, spojrzeniach i słowach widać obojętność, którą okrywa tylko cienka warstwa chęci niesienia pomocy (tu wyrażona kubkiem mleka, i tym ostatecznym, co w oczach zgromadzonych miało wymiar pomocowy) dyktowanej raczej zbiorowością, film – kiedy powstał – nie przeszedł przez cenzurę. Bożena Keff zaznacza, że właśnie w polskim filmie z okresu powojennego szczególnie widoczne jest zaburzenie celów poznawczych ściśle ocenzurowanych filmów.

Poczuciu człowieczeństwa i likwidowaniu podziałów, które na przestrzeni wieków doprowadziły do niezrozumienia, a w konsekwencji do Zagłady, przygląda się Keff na przykładzie twórczości i życia Juliana Tuwima oraz Tadeusza Różewicza. W rozdziałach „Uniwersalista wobec mogiły” oraz „Polski świadek (własnej) żydowskiej Zagłady” stawia poetów niejako w opozycji, między nimi umieszczając Człowieka pisanego wielką litery, w której zawiera się jego imię i równość. Próbując jednocześnie przeciągnąć tuwimową odwagę (choć, wyrażoną poetycko, jak twierdzi odnosząc się do mowy tegoż napisanej na odsłonięcie pomnika Bohaterów Getta) stanięcia w prawdzie, na stronę Różewicza, któremu lęk pozwolił przyznać się do swojego pochodzenia dopiero po śmierci matki. Wtedy to pisał w liście do Pawła Mayewskiego: „to przed nią [matką] zdaję rachunek z mojego tchórzostwa”. Lejtmotywem w obydwu rozdziałach staje się „Regulamin gościa”, który do tablicy wywołała poezja. Keff udowadniając współczesnemu czytelnikowi, że regulaminowym gościem może stać się każdy (i bywało, że stawał się), zdejmuje maski stereotypów i uczłowiecza wszystkich bez wyjątków. Jednocześnie uświadamiając jak bardzo aktualny jest ów „Regulamin”, na straży którego ciągle stoją ci, których celem jest strzec „odpowiedniej” narracji w publicznym przekazie informacji.

Wynikający niejako z kładącego się na życiu wspomnianych poetów cienia samonienawiści jest kolejny rozdział książki Bożeny Keff, w którym porusza najtrudniejszy temat, a który wydawałoby się nie łączy się z biernością Polaków podczas Zagłady.

W tej analizie, która nie opiera się na literackich źródłach, choć tytuł jej – „Wuj Jankiel” – jako symbol już bardzo nawiązuje do literatury, podnosi Keff kwestię samonienawiści, wybierając dla tego zjawiska opisanego przez Antona Kuhna określenie „samodegradacja”, jako to, które wybrzmi łagodniej.

Zarówno samodegradacja, jak i tytułowy wuj Jankiel grają u Keff na nutę wymuszonej lojalności, wynikającej z konieczności podporządkowania i lęku. Te z kolei mają za zadanie uświadomienie czytelnikowi, że dopóki w wieszanych w domach obrazkach Żyda z pieniążkiem, palonych kukłach i szeptanych dzieciom wyssanych z palca przestrogach nie zaczniemy widzieć przejawów antysemityzmu, postawa bierności będzie miała się świetnie, a z nią nacjonalistyczne źródło nienawiści. To właśnie w nacjonalistycznym, katolicko-narodowym postrzeganiu państwa przez Polaków upatruje Keff źródeł ciągle żywego antysemityzmu. Mimo lat edukacji, której otwartość pozostawia wiele do życzenia, analiz i odebranych lekcji, będących powidokiem doświadczenia Zagłady, będąc grupą dominującą, ciągle wpychamy knebel poprawności politycznej w usta tych, którzy stoją poza „uniwersum chrześcijaństwa”.

Monika Mellerowska

“Strażnicy fatum”, Bożena Keff, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa, 2020