O Januszu Korczaku bez uproszczeń. Relacja ze spotkania z Agnieszką Witkowską-Krych

Agnieszka Witkowska-Krych i Olga Szymańska w Księgarni na Tłomackiem

Wokół postaci Janusza Korczaka powstały liczne mity, które nadal są utrwalane. Wiele osób poznaje go w szkole, jako polskiego pisarza. Wątek getta, żydowskich sierot nie pasuje do tej narracji i wprowadza konsternację. Najczęściej mówiło się o nim do niedawna jako o samotnym działaczu, który wziął na siebie cały ciężar opieki nad mieszkańcami Domu Sierot. Wszyscy znamy też legendarną opowieść o ich ostatnim marszu ulicami Warszawy – w równym szyku, ze śpiewem na ustach.

Tymczasem, jak zaznacza Agnieszka Witkowska-Krych, autorka książki “Mniej strachu. Ostatnie chwile z Januszem Korczakiem”, jego życie i działalność to sprawa bardzo złożona. O nich właśnie opowiadała w niedzielne popołudnie podczas rozmowy prowadzonej przez Olgę Szymańską z Żydowskiego Instytutu Historycznego w Księgarni na Tłomackiem.

Agnieszka Witkowska-Krych i Olga Szymańska w Księgarni na Tłomackiem

Dylematy tożsamościowe wynikają zapewne z faktu, że rodzina Korczaka była zasymilowana, a sam Doktor nie był religijny, lub – jak zauważa autorka książki – interesował się Bogiem w różnych odsłonach. W swoich tekstach pisał zarówno o dzieciach żydowskich jak i chrześcijańskich, z równą ciekawością śledząc ich rozwój, stwarzając im warunki do możliwie normalnego życia. Jego podopieczni obchodzili najważniejsze święta żydowskie, choć raczej w wersji tradycyjnej, niż ściśle religijnej.

W swojej działalności nie był sam. Znamy już dość dobrze postać Stefanii Wilczyńskiej, która zaczęła zresztą pracę w Domu Sierot jako pierwsza, a później często zastępowała Korczaka pod jego nieobecność. Ale funkcjonowanie placówki możliwe było dzięki całej sieci osób: pomocników, współpracowników, darczyńców. Sam Korczak wyraźnie podkreślał, że sprawne działanie Domu Sierot jest wynikiem nie tylko jego zaangażowania, ale wysiłku wielu ludzi.

Nie był też postacią kryształową. Zachowały się wspomnienia osób podkreślających jego trudny, nieraz wybuchowy charakter. Także w swoich zapiskach potrafił kąśliwie określać osoby, z którymi wchodził w konflikty.

Czy marsz na Umschlagplatz mógł wyglądać tak, jak przedstawiają to nostalgiczne wersje filmowe? Zdecydowanie nie. Jak podkreśla Agnieszka Witkowska-Krych, taka figura bohatera była potrzebna po wojnie, kiedy pamięć o tych wydarzeniach była zbyt świeża i bolesna na prawdziwe obrazy. Bardziej realne wspomnienia z tego dnia ukazują zmęczonych, wystraszonych ludzi i schorowanego już dość mocno Doktora. Nie mniej zanim doszło do tego epizodu, starał się ze swoimi współpracownikami zrobić wszystko, co było możliwe, żeby strachu było jak najmniej. O tych właśnie dniach przeczytamy w najnowszej publikacji wydawnictwa Dialog.

Agnieszka Witkowska-Krych, “Mniej strachu. Ostatnie chwile z Januszem Korczakiem”, Wydawnictwo Akademickie Dialog, 2019 rok.

Martyna Steckiewicz