Rola kobiet w żydowskiej rodzinie na podstawie powieści Vivian Gornick i Natalii Ginzburg

Relacje matek i córek nie zawsze bywają idealne, a życie w rodzinie poddającej się tradycji kultury, albo przynajmniej do takiej aspirującej, tym bardziej nie wpływa na nie pozytywnie. Międzypokoleniowe różnice w takim przypadku bywają źródłem konfliktów trwających latami.

Wpływ osobowości matek na życie bohaterek książek, które niedawno wydało Wydawnictwo Filtry, i do których odnosi się poniższy tekst, był tak ogromny, że u progu dorosłego życia musiały zaczynać budować je od początku, nie chcąc powielać kalki powściągliwego i niedojrzałego wychowania.

Zarówno Vivian Gornick w „Przywiązaniach”, jak i Natalia Ginzburg w „Słowniku rodzinnym” opisują relacje rodzinne w żydowskich domach. Jednak o ile Gornick skupia się na relacji matka-córka, tyle u Ginzburg to ojciec jest głównym bohaterem jej wspomnień. Jednak i matki, która była gojką u niej nie brakuje. I choć nie są to tradycyjne rodziny żydowskie jakie mogliśmy poznać w książkach choćby Icchoka Pereca czy Szolema Alejchema, to rola, jaką w ich funkcjonowaniu odgrywają kobiety zasadza się na tradycji.

Vivian mieszkając w „domu kobiet”, jak nazywa kamienicę na Bronksie, w której żyje z rodzicami, widzi jej mieszkanki niezadowolone ze swojego życia, skazane na tolerowanie nieprzychylnych im zachowań mężów. Zależne pod każdym względem od mężczyzn, szukają pretekstów ucieczki od obowiązku małżeńskiego, nie wiążąc go w żaden sposób z uczuciem. Nie ma w ich opowieściach o małżeństwie romantycznych słów. Jest jedynie ucieczka od „dobierania się” czy sprzedajny seks konieczny do przetrwania, rujnujący osobowość i poczucie godności. Cicha tajemnica łącząca kobiety, w której nawet gwałt musi zostać przemilczany. Pozostawiając kobiecie jedyną drogę rozwoju – w wychowaniu dzieci, gotowaniu i utrzymywaniu tak zwanego ciepła rodzinnego sprowadza je do roli zadaniowca. Ich wizja małżeństwa, w którym między dwojgiem ludzi powinno rodzić się uczucie sprawia, że stają się jej niewolnikiem. A życie w ciągłej frustracji, w cieniu mężczyzn rodzi oburzenie współczesnymi wyborami dzieci. Jak u matki Vivian Gornick, która była zazdrosna o ewentualne przyszłe szczęście własnej córki.

To sprawia, że już od najmłodszych lat córka rozbita jest między swoją wizją relacji i postrzeganiem świata, tak różnym od tego, jak widzi go matka będąca jego niewolnikiem. Jednocześnie poczuwa się do obowiązku trwania przy matce. Rodzaj dziecięcego przywiązania, którego bańka ma pęknąć w przyszłości.

Potrzeba było lat frustracji, by Gornick napisała, że było to postępowanie wbrew sobie, wymuszone naginanie karku. Rozdarcie między chęcią uwolnienia się, a niemożnością odejścia. Powodowane, poza charakterem matki także żałobą po wcześnie zmarłym mężu, z której ta zrobiła swój sposób na życie. Trwając w nieutulonym żalu, grała swój dramat samotnej przez resztę życia. Przez lata obszar wolności, jaki Vivian jawi się małym prostokątem na jej własnym ciele nigdy się nie powiększał. Był zaledwie małym skrawkiem, skarłowaciałym przez obojętność matki. Karmiony wiecznym oskarżeniem (Zabiiiję cię! Żmijo na moim łonie), prześmiewczą nadmierną troską i wiecznym poniżaniem, omijaniem jej sukcesów – czy to zawodowych, czy towarzyskich nie mógł się powiększyć.

