O książce Rafała Hetmana „Izbica, Izbica”

Czy z dziurawego sita pamięci najstarszych mieszkańców i szeptanych po kątach historii przekazywanych w tajemnicy kolejnym pokoleniom da się dziś jakoś odtworzyć obraz przeszłości? Niekoniecznie tej historycznej, data po dacie, ale codziennej, kiedy ktoś wstawał o 4 rano piec chałki, a ktoś inny o 9 otwierał na rynku swój zakład szewski? Zadanie niełatwe, szczególnie, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że krótkie biogramy ocalałych izbickich Żydów zajmują pięć i pół strony. A jednak z tych drobin Rafał Hetman ułożył opowieść, którą czyta się jednym tchem.

Ale po kolei. Izbica – miasto położone na Lubelszczyźnie, nieopodal rzeki Wieprz i otoczone malowniczymi wzgórzami, w okolicy określane było mianem „żydowskiego”. O wyjątkowości sztetla stanowił fakt, że w swoich początkach osiedlili się tu faktycznie wyłącznie mieszkańcy żydowscy, którzy wygnani zostali z pobliskiej Tarnogóry. Z czasem zamieszkali tu także chrześcijanie, ale do wybuchu II wojny światowej stanowili niewielki ogólny procent ludności. Stąd w pamięci żydowskiej miejscowość pojawiała się w rymowance „Izbica, Izbica, żydowska stolica”.

W jaki sposób przestała nią być? W Izbicy nie powstało nigdy typowe, odgrodzone od reszty miasta getto. Naziści wybrali je za miejsce, w którym w marcu 1942 roku po ustaleniu szczegółów „Akcji Reinhardt” utworzyli tak zwane getto tranzytowe. W transportach przywożono tu żydowskich mieszkańców Rzeszy, Austrii, Czech, Moraw, skąd wysyłani byli do obozów zagłady w Bełżcu i Sobiborze. Mieszkańcy Izbicy poddawani byli represjom, nadzorowanym przez przysłanego do miasteczka gestapowca Kurta Engelsa, a w listopadzie 1942 kilka tysięcy izbickich Żydów zostało zamkniętych w miejscowym domu strażaka, po czym masowo rozstrzelanych na cmentarzu.

Czy znajdziemy tu jakieś pozytywne historie? Jeśli nawet, to pojedyncze, stanowiące wyjątek, nie regułę. Wiemy o dwójce dzieci, które ukrywane były w miasteczku. Są osoby, którym udało się uciec i tułając się po okolicy dotrwać do końca wojny. Znamy też świadectwa o licznych denuncjacjach sąsiadów i aktywnym udziale strażaków w aktach przemocy. Atmosferze wrogości towarzyszącej niespodziewanym powojennym powrotom. A także wspomnienia o powojennych poszukiwaniach ukrytych przez Żydów kosztowności, oraz o ludzkich czaszkach służących dzieciakom w powojennych latach do podwórkowych zabaw. Fizycznych śladów niewiele – drewniane kuczki doklejone do odnowionych elewacji budynków, połamane fragmenty macew na cmentarzu, u kogoś w domu schody, drzwi, czy parapet pamiętające przedwojennych mieszkańców.

Może zabrakło mi w tej publikacji nieco więcej kontekstu: powstania i rozwoju miasteczka, czy dokładnej historii funkcjonowania getta tranzytowego. Podrążenia kwestii braku oficjalnego upamiętnienia (na rynku postawiono pomnik Jana Karskiego, który przybył do Izbicy w 1942 roku, a pomnik ku czci ofiar Zagłady ufundowały gminy niemieckiej Frankonii). Jestem jednak bardzo wdzięczna Rafałowi Hetmanowi za wszystkie te odłamki mikrohistorii sprawiające, że Izbica z moich wspomnień krótkiego pobytu tam na szlaku objazdu śladami żydowskimi po Lubelszczyźnie na nowo odżyła i wypełniła się obrazami z tych dawnych czasów, kiedy – jak mówi jeden z bohaterów książki – „wszyscy jeszcze żyli”. Wstawali w piątek o 4 rano piec chałkę na szabat, otwierali o 9 swój zakład szewski przy rynku.

Martyna Steckiewicz

Rafał Hetman „Izbica, Izbica”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021

Newsletter

Wpisz poniżej swój e-mail, a nie przegapisz najważniejszych artykułów!