„Każdy warszawski uczeń powinien odwiedzić cmentarz żydowski i Treblinkę”

Dr Michał Laszczkowski oprowadza zwiedzających po cmentarzu na ul. Okopowej, 26.08.2018

Od czterech lat prowadzi projekty polegające na restaurowaniu nagrobków na cmentarzu żydowskim przy ul. Okopowej w Warszawie. Wspólnie ze współpracownikami zbiera grupy wolontariuszy, które sprzątają największą żydowską nekropolię w Polsce. W grudniu 2017 r. jego fundacja otrzymała w drodze ustawy 100 mln zł, by te działania prowadzić systematycznie. O tym, czego do tej pory udało się dokonać, rozmawiamy z dr Michałem Laszczkowskim, prezesem Fundacji Dziedzictwa Kulturowego.

Fundacja Dziedzictwa Kulturowego zrealizowała prawie dwieście projektów renowacji na cmentarzach w Polsce i za granicą, głównie na Wschodzie. Wcześniej jednak nie zajmowaliście się żydowskim dziedzictwem.

Nasza przygoda z ochroną zabytków zaczęła się od realizacji projektu renowacji karceru studenckiego w Rydze. To było miejsce, gdzie rektor Politechniki w XIX wieku mógł zamykać za różne brewerie studentów, którzy następnie zostawiali na ścianach tego pomieszczenia różne inskrypcje. Okazało się, że 90 procent z nich zostało wytworzone przez polskich studentów.

Odczytaliście wszystkie?

Wyszła nawet dwujęzyczna książka na 150. rocznicę założenia Politechniki Ryskiej, gdzie znaczna ich część została wyeksponowana. Karcer został odrestaurowany ze środków Ministra Kultury. Udało się ten obiekt uratować.

W międzyczasie, bo projekt trwał aż 4 lata, okazało się, że sprawnie rozliczamy wnioski, że potrafimy organizować prace konserwatorskie, a pomysłów na kolejne projekty zaczęło przybywać. Przejmowaliśmy projekty różnych stowarzyszeń, które nie były w stanie dalej ich prowadzić, jak np. renowację kościoła w Nowogródku, gdzie był chrzczony Adam Mickiewicz. W pewnym momencie okazało się, że naszych działań jest już tak dużo, że trzeba powołać profesjonalny podmiot, a nie działać w ramach stowarzyszenia, które zajmuje się historią ruchów studenckich. Utworzyliśmy Fundację Dziedzictwa Kulturowego i zaczęliśmy organizować prace na zupełnie inną skalę.

Dr Michał Laszczkowski oprowadza zwiedzających po cmentarzu na ul. Okopowej, 26.08.2018

Jak trafiliście na cmentarz żydowski na Okopowej?

Od wielu lat kwestuję na Powązkach w ramach wsparcia Społecznego Komitetu Opieki nad Starymi Powązkami im. J. Waldorffa. Podczas jednej z kwest spotkałem koleżankę, z którą poszliśmy odwiedzić „te drugie Powązki”. Nie byłem tam od wielu lat. Zobaczyłem dżunglę, kilkadziesiąt hektarów zdziczałego lasu, w centrum miasta. Uznaliśmy, że warto coś z tym zrobić.

Skontaktowałem się z gminą żydowską. W kolejnym roku nasza fundacja zaczęła organizować prace wolontariackie na tym cmentarzu. W pewnym momencie, szukając środków na projekty na Wschodzie, pomyśleliśmy też o możliwości odrestaurowania nagrobków na cmentarzu żydowskim. Pierwsze środki przekazała Fundacja PZU. Był to nagrobek Bronisława Mansperla, żołnierza I Brygady Legionów Polskich, który poległ w bitwie pod Kuklami. To było w 2015 r. Od tamtej pory zorganizowaliśmy kilka obozów wolontariackich oraz skutecznie staraliśmy się o środki na renowację kolejnych nagrobków.

Weszliśmy na ten cmentarz jako wolontariusze i zakochaliśmy się w tym miejscu, bo to kawał historii Warszawy, historii nieodkrytej, a na pewno zapomnianej. Właściwie z każdym działaniem odkrywamy coś nowego.