Gornick dla swoich frustracji znajduje ujście w przypadkowym seksie, w uzależnieniu do niego, dzikim przywiązaniu, które ma udowodnić jej wartość, jako kobiety, i jednocześnie pokazać, że jest lepsza, bo wolna, od matki. Bez możliwości rozwoju uczucia miłości, bo ta jawi jej się jako „nieprzebyte bagno”, każdy związek z mężczyzną sprowadza do seksu, bez umiejętności budowania relacji. Jakby na przekór matce chciała udowodnić, że każda kobieta ma prawo do wolności i własnych wyborów. Dopatrując w tym swojej wartości, innej – człowieczej – nie znając. „Przywiązania” to autentyczny głos kobiety, która choć nie była pewna swoich decyzji, na co miała wpływ jej relacja z matką, starała się zrozumieć każdy wybór kobiet. Bo w każdym z nich była tęsknota za życiem.

Niejako w kontrze do książki Gornick staje „Słownik rodzinny” Natalii Ginzburg. Autorka traktuje tytułowy słownik jako swoisty album z fotografiami, w którym zamiast zdjęć przywołujących wspomnienia znajdujemy słowa klucze do kolejnych szufladek pamięci budujących opowieść. Posługując się tymi słownymi tworami z prywatnego słownika rodzinnego opisuje życie w komunistycznych Włoszech u progu wybuchu drugiej wojny światowej skupiając się głównie na postaci ojca. I nie trudno w tych opowieściach odnaleźć dziecko opuszczone przez zdziecinniałą matkę, dorastające w cieniu pozostałych członków rodziny.

U Ginzburg dominującą postacią w rodzinie jest ojciec, Giuseppe Levi, włoski Żyd, uznany specjalista w dziecinie anatomii, z racji swoich włosów zwany w rodzinie Pomidorem. Ojciec krytykujący wszystkich i wszystko – od literatury, sztuki, przez kolegów z pracy i znajomych, do dzieci, o których – za cichym przyzwoleniem matki – zwykł mówić „osły”. Zresztą to właśnie określeń i epitetów ojca w słowniku Natalii Ginzburg znajdujemy najwięcej. Poza „osłami” są pacany i murzyni, przy czym to drugie nie odnosi się do nacji czy koloru skóry, ale zachowań, które autor określenie uważa za nieodpowiednie.

Zdaje się, że życie Levich toczy się raczej wokół stołu, gdzie grają w planszówki i układają wesołe wierszyki. Ta inteligencka rodzina znajdowała radość w śmiesznych wersach, i jeszcze upojenie własną twórczością. Choć próżno szukać poparcia dla tych zachowań u ojca rodziny.

Lidię Levi możemy odczytywać w zupełnej opozycji do postaci matki Vivian Gornick. Bo choć łączy je zazdrość o przyszłe życie córek, to Lidia w miejscu zgorzkniałości ma niedojrzałość do roli matki, której dzieci zdają się rosnąć obok jej własnego świata. Zresztą obok Lidii Levi zdaje się dziać wszystko, bo ta stawia na pierwszym planie wydarzenia dotyczące jej osoby. Natalia, najmłodsza z rodzeństwa zapamiętała matkę jako osobę nieufną i niestałą w stosunkach towarzyskich, co potwierdza jej dziecinność. Stawiającą towarzystwo własnej osoby ponad innych, samotny spacer ponad spotkanie z drugim człowiekiem, nawet jeśli tym drugim ma być jej dziecko. Tym bardziej młodsze dziecko. Choć jeśli już nawiązywała z kimś relację przyjacielską, to zwykle celowała w dużo młodsze od siebie kobiety. I jeszcze ze starszą córką Paolą łączyła ją – jak dziś powiedzielibyśmy – siostrzana relacja.

