“Sprawiedliwy jest ten, który zdaje sobie sprawę, że nie może wybaczyć”

Medytując nad sensem zasady gościnności i powiązanej z nią potrzeby wybaczania sobie nawzajem, Jacques Derrida przywołuje rytuał Jom Kipur i anegdotę o dwóch zapiekłych wrogach, którzy każdego roku w synagodze składają sobie te same życzenia: „Życzę ci tego samego, co i ty mnie życzysz”. „Znowu zaczynasz?” – pyta drugi.

Dwaj wrogowie, niezdolni do pojednania. Czy w ich wypadku słowo „wybaczam”, wypowiadane zgodnie z tradycją, z odpowiednim dla Sądnego Dnia namaszczeniem, nie byłoby pustym gestem, tradycyjną formułką bez treści i głębszego znaczenia? Aroganckie i wyższościowe „wybaczam”, które zamyka drogę ku faktycznemu pojednaniu, a wtedy, gdy pojednanie jest w ogóle niemożliwe – nie pozwala dostrzec tego stanu rzeczy i z nim się pogodzić. Takie „wybaczam” nie jest i nie może być czynem sprawiedliwych.

Czy znaczy to jednak, że coroczna wymiana zdań między starymi wrogami jest w ogóle pozbawiona wszelkiego sensu? Nie, tak nie jest. Już konstatacja, że wybaczenie i pojednanie jest niemożliwe, ponieważ nie pozwala na to ciężar pamięci i poczucia krzywdy, sama w sobie jest wielką wartością. Ale nie tylko ona. W niemożności wzajemnego wybaczenia, jakiej doświadczają dwaj ludzie, i w ustawicznych próbach zakomunikowana sobie tego nawzajem, istnieje przypuszczalnie zalążek wzajemnego współczucia, które świadomie bądź nie prowadzi ku wybaczeniu i pojednaniu – nawet wbrew nam samym.

A gdy takiego zalążka nie ma? Wówczas pozostaje protokół rozbieżności, świadomość, że do wybaczenia nie dojdzie, bo z rozmaitych powodów dojść nie może. Przyznanie się przed sobą – i przed innym – do niemożliwości wybaczenia jest właściwym aktem sprawiedliwości. Sprawiedliwy jest człowiek, który zdaje sobie sprawę, że nie potrafi wybaczyć, ponieważ wie, że wybaczając nie byłby szczery wobec wroga, a tym bardziej wobec siebie samego. Sprawiedliwy jest ten, który zdaje sobie sprawę, że nie może wybaczyć, bowiem nie jest dostatecznie sprawiedliwy, by to uczynić, a wie również, że wybaczenie niekoniecznie musi prowadzić do faktycznego pojednania. Taki stan rzeczy, świadomość niemożliwości wybaczenia i wychodzenie sobie z ową świadomością naprzeciw, Derrida, za starymi mędrcami, nazywa – pokojem.

No więc życzmy sobie nawzajem pokoju, a zapis we właściwej księdze przyjdzie sam.

גמר חתימה טובה

Piotr Paziński