Najważniejsze odkrycia?

Odkrycie bardzo silnych powiązań społeczności żydowskiej ze społecznością warszawską. Ten cmentarz można czytać na kilkanaście różnych sposobów i właściwie każdy może znaleźć własny sposób jego poznawania. Cmentarz ten pokazuje prawdę o społeczności żydowskiej Warszawy. Spora jej część należała do grupy zamkniętej, niezasymilowanej, co widać po nagrobkach. Jednakże gros społeczności żydowskiej było silnie związane z Polską, a kiedy Polski nie było, z kulturą polską. Pokazują to niektóre nagrobki, jak na przykład macewa podporucznika Wojska Polskiego, gdzie gwiazda Dawida wpisana jest w postać orła.

Związki między warszawskimi Żydami, a społecznością chrześcijańską były bardzo silne. Społeczność żydowska wrastała w społeczność polską, co ma swój wyraz w sztuce sepulkralnej. A teraz cmentarz ten właściwie w ogóle nie jest znany. Warszawiacy go nie odwiedzają.

Znaleźliśmy na cmentarzu bunkier, w którym ukrywała się żydowska rodzina w czasie wojny, odkryliśmy niedokończone mauzoleum Żydów bojowników o niepodległość Polski, odkryliśmy groby masowe z czasów getta, odkryliśmy groby parlamentarzystów, artystów, malarzy, rzeźbiarzy, ludzi kultury, przemysłowców. Dla mnie, jako osoby, która wcześniej nie zajmowała się kulturą żydowską, te odkrycia są napędem do działania. Ten cmentarz skrywa jeszcze dużo tajemnic. Abraham Ostrzega wydawał się artystą w świecie naukowym już zbadanym i uważano, że katalog jego dzieł jest zamknięty. My znaleźliśmy 6 nieodkrytych, nieopisanych obiektów, właśnie na Okopowej.

A co zrobić, żeby odwiedzali?

Przede wszystkim otworzyć bramę po godz. 17. Wielokrotnie widzieliśmy sytuację, że ludzie odbijają się od zamkniętego wejścia. Wiemy, że to wynika przede wszystkim z kwestii finansowych, konieczności utrzymania pracowników. To miejsce wrażliwe. Pojawiają się tam wycieczki zagraniczne, które mają też własne względy bezpieczeństwa. Rozumiemy tę sytuację, natomiast należy dążyć do tego, by cmentarz był otwarty również w późniejszych godzinach, bo jest zainteresowanie, a de facto, jeżeli ktoś pracuje to może zwiedzić cmentarz tylko w niedzielę.

Z drugiej strony większość moich kolegów nigdy nie była na tym cmentarzu. To dla mnie było zaskoczeniem. Potrzebna jest forma zachęty. Poza tym to miejsce trzeba zrozumieć zanim się na nie wejdzie. Nie chodzi o to, by zobaczyć ładne kamienie, ale też ten sens, który za nimi stoi. To wymaga działań edukacyjnych.

Ten cmentarz łączy dziedzictwo żydowskie z polskim.

Postaci, które są tam pochowane zasługują na pamięć. Szukamy takich kotwic dla mieszkańców Warszawy, którzy w jakiś sposób odnajdą tam osobę, z którą mogą się utożsamiać. Trudno się utożsamiać z kimś pochowanym pod kamieniem z dziwnymi znakami, których nikt nie rozumie. Ale jeżeli obok nich widzimy polską inskrypcję, mówiącą np. że spoczywający na tym cmentarzu Jan Gutsztajn poległ w 1920 r. na polu chwały w bitwie pod Cieszynem, jako żołnierz WP w wojnie polsko-bolszewickiej, to w tym momencie czujemy już emocjonalny związek. Tego typu postaci pochowanych na cmentarzu jest bez liku.

Dr Michał Laszczkowski oprowadza zwiedzających po cmentarzu na ul. Okopowej, 26.08.2018

Związek, który – mimo wszystko – między Polakami, a Żydami jest bardzo silny. Mamy ze sobą wiele wspólnego.