Przejawem kobiecej tradycji rodziny żydowskiej w „Słowniku rodzinnym” jest babka. To ona, podobnie, jak matka Gornick po owdowieniu nigdy nie wyszła drugi raz za mąż. Jednak nie dlatego, że tak bardzo kochała swojego pierwszego męża, jak miało to miejsce u Gornick, ale bała się wykorzystania przez drugiego. Na pytanie dlaczego nie wyszła drugi raz za mąż matka Giuseppe Leviego zwykła odpowiadać „Jeszcze czego! Żeby mnie oskubał”.

Mamy więc z jednej strony miałką matkę, której życie spędzane w towarzystwie służących nie stanowi ani atrakcji, ani tym bardziej wzorca dla dorastającej dziewczynki. A z drugiej mit silnej babki, która, choć niechętnie się do tego przyznawała poddała się tradycji.

Opisując życie swojej rodziny niejako z pozycji obserwatora, bo na pewno nie widocznego na kartach książki bohatera, Natalia Ginzburg stając nawet u progu dorosłości pozostaje kontrolowana przez matkę. I podobnie jak autorka „Przywiązań”, chcąc zbudować życie według właściwych dla siebie przekonań, musi odciąć się od tej zależności. Albo na nią się zgodzić.

Zarówno „Przywiązania” Vivian Gornick, jak i „Słownik rodzinny” Natalii Ginzburg to bogate spektrum roli kobiety w mniej lub bardziej tradycyjnej rodzinie żydowskiej. Postaci kobiecych jest w nich wiele. To nie tylko matki i córki, mniej lub bardziej obecni w życiu rodziny ojcowie, ale także w przypadku Ginzburg rodzeństwo, a później równie chętnie krytykowane synowe. Ponadto liczni znajomi, którzy mieli duży wpływ na przyszłe jej wybory – a w przypadku rodziny Levich to najważniejsi przedstawiciele świata sztuki i kultury ówczesnych Włoch. I mające ogromny wpływ na kształtowanie życia sąsiadki – jak miało to miejsce u Gornick. Szczególnie warto zwrócić uwagę na postać Nettie, ukraińskiej Żydówki, bliskiej sąsiadki, o której w wywiadzie z Michałem Nogasiem autorka „Przywiązań” powie, że była jej „edukatorką seksualną”. To właśnie ta metafizyczna zażyłość łącząca dorastającą dziewczynę i starszą od niej kobietę stała się kością niezgody z matką, a później jej kierunkowskazem.

O ile dotychczas mieliśmy możliwość poznania życia mniej lub bardziej tradycyjnej rodziny żydowskiej przez pryzmat książek wspomnianych na początku Szolema Alejchema i Icchoka Perca, oraz innych pisarzy żydowskich, którzy przedstawiali męski punkt widzenia świata, o tyle pojawiające się coraz częściej na polskim rynku wydawniczym pozycje autorstwa kobiet pokazują je przez pryzmat kobiecych oczu i doświadczeń. Nie jest to jednak najweselszy obraz. Widzimy w nim bowiem matki niespełnione – czy to z przyczyn środowiskowych czy kolei losu, które zgorzkniałość przelewają na dzieci, sprowadzając do nieistotnych ich radości i sukcesy. Jednak zważając na fakt, iż obydwie wspomniane autorki nie tylko pokazały światu swój punkt widzenia, stanowiąc dla siebie wzajemną motywację, to zdziałały tym samym bardzo wiele w świecie kobiet. Warto wspomnieć, że Natalia Ginzburg godząc rolę matki i żony przez wiele lat prowadziła wydawnictwo Einaudi, a nazwisko Vivian Gornick do dziś dla wielu kobiet na świecie jest synonimem radykalnego feminizmu. Wnioskować możemy więc nieśmiało, że to powściągliwe i konserwatywne, zdawałoby się zamykające wychowanie poruszyło w nich pokłady skrywanej dotąd odwagi działania.

Monika Mellerowska

Newsletter

Wpisz poniżej swój e-mail, a nie przegapisz najważniejszych artykułów!