„Muchy, jabłka i Żydzi w Zakopanem…”

Nowa biografia Kornela Makuszyńskiego pokazuje autora znakomitych książek dla młodzieży od wcześniej nieznanej strony. Związek z prawicą, teksty o wyraźnie antysemickim zabarwieniu oraz ingerowanie w relacje towarzysko-artystyczne Magdaleny Samozwaniec, która „daje się Żydom naciągać”, to tylko niektóre elementy biografii Makuszyńskiego spisanej przez Mariusza Urbanka.

Makuszyński od początku kariery dziennikarskiej związany był z pismami prawicowymi, gdzie pisali również publicyści o radykalnych poglądach. Nie ma pewności, co do tego, czy sam takie wyznawał. Z pewnością mu one nie przeszkadzały, ale być może swoją obecność w tym środowisku widziała raczej jako szansę na karierę, zdobycie nowych możliwości oraz okazję do odniesienia konkretnych korzyści finansowych, a nie miejsce na prezentowanie poglądów. Jego twórczość dziennikarska nie nawiązywała do tradycyjnych endeckich motywów. Sam Makuszyński starał się utrzymywać dobre kontakty z ludźmi z różnych środowisk i o różnych poglądach. Również ze skamandrytami, z którymi różniło go wszystko.

Co innego jednak utrzymywać poprawne relacje zawodowe, a co innego pozwolić pewnej grupie ludzi wejść do środowiska, które uważa się za własne. Kiedy Antoni Słonimski chciał opublikować z Magdaleną Samozwaniec zbiór absurdalnych opowiadań zatytułowanych „Czy chcesz być dowcipny? Straszliwe opowieści na wesoło”, Makuszyński zwrócił się do ojca pisarki, Wojciecha Kossaka, by ostrzec go przed możliwą kompromitacją rodzinną. „Daje się Żydom naciągać, kopie grób swojej sławie, z takim parszywym Żydem drukuje książkę, nie można iść do niej, aby się na Tuwima i Słonimskiego nie natknąć” – miał powiedzieć Makuszyński Kossakowi. Słowa te znamy z relacji samego malarza, nie jest więc pewnym, czy nie dodał on do nich nieco własnego antysemityzmu. Czasy bowiem były takie, że „kto z Żydem, ten zdrajca ojczyzny, ja osobiście tych nawet lubię, ale na ich nieszczęście są z tego przeklętego plemienia, co nas pcha w przepaść”. Kossak nie przepadał za Żydami i wcale się z tym nie krył. Słonimskiego i Tuwima nazywał „natrętnymi Żydowinami”, uważając, że przyjaźń jego córki z tymi ludźmi narusza „godność narodu i nazwiska”. Pseudonim Magdaleny w niczym tu nie pomagał, ponieważ i tak wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, jak nazywała się w rzeczywistości i kto był jej ojcem. Dla Kossaka to była kompromitacja. „Donos” Makuszyńskiego przesądził sprawę. Artysta postawił córce ultimatum. Zapowiedział, że jeśli wyda książkę ze Słonimskim, zerwie z nią stosunki. Groźba okazała się skuteczna. „Straszliwe opowieści…” nigdy nie ujrzały światła dziennego.

Makuszyński w swoich felietonach i książkach pisywał rzeczy dziś jednoznacznie uważane za antysemickie. W tamtym jednak okresie, w porównaniu do innych publikacji prawicowych, była to niewinna publicystyka, która – co należy podkreślić – nie dążyła do wysyłania Żydów na Madagaskar. W 1937 r. Makuszyński opublikował w „Kurierze Warszawskim” felieton poświęcony upadkowi czytelnictwa w Polsce. „Alarmował, że rynek księgarski zalewa literatura podłej jakości, za to bardzo tania, więc chętnie kupowana. Nie pisał, że odpowiadają za to Żydzi. Ale skrajnie żydożercze pisma nie miały wątpliwości, że tak właśnie jest. I pisały to za Makuszyńskiego, oczywiście powołując się na pisarza” – wyjaśnia w najnowszej biografii autora „Awantury o Basię”, Mariusz Urbanek.

Latem 1920 roku w Jabłonnie koło Warszawy utworzono obóz dla internowanych żołnierzy żydowskich. Znalazło się w nim ponad 17 tys. osób. Decyzja o utworzeniu obozu wywołała skandal i protesty nie tylko żydowskich, ale również niektórych polskich sił politycznych. Obóz zlikwidowano więc we wrześniu 1920 roku.

W październiku 1920 roku podpisano zawieszenie broni z Rosją, a w marcu 1921 roku traktat pokojowy. Zanim do tego doszło przez Polskę przetoczyła się fala pogromów na Żydach, których oskarżano o współpracę z bolszewikami.
Śmierć Piłsudskiego w 1935 r. sprawiła, że skrajnie prawicowe poglądy można było wygłaszać bez żadnego skrępowania.

Gdy Makuszyński opublikował wiersz „Serce polskie” o Polakach, których dobroć, serdeczność i gościnność wykorzystują bezwzględnie obcy, inni publicyści od razu podjęli się interpretacji, kim ci obcy są. Oczywiście, Żydzi. Sam autor nie prostował takich interpretacji swojego pisarstwa. Byłoby to skazane na porażkę, nie tylko dlatego, że trudno było antysemitom wytłumaczyć, że nie wszyscy muszą podzielać ich poglądy w tym zakresie. Nie ma pewności, czy sam Makuszyński ich nie podzielał. Nigdy nie pisał o tym wprost, ale też i nie zaprzeczał. Prawdopodobnie więc nie chciał walczyć z antysemicką intencją widzianą w jego tekstach. Już w czasie wojny, zaczynając pracę nad kontynuacją przygód Adasia Cisowskiego pod tytułem „Drugie wakacje Szatana”, w pierwszym zdaniu napisał: „W roku 1937, w którym nadzwyczajnie obrodziły muchy, jabłka i Żydzi w Zakopanem…”

Mariusz Urbanek, „Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce”, wyd. Wydawnictwo Czarne



About the Author

Katarzyna Markusz
Dziennikarka od 2001 roku, zajmująca się historią i kulturą polskich Żydów, prowadząca badania dotyczące społeczności żydowskiej w Sokołowie Podlaskim. Redaktor naczelna Jewish.pl.