Przez 70 lat brakowało relacji między Polakami, a Żydami. Postać Żyda stała się wręcz mityczna. Ja też miałem na początku obawy, jak rozmawiać z Żydami, w jaki sposób rozmówcy nie urazić. Byłem więc przesadnie ugrzeczniony. Okazało się jednak, że rozmawiać należy bez zbędnych obaw. Po prostu. Normalnie.

To ciekawe, jak wiele elementów historii Polski możemy odnaleźć na tym cmentarzu. Udało nam się zlokalizować kilkanaście grobów żołnierzy, którzy polegli w wojnie 1918-20, a co zaskakujące nie są ujęte w ewidencji miejsc pamięci.

Na tym cmentarzu spoczywają także m.in. skarbnik Rządu Narodowego w powstaniu styczniowym, zesłańcy syberyjscy, bojownicy PPS-u, powstańcy getta, ale też powstańcy warszawscy. To pokazuje, jak dużo my Polacy mamy zobowiązań w stosunku do osób, które są tam pochowane, w stosunku do pamięci o nich i naszym wspólnym dziedzictwie. Z drugiej strony jest tam wiele grobów cadyków, ludzi uczonych w piśmie, pisarzy jak Perec, Dinezon, An-ski, postaci, których my Polacy w ogóle nie znamy, a to autorzy książek czytanych nie tylko w izraelskich szkołach. O nich również powinniśmy pamiętać.

Przy Okopowej znajdują się też indywidualne pochówki z czasów II wojny światowej, z czasów getta. To rzecz w skali Polski unikatowa.

Ten cmentarz trzeba odkryć, oczyścić, zbadań, zinwentaryzować i opisać, Skrywa on jeszcze na pewno niejedną tajemnicę.

I to robicie za pomocą otrzymanych w ubiegłym roku 100 mln od MKiDN?

Jeszcze nie. O działaniach w ramach funduszu staramy się informować możliwie szeroko. Zależy nam na transparentności. Zrobiliśmy stronę cmentarzzydowski.pl i warsawjewishcemetery.com, gdzie jest informacja, w co zostały zainwestowane fundusze. Obecnie korzystamy z funduszu inwestycyjnego „PKO Płynnościowy – sfio”, zarządzanego przez PKO Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych S.A. Aktualna wartość obligacji, które kupiliśmy to kilkaset tysięcy zł, ale PKO zrezygnowało z większości swojego zysku, w związku z czym otrzymujemy dodatkowo kilkadziesiąt tysięcy zł miesięcznie i te środki już przeznaczamy na konserwację i prace porządkowe. Dopiero w styczniu będziemy wiedzieć, jakie środki udało się wygenerować i jakim budżetem dysponujemy na 2019 rok. Spodziewamy się, że będzie to około 1,5 mln zł. (inwestycji dokonaliśmy w końcu pierwszego kwartału 2018 r.). Ten fundusz daje nam możliwość wieloletniego planowania różnych działań. Obecnie opracowujemy takie plany, które po uzgodnieniu z gminą żydowską i konserwatorem zabytków zaczniemy realizować.

Nie trzeba co roku pisać nowych wniosków.

Ale będziemy pisać te wnioski! Będziemy szukać wsparcia w kraju i zagranicą. Skala potrzeb na tym cmentarzu jest przeogromna. Dzięki dotacjom w tym roku będziemy remontować mur oporowy naprzeciwko wejścia, który grozi zawaleniem. Również w tym roku odrestaurujemy niemalże 30 cennych artystycznie nagrobków. Przede wszystkim jednak oczyszczamy powoli teren z samosiejek i chwastów. Oczywiście, wszystko odbywa się pod nadzorem religijnym.

Warto podkreślić, że nawet jeśli udałby się nam wygenerować 3 000 000 złotych rocznie z zysków z funduszu wieczystego, to i tak w przeliczeniu na metr kwadratowy cmentarza wychodzi poniżej 10 złotych. Walczymy ze zdziczałą zielenią, usuwamy zagrożenia budowlane, a przed nami czeka w kolejce do konserwacji kilkadziesiąt tysięcy pomników nagrobnych. Poszukiwanie dodatkowego wsparcia będzie konieczne.

