Gliński twierdzi, że Polska zwalcza antysemityzm i dba o pamięć o Holokauście

Fot. Mirosław Maciaszczyk

Polska walczy z antysemityzmem, a minister Czarnek wprowadza programy edukujące młodzież o Holokauście – to tezy ministra Piotr Glińskiego, które wygłosił w środę na Międzynarodowym Forum Pamięci o Holokauście i Zwalczaniu Antysemityzmu w Malmoe.

Minister kultury opowiadał zebranym, że przez tysiąc lat Polacy i Żydzi żyli w zgodzie, co przerwała dopiero niemiecka okupacja.

Tradycja antysemityzmu

Zapomniał dodać, że w 1279 r. polski kler chciał wprowadzić, wzorem innych państw europejskich, obowiązek noszenia przez Żydów znaku wyróżniającego. Były to żółte łaty naszywane na ubrania lub kapelusze, które miały wyróżnić Żydów z tłumu i upokorzyć ich. Ten plan się nie powiódł, ale rok później zapanowała moda na oskarżanie Żydów o bezczeszczenie hostii i mord rytualny. W 1454 Kazimierz Jagiellończyk odebrał Żydom część przywilejów, a trzydzieści lat później doszło do wypędzenia Żydów z Warszawy oraz Krakowa.

W XVIII wieku coraz częściej dochodziło do procesów o mord rytualny, które występowały szczególnie w okolicach Wielkiego Tygodnia. Procesy te kończyły się wyrokiem śmierci. “Była to autentyczna inkwizycja rytualna, która tym razem dotyczyła wyłącznie Żydów” – pisze Leon Poliakov w swojej klasycznej książce “Historia antysemityzmu”. Zdarzało się, że rodzice celowo ukrywali swoje dzieci, by móc oskarżyć Żydów o ich porwanie, po czym wyłudzali od “starszych braci w wierze” okup za odstąpienie od wchodzenia na drogę sądową. Dla wielu ubogich chrześcijan był to doskonały sposób zarobku. Proceder ten był tak duży, że w końcu kardynał Ganganelli (późniejszy papież Klemens XIII) wydał ekspertyzę, w której obalił oskarżenia o mord rytualny. Polskim Żydom niewiele to jednak pomogło.

“I tak w pierwszej kolejności pojawia się rytualny ubój zwierząt, który w istocie ma właśnie zapobiec spożywaniu krwi, a w tym celu stworzone zostały specjalne narzędzie oraz instytucja rzezaka; tajemnicze zabiegi podczas rytualnego ubijania bydła i drobiu jeszcze bardziej potęgowały podejrzenia (…). W wymiarze psychologicznym, ostrożna i pełna szacunku postawa Żydów w stosunku do krwi mogła również mieć swoje znaczenie: skoro tak bardzo przejmują się krwią, skoro nadają jej tak wielkie znaczenie, oznacza to zapewne, że bardzo jej pragną, tak jak pragną zdobywać pieniądze” – pisze Poliakov.

Miliony dla narodowców

Gliński mówił o rosnącej liczbie organizacji, które prowadzą projekty poświęcone żydowskiej kulturze. Zapomniał wspomnieć, że wiele z nich nie jest w żaden sposób wspieranych przez polski rząd. Nie zająknął się też o olbrzymim wsparciu dla nacjonalistów.

Mężczyzna, który w 2016 r. gdy studenci Instytutu Historycznego UW organizowali spotkanie chanukowe z rabinem Schudrichem, określał ich mianem “żydokomuny” i “bolszewików”, zdobył grant z Narodowego Instytutu Wolności. W tym i przyszłym roku jego fundacja otrzyma łącznie 195 tys. zł. Rok temu ten człowiek został zawieszony w prawach studenta przez UW. To dlatego że na demonstracji “Uniwersytety wolne od marksizmu” mówił o “cwelostwie”, “pedalstwie” oraz wspominał, że może powinno się przegonić Żydów z Polski.

NIW w tym samym programie dla “lokalnych organizacji strażniczych i mediów obywatelskich” przyznał dotację również Stowarzyszeniu Marsz Niepodległości na “obywatelski portal lokalny”. Łączna kwota, jaką przez dwa lata dostanie organizacja Roberta Bąkiewicza to ponad 198 tys. zł.

Glińskiemu podlega Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej, który w tym roku przyznał nie tylko 3 mln zł narodowcom powiązanym z Robertem Bąkiewiczem, ale też ponad 80 tys. na projekt “Jedwabne – historia prawdziwa”. Realizuje go spółka SDM Pictures, której prezesem zarządu i wspólnikiem jest Tomasz Sommer. To on wraz z Markiem Chodakiewiczem i Ewą Stankiewicz tworzy “zespół badawczy”, który na jednym z serwisów crowfdfundingowych zebrał ponad 120 tys. zł na projekt o Jedwabnem. Każdy, kto wpłacił 1500 zł mógł zostać “złotym sponsorem” projektu i w nagrodę zjeść kolację z Grzegorzem Braunem w Łomży.

