Można mieć różne zarzuty wobec serialu “Król” – zaczynając od niehollywoodzkiego budżetu, a kończąc na zbyt szybko rozegranym zakończeniu – ale i tak to jeden z najlepszych naszych seriali, bo mówi nam coś, czego wcześniej mogliśmy nie wiedzieć.
Fakty historyczne w swoich szczegółach nie mają znaczenia. W końcu “Bękartów wojny” nie kochamy za prawdę, bo jej tam nie ma. “Król” daje nam natomiast wejrzenie w międzywojenne życie, okraszone pewnymi nadinterpretacjami, ale jednak pokazane w sposób, w który do tej pory go nie oglądaliśmy. Powszechność antysemityzmu, i to nie tylko (jak dziś nam wmawia polityka historyczna) wśród społecznych nizin, to fakt, o którym warto wiedzieć. Popkultura do tej pory mało się tym zajmowała. A przecież niechęć do Żydów była na uczelniach wyższych niezwykle rozpowszechniona. I to nie tylko wśród studentów, ale i wykładowców. Bycie Żydem oznaczało ciągłe represje i ograniczenia. Pobicie Żyda nie było niczym nadzwyczajnym, a już na pewno nie czymś, czego należało się wstydzić. Ale w prawdziwym dwudziestoleciu Jakub Szapiro nie mógłby wejść na salę Uniwersytetu Warszawskiego, by wymierzyć sprawiedliwość studiującemu tam endekowi. A szkoda!
Szapiro jest utalentowanym sportowcem, bokserem oraz współpracownikiem Kuma Kaplicy, który zbiera haracze od żydowskich handlarzy oraz aktywnie działa w PPS. Kaplica jest królem Warszawy, ma znajomości na najwyższych szczeblach i dzięki temu robi co chce. Szapiro u boku Kuma przeobraża się w miejskiego bandytę, który bez mrugnięcia okiem pozbywa się swoich ofiar. Z drugiej strony jest poważnym właścicielem kamienicy, ojcem dwóch synów i towarzyszem swojej pięknej partnerki – Emilii.
Przystojny mężczyzna ze skomplikowanym życiorysem budzi zainteresowanie wielu kobiet. I chociaż czasem jego postępowanie może oburzać, a nawet złościć, to dzięki swojej niejednoznaczności pozostaje postacią wiarygodną. Popełnia błędy, wpada w kłopoty, zachowuje się nieracjonalnie – czyli jest bardziej człowiekiem niż superbohaterem. Chce być kimś ważnym, dojść na szczyt w grupie, z którą się związał. Chce mieć Warszawę u swoich stóp. I poza sobą i swoimi pragnieniami zdaje się nie dostrzegać niczego więcej.
Ogromną zaletą “Króla” jest to, że pokazuje relacje polsko-żydowskie w sposób o wiele bliższy rzeczywistości niż robią to dziś instytucje zajmujące się polityką historyczną. Zapewnienia płynące z ust polskich polityków o “Rzeczpospolitej przyjaciół” nie mają wiele z prawdą wspólnego.
Drugim ogromnym plusem tej produkcji jest pojawienie się w niej języka jidysz. To był jednak jeden z najpopularniejszych języków w Polsce i należy docenić aktorów, że wykonali ten wysiłek, by w jidysz czasem do nas mówić.
Książka Szczepana Twardocha, na której podstawie powstał serial, była ciekawą podróżą do niejednorodnej, wielokulturowej, barwnej Polski z jej wadami i zaletami. Była spojrzeniem na świat, który nigdy już nie wróci. Dlatego serial ma dość istotny wymiar, bo może stać się punktem wyjścia do rozmów z uczniami szkół średnich lub studentami. Wiele znakomitych książek historycznych nie przebije się do świadomości szerszego kręgu odbiorców tak skutecznie jak zrobi to film. A po obejrzeniu „Króla” jest o czym dyskutować. Bo nasza skomplikowana przeszłość to coś, z czego nie wszyscy zdajemy sobie sprawę.
„Król”, reż. Jan P. Matuszyński, scen. Łukasz M. Maciejewski, Dana Łukasińska, Szczepan Twardoch, Canal+ 2020

