Fragment książki „Na posterunku”

W marcu nakładem Wydawnictwa Czarne ukazała się książka prof. Jana Grabowskiego „Na posterunku. Udział polskiej policji granatowej i kryminalnej w zagładzie Żydów”. Poniżej publikujemy fragment wstępu, zachęcając do lektury całości. Portal Jewish.pl jest patronem medialnym książki.

[Fragment książki:]

W pracy historyka nagłe zaskoczenia należą do zjawisk rzadkich – kwerendy archiwalne polegają zazwyczaj na mozolnym wyszukiwaniu, a potem przeczesywaniu tysięcy stron dokumentów, odcyfrowywaniu mało czytelnych kart, odgadywaniu sensu wielowarstwowego palimpsestu, pełnego lepiej lub gorzej zakodowanych znaczeń. Niemniej przeto bywają takie chwile, kiedy – dość niespodziewanie – badacz staje twarzą w twarz ze zjawiskiem, którego istnienia nie podejrzewał lub też którego wagi nie potrafił wcześniej odpowiednio docenić. Tego rodzaju niespodziewanym odkryciem była dla mnie rola granatowej policji w wymordowaniu polskich Żydów. Wiele lat temu, przystępując do pisania książki o zagładzie Żydów ukrywających się na wsiach w południowo-wschodniej Polsce, z rosnącym zdumieniem odkrywałem coraz to nowe wypadki rabunków, gwałtów, tortur i mordów, których dopuszczali się polscy policjanci na ukrywających się Żydach. Skala tego „współsprawstwa” była niesłychana – swoją wydajnością mordercy w granatowych mundurach potrafili dorównać kolegom, niemieckim żandarmom i szupowcom.

W książce „Nasi” litewska pisarka Rūta Vanagaitė zajęła się udziałem Litwinów w wymordowaniu żydowskich sąsiadów w czasie Zagłady. „Žydšaudys [żydobójca – J. G.] oznacza tylko ludzi, którzy pociągali za spust. Ale uważam, że powinniśmy wymyślić dodatkowe słowa, określające wszystkie inne kategorie ludzi, którzy brali udział w tym procesie – takich jak žydgaudys (łapiący Żydów) […] oraz žydvedys (eskortujący Żydów), a być może i žydvagis (kradnący żydowskie mienie)” – pisała. Po latach badań doszedłem do wniosku, że określenia użyte przez Vanagaitė: žydšaudys, žydgaudys, žydvedys i žydvagis, mogą z powodzeniem posłużyć do opisania postaw i zachowań polskich policjantów podczas wojny.

Druga zaskakująca konstatacja dotyczyła swoistego modus operandi – polscy policjanci niejednokrotnie mordowali Żydów (często swoich sąsiadów, ludzi dobrze im znanych z lat przedwojennych) w tajemnicy przed Niemcami. Innymi słowy, akcje przeciwko Żydom prowadzono na własny rachunek, z własnej inicjatywy, często w geście swoiście rozumianej solidarności społecznej z miejscowymi, którzy prosili granatowych o likwidację dość uciążliwych – lub stwarzających zagrożenie dla wiejskiej wspólnoty – „obywateli pochodzenia żydowskiego”, jak określano ofiary w powojennych dokumentach. Niemcy, bezpośredni przełożeni granatowych policjantów, najczęściej nie mieli najmniejszego pojęcia o mordach dokonywanych przez polskich podwładnych. Nie żeby mieli coś przeciwko, ale w razie otrzymania meldunku o wykryciu, zatrzymaniu czy zabiciu Żydów ich reakcja była trudna do przewidzenia. Mogli zacząć pytać o personalia zamieszanych w sprawę Polaków, mogli też zainteresować się kwestią pozostawionych przez ofiary „rzeczy żydowskich” – które przeszły już przecież w inne, godniejsze ręce. Łatwiej było więc, co do tego nie ma wątpliwości, „załatwić sprawę” we własnym zakresie, bez informowania Niemców. Nie ulega kwestii, że w oczach wielu polskich policjantów mordowanie Żydów stanowiło formę ochrony miejscowych chłopów przed terrorem okupanta, a zabójstwa tłumaczono po wojnie jako akt patriotycznego poświęcenia. Najczęściej wysuwanym argumentem było to, że wykrywszy Żydów, Niemcy mogli wymordować Polaków podejrzanych o ich ukrywanie. Niekiedy represje mogły dosięgnąć wielu gospodarstw lub nawet całej wioski. Zabicie ukrywających się Żydów przedstawiano wobec tego jako ochronę interesów polskiej społeczności, jako swoiście rozumianą walkę o zachowanie substancji narodowej.

Trzecia konstatacja płynąca z lektury akt powstałych w latach okupacji wiązała się z dwoistością roli granatowych policjantów i ich kolegów wywiadowców, czyli funkcjonariuszy policji kryminalnej. Wielu spośród policjantów, którzy mordowali Żydów, pełniło jednocześnie odpowiedzialne funkcje w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego; stanowili oni ważne ogniwo oporu w miejscowych siatkach Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich, Armii Ludowej czy Narodowych Sił Zbrojnych. Byli wśród nich patrioci, ludzie oddani Polsce, gotowi poświęcić życie w walce z okupantem. Według wielu policjantów, których spotkamy na kartach tej książki (jak i w opinii wielu ich kolegów z konspiracji), nie było jednak większej sprzeczności między mordowaniem Żydów a walką o wolną Polskę. Warto się tu odwołać do często aż po dziś cytowanego powiedzenia: „Co Hitler złego zrobił, to zrobił – ale przynajmniej Polskę od Żydów uwolnił”. A jeżeli Hitler nie dość sprawnie i nie dość gruntownie przykładał się do pracy – należało mu w tym pomóc. W sposób zwięzły, choć dosadny ujął to Józef Górski, endek, właściciel majątku Ceranów pod Sokołowem Podlaskim, niedaleko Treblinki: „Dzisiejsza propaganda [po 1945 roku – J. G.] uważa Żydów za część narodu polskiego i twierdzi, że Niemcy wymordowali 6 milionów Polaków. Jest to jeszcze jedno zakłamanie w szeregu tych, którymi jesteśmy karmieni. Żydzi nigdy nie byli Polakami. Był to żerujący od wieków na naszym organizmie obcy polip, którego wskutek naszego niedołęstwa nie potrafiliśmy się pozbyć”. W latach wojny, a już zwłaszcza od roku 1942, o „niedołęstwie” nie było już mowy.

Jan Grabowski „Na posterunku. Udział polskiej policji granatowej i kryminalnej w zagładzie Żydów”, Wydawnictwo Czarne