Miliony dla organizacji Bąkiewicza są szeroko opisywane przez media i badane przez opozycyjnych polityków. Jak pisze OKO Press: “W 2019 roku podczas Marszu Niepodległości Bąkiewicz mówił o polskich elitach, że >>ani słowem nie mrukną, kiedy Żydzi chcą ograbić naszą ojczyznę<<. Wspomniał o loży żydowskiej”.

Mimo takiej postawy Fundusz Patriotyczny przyznał w tym roku Stowarzyszeniu Straż Narodowa 1,7 mln zł, a Stowarzyszeniu Marsz Niepodległości 1,3 mln zł. Obie organizacje są ściśle powiązane z Bąkiewiczem. Tenże Fundusz Patriotyczny wysoko ocenił również projekt stowarzyszenia Roty Marszu Niepodległości. Nacjonaliści chcą tym razem prawie 4 mln zł na swoją siedzibę.

Nie-upamiętnianie

Gliński chwalił się na Forum w Malmoe, że w Polsce “po raz pierwszy od czasu wojny” prowadzony jest program oznaczania cmentarzy żydowskich.

Nie wspomniał o latach pracy wolontariuszy w wielu miejscowościach dbających o coroczne porządkowanie, koszenie trawy czy usuwanie śmieci z takich cmentarzy.

Zapomniał też powiedzieć, że dotowana przez rząd instytucja – IPN – nie wyraziła aprobaty na zainstalowanie w Krakowie “kamieni pamięci”, czyli Stolpersteine. Są to instalowane w chodniku metalowe płytki, upamiętniające Żydów, którzy w danym miejscu żyli przed wojną. Większość z nich została zamordowana, a ostatnie ślady ich bytności przepadły. Takie płytki instaluje się w wielu miastach w Niemczech czy Europie Zachodniej. Obecne są też w polskich miejscowościach. Ale IPN-owi przestały się podobać.

Dlaczego? “Koncepcję Stolpersteine niemieckiego artysty Guntera Demniga uważamy za wysoce kontrowersyjną i generalnie sprzeczną z przyjętą w Polsce kulturą pamięci. Zwyczajny chodnik służy do celów użytkowych, trudnych do uznania za miejsce szczególnego szacunku”. Mało tego. Przedstawiciele IPN poprawili zaproponowane przez rodzinę ofiar inskrypcje na płytkach. Zmienili ich treść na język angielski, a przy osobach zamordowanych z Auschwitz dodali sformułowanie “German Nazi”. Wszystko po to, by nikt nigdy z tą sprawą nie połączył Polski i Polaków.

Z powodu tego konfliktu do upamiętnienia nie doszło i nie dojdzie.

Manipulacja historią

Mówiąc o historii, Gliński podkreślił, że w czasie wojny Polska utworzyła największą podziemną armię, podziemne państwo oraz rząd. Jednym z priorytetów tego rządu była pomoc Żydom i ich ratowanie.

Takie twierdzenia nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, ale są elementem obecnej polskiej polityki historycznej.

Szmul Zygielbojm, na którego powoływał się Gliński, był członkiem polskiego rządu w Londynie. Popełnił samobójstwo, nie mogąc znieść myśli o ginących w Warszawie Żydach. Dodatkowo był odsuwany przez polskich kolegów z rządu od wszelkich informacji i decyzji.

Samuel Willenberg, który uciekł z obozu w Treblince w czasie buntu więźniów, a potem walczył w Powstaniu Warszawskim, podkreślał w swoich wspomnieniach, że był atakowany również przez polskich żołnierzy. Tak mówił w wywiadzie dla Dziennika Gazety Prawnej: “Nie napisałem jak podczas powstania, a było to na Marszałkowskiej, ktoś daje mi lornetkę, a ja się zastanawiam na cholerę mi lornetka. Nie byłem oficerem, nie byłem dowódcą, byłem jednym z chłopców. No, ale ją wziąłem. Za chwilę podchodzi do mnie chłopak i prosi, żebym mu ją dał. Bierze lornetkę, odchodzi kawałek dalej, patrzy przez nią i dostaje kulę. Pada ranny. Zastanawiam się, dlaczego on? To nie strzelali Niemcy. Albo inny przypadek. Leżę na środku barykady na ulicy Kruczej. A obok mój kolega. I on dostaje kulę. A wie pan skąd? Z ambasady czechosłowackiej, która była w naszych rękach”.

Naukowcy i dziennikarze, którzy tą trudną historią się dziś zajmują, są stawiani przed sądem i ścigani przez prokuraturę. To rzeczywistość stworzona przez obecne polskie władze, jakiej Gliński udaje, że nie dostrzega. Będąc członkiem rządu, jest przecież za to współodpowiedzialny!

Newsletter

Wpisz poniżej swój e-mail, a nie przegapisz najważniejszych artykułów!

About the Author

Katarzyna Markusz
Dziennikarka zajmująca się historią i kulturą polskich Żydów. Redaktor naczelna Jewish.pl.