Tradycyjnie już nasze działania wspiera Stołeczny Konserwator Zabytków oraz Ministerstwo Kultury. Od początku też finansowo uczestniczy w naszych przedsięwzięciach gmina żydowska.

A nie chcecie zająć się innymi cmentarzami?

Warto pomyśleć o takim całościowym programie. To zadanie nie dla jednej fundacji, ale dla całego państwa. Nie wiemy, ile dokładnie jest w Polsce cmentarzy żydowskich i w jakim są stanie. Narodowy Instytut Dziedzictwa prowadzi obecnie ich inwentaryzację. Musimy jednak pamiętać, że wyglądają one przeważnie zupełnie inaczej niż cmentarz przy Okopowej. Na większości żydowskich nekropolii nie ma już obecnie macew, a dbanie o nie polegałoby na koszeniu trawy i usuwaniu samosiejek. Warto także pomyśleć, jak oznaczać granice takich cmentarzy. Czy to na pewno musi być betonowy płot albo ogrodzenie z metalowej siatki? To poważne zagadnienie i prędzej czy później trzeba będzie je podjąć. Na razie jednak przed nami ogromne wyzwanie w Warszawie.

A odczuwacie różnice w pracy po styczniu, po aferze wokół nowelizacji ustawy o IPN?

Żałuję, że powstała sytuacja tego napięcia polityczno-historycznego. Nasz projekt funduszu na rzecz renowacji cmentarza zrealizowany w grudniu 2017 r. został w pewien sposób przyćmiony, a jest rzeczą unikatową w skali światowej. Otrzymaliśmy od państwa polskiego 28 mln dolarów – takiego wsparcia nigdy nie było. O tym w zasadzie przestano mówić, a szkoda. Mógłby to być dobry przykład do naśladowania.

Mogę jednak powiedzieć, że wzmogła się w nas potrzeba działań edukacyjnych wokół tego cmentarza. Warto doprowadzić do sytuacji, w której każdy warszawski uczeń w ciągu cyklu edukacyjnego odwiedziłby to miejsce, ale także Treblinkę.

Treblinka to też warszawski cmentarz…

I to bardzo ważny warszawski cmentarz. Tam zgładzono 1/3 mieszkańców stolicy. Musimy o tym pamiętać i musimy o tym mówić. Każdy warszawski uczeń w toku swojej edukacji powinien odwiedzić obóz zagłady w Treblince, ale także odwiedzić cmentarz żydowski w Warszawie. Idealnie by było, gdyby zostało to połączone z działaniem, które buduje więź. Mógłby to być mikro-wolontariat, np. godzina grabienia liści połączona ze zwiedzaniem i warsztatami edukacyjnymi. Chodzi o tworzenie emocjonalnych więzi. Warto pomyśleć, aby działania takie miały charakter międzynarodowy. Po tym wszystkim, co wydarzyło się w Polsce, w Izraelu, w Stanach, mamy poczucie, że potrzeba takiej działalności jest naprawdę pilna, bo łatwo sobie wyobrażać tego „strasznego” Żyda czy „strasznego” Polaka w sytuacji, gdy się nie ma z nim kontaktu. Natomiast bezpośredni kontakt zawsze powoduje pytania, okazję do uzyskania na nie odpowiedzi i możliwość lepszego zrozumienia. To klucz do tego, by w Warszawie gdzie te nieliczne relikty, tworzone przez społeczność żydowską przed wojną, przetrwały nie stanowiły tylko turystycznej atrakcji, ale by stały się miejscami oswojonymi, traktowanymi przez nas warszawiaków jak własne.

Rozmawiała Katarzyna Markusz

About the Author

Katarzyna Markusz
Dziennikarka, zajmująca się historią i kulturą polskich Żydów, prowadząca badania dotyczące społeczności żydowskiej w Sokołowie Podlaskim. Redaktor naczelna Jewish.pl.