Lepiej niech nic się nie dzieje

Tel Awiw

Ester ma ciężkie pakunki z zakupami. Czeka na windę, żeby wjechać na ósme piętro, ale kiedy drzwi się rozsuwają i widzi nas, rezygnuje. Jest religijną osobą i nie chce przebywać w tym małym pomieszczeniu razem z nami – którzy w upalny sierpniowy jerozolimski dzień ubraliśmy się zupełnie nieodpowiednio, jak na ortodoksyjne standardy. Krótkie spodenki, T-shirty, odsłonięte nogi i ramiona – nie jesteśmy dobrymi kompanami dla pobożnych Żydów.

Plac Dizengoff w Tel Awiwie

Tak samo będziemy wyglądać kilka dni później w samolocie lecącym z Tel Awiwu do Warszawy. Kiedy na wolne miejsce obok usiądzie ortodoksyjny Żyd, będę się przez chwilę zastanawiać, czy nie zacznie protestował przeciwko naszemu sąsiedztwu. Ale on uśmiechnie się tylko, zapadnie w czterogodzinną drzemkę i więcej na mnie nie spojrzy.

Sara, która pracuje w stołówce Jad Waszem, spojrzy za to na nasze kolorowe paznokcie. “Ładnie pomalowane” – powie i pokaże swoje, każdy w innym kolorze. “Bardzo ładne. Miłego dnia”.

Wiele rzeczy jest tu ładnych – odrestaurowane budynki w Tel Awiwie, plaże, na których pojawiają się nowoczesne rzeźby, automaty z ręcznikami, będącymi idealną pamiątką z wakacji, arabskie restauracje, gdzie można się najeść na cały dzień, a przede wszystkim tęczowe flagi powiewające z okien mieszkalnych i sklepowych witryn. “Love is love” głosi hasło na specjalnej ramie, przy której można zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie z plaży. W Tel Awiwie możesz ubrać się jak chcesz, możesz trzymać za rękę kogo chcesz, możesz kochać kogo tylko masz ochotę. Jedyne z czym możesz mieć problem to znalezienie odpowiedniego miejsca do parkowania. Jeszcze nigdy nie wyjechałam z Izraela bez otrzymania mandatu – co najmniej jednego.

Jerozolima jest inna – bardziej surowa i stonowana. W przeciwieństwie do Tel Awiwu, w nocy kładzie się spać. Za to w dzień trudno znaleźć nie tylko miejsce parkingowe, ale nawet wolną przestrzeń do poruszania się pieszo po chodniku. Na targu sprzedawcy przekrzykują się nawzajem, próbując namówić jak najwięcej osób na zrobienie zakupów akurat u nich. Na Starym Mieście Arabowie sprzedają różańce i ziemię, po której stąpał Jezus. Od nadmiaru tych świętości niektórym zdarza się sądzić, że sami są kolejnym wcieleniem Jezusa, albo przynajmniej któregoś z apostołów.

Między magnesami z murami Jerozolimy, a zawieszkami do kluczy z życzeniami pokoju, w równych rzędach stoją miseczki, które wyglądają, jakby wczoraj wyjechały z fabryki porcelany w Bolesławcu – granatowe szlaczki, kropki, kwiatki. I tylko napis “Shalom” pokazuje, że to tutejszy wyrób.

Shalom, czyli pokój, to słowo, które słyszy się tu często. To coś, czego wszyscy sobie życzą, ale nie wszyscy wierzą, że się spełni. Nasz shalom polega na tym, że w jerozolimskim mieszkaniu na dziewiątym piętrze mamy jedno pancerne pomieszczenie, w którym możemy się schronić na wypadek ataku rakietowego. Ma własną wentylację, wzmocnione ściany i potężne drzwi, które przetrwać mogą wiele. Zamknięci tam, możemy czekać na ratunek gdyby coś się stało. Ale lepiej niech się nie dzieje.

Muzeum Izraela w Jerozolimie

Żeby o tym nie myśleć, odwiedzam moje ulubione miejsce w Jerozolimie – Muzeum Izraela. To tu znajduje się najstarsza znana nam dzisiaj zapisana wersja biblii. Patrzą na nią przez ściany postacie z dzieł Picassa, Chagalla, Rubensa. Patrzymy i my, chcąc zapamiętać każdy szczegół do czasu aż znów się tu spotkamy.

About the Author

Katarzyna Markusz
Dziennikarka zajmująca się historią i kulturą polskich Żydów. Redaktor naczelna Jewish.pl.