Recenzja książki Włodka Goldkorna „Osioł Mesjasza”

Ta historia kończy się i zaczyna w 1968 roku. To wtedy Włodek Goldkorn opuszcza z rodzicami Polskę. To wtedy zamieszkuje w Izraelu. Ale nic tu się nie kończy, ani nie zaczyna, bo patrząc z dystansu czasu, te dwa miejsca na mapie będą się od tej pory na siebie nieustannie nakładać.

„Osioł Mesjasza” to autobiograficzny zapis wspomnień z czasów przybycia do Izraela. Emigracja zawsze oznacza postawienie sobie pewnych fundamentalnych pytań na nowo. Co to znaczy dom? Kim jest „swój”, a kim „obcy”? Jak się zakotwiczyć w nowej, trochę nierealnej rzeczywistości? Ten natłok pytań wspaniale oddaje pierwsza scena, kiedy do jeszcze trochę obcych drzwi, w nowym domu puka niespodziewany gość, a domownicy milczą, nie mogąc zdecydować się w jakim języku odpowiedzieć.

Książka Włodka Goldkorna nie mówi jednak o ciszy. Wręcz przeciwnie, jest napisana z miłości do języków, a miłość ta ma różne odcienie. Autor pisze więc o instynktownej fascynacji hebrajskim – jego chropowatości, wieloznacznych biblijnych słowach, które potrafią stać w jednym zdaniu obok wulgaryzmów. Pisze o jidysz – języku, który tak bardzo kochał jego ojciec, a który dziś przetrwał w oczach autora w szczątkowej formie. Wreszcie o polskim, w którym może brakuje mu czasem słów, ale który pozostaje tak naturalny, jak tylko może być język dzieciństwa. A wszystko to po włosku – języku wybranym.

Jako nowy obywatel kraju o zdecydowanie niesyjonistycznych poglądach politycznych, Włodek Goldkorn zachowuje perspektywę przybysza. Widzi więc paradoksy i pęknięcia w oficjalnej narracji. Żywiołowo reaguje na nierówności dotykające Palestyńczyków. A jednocześnie pisze z pozycji osoby zafascynowanej nowymi możliwościami, smakami, obrazami. Rzuca się w żywioł wieloetnicznego kraju, który stworzony został z marzeń o wolności.

Myśląc o książce na temat Izraela, mamy przed oczami krajobraz pustyni. Izrael Włodka Goldkorna to jednak także polskie lasy i strumienie, bo jak pisze, mając ich wspomnienie na zawsze pod powiekami jest się trochę jak centaur: w połowie na pustyni, w połowie w polskich borach. I może wcale nie trzeba rozwiązywać tego zamotanego węzła języków, kultur i pejzaży, bo potrafią trwać w nas jednocześnie? Szczególnie – jak by może powiedział pukający do drzwi gość – w czasach płynnej nowoczesności.

Włodek Goldkorn, „Osioł Mesjasza”, przeł. Joanna Malawska, Wydawnictwo Czarne, 2020

Martyna Steckiewicz

Newsletter

Wpisz poniżej swój e-mail, a nie przegapisz najważniejszych artykułów!